Wczytywanie...

Licznik

Liczba wyświetleń strony:
788897

Statystyki

Serdecznie witamy na stronie parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Kraczewicach .

Wielki Tydzień

 

     Ostatnie dni Wielkiego Postu od Niedzieli Palmowej do wieczora Wielkiego Czwartku, a następnie Triduum Paschalne to Wielki Tydzień. Najstarsze świadectwa o liturgii Wielkiego Tygodnia pochodzą z IV w. z Palestyny. Rozpoczynała ją uroczysta procesja z palmami, z Betani do Jerozolimy na pamiątkę wjazdu Chrystusa do świętego miasta, aby dokonać odkupienia ludzi przez mękę i śmierć na krzyżu.

     Niedziela Palmowa

     Niedziela Palmowa rozpoczyna Wielki Tydzień, w którym obchodzi się pamiątkę Męki śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Każdy chrześcijanin powinien dołożyć wszelkich starań, aby obrzędy Wielkiego Tygodnia zrozumieć, brać w nich czynny udział, a przede wszystkim umartwieniami i świętością życia dawać dowód żywej wiary.

     W Niedzielę Palmową, Kościół obchodzi pamiątkę wjazdu Pana Jezusa do Jerozolimy, dla dokonania paschalnej tajemnicy Męki i Zmartwychwstania. W tym dniu święci się palmy i organizuje procesję. Wszystkie Msze św. odprawia się tak, aby były wspomnieniem uroczystego wjazdu Prana Jezusa do Jerozolimy, a szczególnie przypomina nam o tym, specjalny obrzęd przed Mszą św. i poświęcenie palm. We wszystkich obrzędach używa się czerwonego koloru szat liturgicznych.

     Triduum Paschalne

     Wielki Czwartek Najstarszy dokument opisujący liturgię Wielkiego Tygodnia w Jerozolimie z IV wieku, mówi o dwóch Mszach św. w Wielki Czwartek. Dwie Msze św. w tym dniu odprawia się kościołach katedralnych. Rano biskup koncelebruje, razem ze wszystkimi kapłanami z całej diecezji uroczystą Mszę św. z poświęceniem Krzyżma (oliwa zmieszana z balsmem, używane w sakramencie bierzmowania i sakramencie chrztu) i oleju chorych.

     We wszystkich innych kościołach wolno w tym dniu odprawić tylko jedną Mszę św. w godzinach wieczornych. Nazywamy ją "Mszą Wieczerzy Pańskiej". Rozpoczyna ona Triduum Paschalne, które stanowi Wielki Piątek, Wielką Sobotę i Niedzielę Zmartwychwstania. Ostatnia wieczerza miała miejsce w nocy z czwartku na piątek i należała według żydowskiej rachuby czasu do piątku. Doba trwała od zachodu, do zachodu słońca. Dlatego, dniem zarówno pierwszej Ofiary Eucharystycznej jak i Ofiary Krzyża, jest ten sam dzień - Wielki Piątek. I tu widzimy ścisły związek Krzyża, Zmartwychwstania i Eucharystii.

     Wielki Piątek W tym dniu gromadzimy się na sprawowaniu pamiątki męki i śmierci Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Liturgia zaprasza nas do rozważania biblijnego opisu męki Pańskiej, a następnie adoracji i uczczenia Krzyża świętego. W tym dniu nie odprawia się Mszy św. Po liturgii eucharystycznej Ciało Chrystusa przenosi się uroczyście do adoracji do tak zwanego Grobu, Pańskiego. Wielka Sobota jest dniem, w którym nie odprawia się Mszy św. ani innych nabożeństw. Przez cały dzień, wierni nawiedzają Grób Pański i czuwają na modlitwie, pamiętają^, że jest tam obecny pod osłoną chleba Uwielbiony i Zmartwychwstały Pan.

     Wielka Sobota W tym dniu święci się pokarmy. W Polsce wierni przynoszą w pięknie przystrojonych koszykach, chleb, wędlinę, masło, chrzan, sól i jajka. Nie powinno w nim zabraknąć baranka, który symbolizuje Chrystusa. W tym dniu, każdy pokarm ma swoje znaczenie : chrzan, przynosimy na znak męki Pana Jezusa, która zamieniła c'ę w słodycz, a symbolem tej słodyczy jest masło. Poświęcone jajka, symbolizują nowe życie Zmartwychwstałego Pana. Przez święcenie pokarmów, Kościół błogosławi byt doczesny; podkreśla dostojność ciała, które w tym dniu osiągnęło nieśmiertelność. Chrystus po zmartwychwstaniu jadł chleb i rybę, by przekonać uczniów, że jest naprawdę żywym człowiekiem.

     Wigilia Paschalna Noc paschalną rozjaśnia zmartwychwstały Chrystus. Jest to naprawdę Wielka Noc, jest to najważniejsze wydarzenie w dziejach świata i ludzkości. W niej dokonało się przejście że śmierci do nowego życia, przez zmartwychwstanie. Cała dynamika nocy paschalnej, skupia się wokół życia w Chrystusie, dlatego cała jej liturgia, pełna jest symboli życia: światło - słowo - woda - uczta. Znaki te stanowią również główną treść kolejnych części Wigilii Paschalnej. Uroczystym ogłoszeniem zmartwychwstania Chrystusa i wezwania " całego stworzenia do udziału w tryumfie Zmartwychwstałego jest Procesja Rezurekcyjna.

     Niedziela Wielkanocna Rozpoczyna się Wigilią Paschalną, czyli Mszą św. Zmartwychwstania Pana, sprawowaną w sobotę wieczorem lub w nocy.

WIELKI POST

Posypmy głowy popiołem

Od posypania głów popiołem rozpoczyna się w Wielki Post, 40-dniowy okres przygotowania do największego święta chrześcijan Wielkanocy. Tradycyjnemu obrzędowi posypania głów popiołem towarzyszą w Wielką Środę słowa: "Pamiętaj, że jesteś prochem i w proch się obrócisz" albo "Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię". Sam zwyczaj posypywania głów popiołem na znak żałoby i pokuty znany jest w wielu kulturach i tradycjach, często w Starym Testamencie jest też mowa o posypaniu głowy popiołem jako znaku pokuty. W Kościele pierwszych wieków biskup naznaczał w ten sposób jedynie tych, którzy czynili publiczną pokutę i aż do Wielkiego Czwartku byli wyłączeni ze wspólnoty. Z czasem obrzęd ten stał się znakiem postu i pokuty, odprawianej prywatnie przez wszystkich wiernych, w łączności z innymi członkami Kościoła. Dopiero w VIII w. zaczęto sypać popiołem głowy wszystkich - wszak każdy jest grzesznikiem. Pierwsze świadectwa o święceniu popiołu pochodzą z X w. W następnym wieku papież Urban II wprowadził ten zwyczaj jako obowiązujący w całym Kościele. Z tego też czasu pochodzi zwyczaj, że popiół do posypywania głów wiernych pochodził z palm poświęconych w Niedzielę Palmową poprzedzającego roku.

40 dni umartwienia

Wielki Post jest czasem odnowy ducha i nawrócenia. Początkowo było to zaledwie 40 godzin, czyli praktycznie tylko Wielki Piątek i Wielka Sobota. Potem przygotowania zabierały cały tydzień, aż wreszcie ok. V w. czas przygotowania do uroczystości Zmartwychwstania wydłużył się do 40 dni. Liczba 40 stanowi w Piśmie świętym wyraz pewnej dłuższej całości, czasu przeznaczonego na jakieś konkretne zadanie człowieka lub zbawcze działanie Boga. W Wielkim Poście Kościół odczytuje i przeżywa nie tylko czterdzieści dni spędzonych przez Jezusa na pustyni na modlitwie i poście przed rozpoczęciem Jego publicznej misji, ale i trzy inne wielkie wydarzenia biblijne: czterdzieści dni powszechnego potopu, po których Bóg zawarł przymierze z Noem; czterdzieści lat pielgrzymowania Izraela po pustyni ku ziemi obiecanej; czterdzieści dni przebywania Mojżesza na Górze Synaj, gdzie otrzymał on od Jahwe Tablice Prawa.

Post, modlitwa i jałmużna

Hymny liturgiczne następująco wyrażają istotę tego okresu: "Dałeś nam przykład, o Jezu, czterdziestu dni umartwienia; aby w nas ducha odnowić, wymagasz postu i skruchy" albo w innym miejscu: "Jak naród wybrany idziemy za Tobą, nasz Boże i Wodzu, co w słupie ognistym wskazujesz nam drogę pośpiesznej ucieczki z krainy grzechu i śmierci". Czas postu, to specjalny czas ćwiczeń duchowych, pokuty, dobrowolnych wyrzeczeń, takich jak post modlitwa i jałmużna. Modlitwa, szczególnie ta polegająca na rozważaniu Męki Pana Jezusa, pozwala samemu podjąć pracę nad swoim życiem. Post nie ma być zwykłym odchudzaniem się, ale jest poskromieniem swego ciała. Człowiek który potrafi sobie odmówić łakoci, czy jakiegoś dobrego pożywienia, uczy się jak być panem samego siebie. Owocem postu powinna być jałmużna - dzielenie się z potrzebującymi. Jeden ze starożytnych pogańskich filozofów zapisał wiele mówiące słowa: "Kiedy pośród chrześcijan znajduje się biedak, poszczą przez dwa lub trzy dni, a pokarm, który sobie przygotowali, przekazują potrzebującym".

Liturgia postna

"Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię" to słowa Jezusa najczęściej powtarzane przez kaznodziejów przez sześć tygodni Wielkiego Postu. Z liturgii znika radosne "Alleluja", nie śpiewa się w niedzielę hymnu "Chwała na wysokości Bogu", a szaty mszalne są koloru fioletowego. Zakazane jest przyozdabianie ołtarza kwiatami, zaś gra na instrumentach muzycznych dozwolona jest tylko w celu podtrzymania śpiewu. Są i specjalne nabożeństwa wielkopostne - Droga Krzyżowa i gorzkie żale.

Środa Popielcowa

Odmieńmy sposób życia, pokutujmy w popiele i włosiennicy, pośćmy i płaczmy przed Panem, gdyż Bóg nasz jest pełen miłosierdzia i gotów odpuścić nam nasze grzechy. (Por. Jl 2,13).

Środą Popielcową rozpoczął się czterdziestodniowy okres Wielkiego Postu. Chrześcijanie w tym dniu biorą udział we Mszy św., w czasie której następuje obrzęd poświęcenia i posypania głów popiołem. W Kościele pierwszych wieków biskup naznaczał w ten sposób jedynie tych, którzy czynili publiczną pokutę za bardzo ciężkie grzechy i aż do Wielkiego Czwartku byli wyłączeni ze wspólnoty Kościoła. Jest to zewnętrzny znak rozpoczęcia publicznej pokuty (z języka greckiego "metanoia"- wewnętrzna przemiana człowieka). W trakcie posypywania głów popiołem, kapłan wypowiada słowa z Pisma Świętego. Jeśli usłyszymy: "Prochem jesteś i w proch się obrócisz" (Rdz 3,19), uświadamiamy sobie własną słabość, ułomność, przemijanie. A jeśli: "Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!" (Mk 1,15), przypominamy sobie, ile jeszcze mamy w sobie zła, jaka praca nas czeka.

Raz po raz wraca na kartach Pisma Świętego stwierdzenie, że człowiek jest prochem. Abraham mówi do Boga: "Pozwól, o Panie, że jeszcze ośmielę się mówić do Ciebie, choć jestem pyłem i prochem" (Rdz 18,27) Psalmista wyznaje: "Wie On, z czego jesteśmy stworzeni, pamięta, że jesteśmy prochem" (Ps 103,14). Autor zaś Księgi Koheleta zauważa: "Wszystko idzie na jedno miejsce, powstało wszystko z prochu i wszystko do prochu znów wraca" (Koh 3,20). Dla podkreślenia swej małości, nicości, a także dla uwydatnienia gotowości pokuty, człowiek siada na popiele i posypuje nim głowę. Jozue wraz ze starszymi na znak pokuty posypał prochem głowę (por. Joz 7,6). Król Niniwy usłyszawszy wezwanie pokutne proroka Jonasza, ubrał się w wór i siadł na popiele (por. Jon 3,6). Przyjaciele cierpliwego Hioba, widząc jego doświadczenia i cierpienia, zapłakali i sypali proch na swe głowy (por. Hi 2,12).

Popiół jest także znakiem pokuty za grzechy. Dziś posypanie głów popiołem ma raczej wymiar symboliczny. Ma on nam przypominać Tego, który nie znał grzechu, a którego Bóg "uczynił dla nas grzechem, abyśmy stali się w Nim sprawiedliwością Bożą" (2 Kor 5,21).

Post czterdziestodniowy znany był już w IV wieku, miał on jednak charakter przygotowania do Świąt Wielkanocnych. W tym okresie wyznaczono kilka dni postu połączonych z pewnymi obrzędami. Wielki Post ma charakter realizowania Chrystusowego wezwania do pokuty i nawrócenia.

Teksty czytań mszy celebrowanej w Środę Popielcową nawołują wyraźnie do przemiany życia. "Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem, przez post i płacz, i lament", "zarządźcie święty post" - wzywa Bóg słowami księgi proroka Joela (Jl 2,12.15), a święty Paweł nalega: "W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem!" (2 Kor 5,20) Nabożeństwo kończy się ceremonią posypania głów popiołem. Zwyczaj ten, wyrażający głęboki żal i skruchę, znany był już w starożytnym Egipcie, w krajach arabskich oraz w Grecji. Do liturgii Kościoła wprowadzono go w VII wieku; w roku 1091, podczas synodu w Benewencie, papież Urban II uznał ów gest za obowiązkowy element liturgii. Posypując czoła wiernych odrobiną popiołu, uzyskanego ze spalonych ubiegłorocznych gałązek palmowych, kapłan wypowiada zdanie, przypominające o konsekwencji grzechu pierwszych rodziców: "pamiętaj, człowiecze, że prochem jesteś i w proch się obrócisz". Słowa te nawiązują do biblijnej Księgi Rodzaju, a dokładniej - do fragmentu opisującego wygnanie z raju Adama i Ewy (Rdz 3,19). Przyjęcie popiołu oznacza pokorne uznanie słabości ludzkiej oraz gotowość wewnętrznego odrodzenia. Pomocą dla nawracającego się chrześcijanina mogą być praktyki pokutne: post, modlitwa i jałmużna.

W Środę Popielcową obowiązuje wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych i post ścisły (trzy posiłki w ciągu dnia, w tym tylko jeden - do syta). Prawem o wstrzemięźliwości są związani wszyscy powyżej 14. roku życia, a prawem o poście - osoby pełnoletnie do rozpoczęcia 60. roku życia.

28 lutego 2014. Ogólnopolski dzień modlitwy i postu w intencji Ukrainy

 

 

 

Kościół prosi o modlitewną solidarność z Ukrainą. W obliczu dramatycznych wydarzeń zachęca też do podjęcia postu w intencji pokojowego rozwiązania konfliktu.

Z apelem o gesty solidarności i wsparcie dla narodu ukraińskiego w tym szczególnie trudnym dla niego czasie zwraca się Prezydium Konferencji Episkopatu Polski. Biskupi zachęcają wiernych do modlitwy w intencji Ukrainy, zwłaszcza w czasie Mszy św. Proszą również o podjęcie postu. Ogólnopolskim dniem modlitwy i postu za Ukrainę będzie piątek 28 lutego br.

Caritas Polska zbiera fundusze na zakup lekarstw i żywności dla potrzebujących na Ukrainie. Ks. Wiesław Dorosz, dyrektor Caritas Spes ze Lwowa, podkreśla, że obecnie nie ma szans na zorganizowanie jakichkolwiek transportów z pomocą humanitarną. Osoby chcące włączyć się w pomoc dla Ukrainy mogą to uczynić dokonując wpłaty na konto Caritas Polska: PL   77 1160 2202 0000 0000 3436 4384 z dopiskiem „Ukraina”.

Już od teraz podejmijmy modlitwę i pośćmy w intencji Ukrainy - zachęca rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Józef Kloch, nawiązując do apelu biskupów. - Wielu jest poszkodowanych, są ranni. Szereg ludzi zginęło. Módlmy się za nich i za ich rodziny.

Źródło: Konferencja Episkopatu Polski

28 lutego godz. 17.00. Modlitwa w intencji Ukrainy w naszej parafii.


W naszej parafii w dniu 28 lutego podczas adoracji Najświętszego Sakramentu po Mszy św. o godz. 17.00 podejmieny szczególną modlitwę za wszystkie ofiary bratobójczego konfliktu na Ukrainie i o dar pokoju dla całego kraju. Zapraszamy wszystkich parafian do wspólnej modlitwy w tak ważnym czasie dla narodu ukraińskiego.

  

o. Dariusz W. Andrzejewski CSSp

Matka Boża Gromniczna…

 

Święto Oczyszczenia

Czterdziestego dnia po Bożym Narodzeniu Kościół obchodzi Święto Ofiarowania Pańskiego, zwane dawniej świętem Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny, a w tradycji polskiej świętem Matki Bożej Gromnicznej. Ofiarowanie Pana Jezusa w Świątyni Jerozolimskiej było ważnym wydarzeniem w życiu Świętej Rodziny. Św. Łukasz Ewangelista napisał: Gdy zaś nadszedł dzień poddania ich, zgodnie z Prawem Mojżeszowym oczyszczeniu, zanieśli Go do Jerozolimy, aby był ofiarowany Panu, według tego, co jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu. Mieli również złożyć ofiarę zgodnie z tym, co jest powiedziane w Prawie Pańskim: parę synogarlic lub dwa gołąbki (Łk 2,22-24). Według Prawa Mojżeszowego każda kobieta przez czterdzieści dni po urodzeniu chłopca, a przez osiemdziesiąt dni po urodzeniu dziewczynki pozostawała "nieczysta". Nie wolno jej było dotykać niczego świętego, ani wchodzić do świątyni.

Po upływie tego czasu matka musiała przynieść do świątyni jednorocznego baranka.

Jeśli zaś ona jest zbyt uboga, aby przynieść baranka, to przyniesie dwie synogarlice, albo dwa młode gołębie, jednego na ofiarę całopalną i jednego na ofiarę przebłagalną za nią i będzie oczyszczona ( por. Kpł 12,8).

Światłość na oświecenie pogan

Pamiątkę tego dnia, w którym w jerozolimskiej świątyni starzec Symeon wziął na ręce sześciotygodniowe Dzieciątko i uniósł Je wysoko z najwyższą czcią, poznając w Nim Zbawiciela świata, Kościół obchodził już w IV wieku. Od połowy V wieku ustalono datę 2 lutego jako Święto Prezentacji Dzieciątka Jezus. W VII wieku pojawia się nazwa Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny. W tradycji polskiej, dzień ten nazywa się świętem Matki Bożej Gromnicznej. W ten sposób uwypukla się fakt przyniesienia przez Maryję małego Jezusa do świątyni. W czasie Ofiarowania, starzec Symeon wziął na ręce Pana Jezusa i wypowiedział prorocze słowa: Światłość na oświecenie pogan i na chwałę ludu Izraela (Łk 2,32). Według podania procesja z zapalonymi świecami była znana w Rzymie już w V wieku. Natomiast od X wieku upowszechnił się obrzęd poświęcania świec, których płomień symbolizuje Jezusa – Światłość świata, Chrystusa, który uciszał burze, był, jest i na zawsze pozostanie Panem wszystkich praw natury...

Tradycja polska

W Polsce święto Ofiarowania Pana Jezusa ma charakter wybitnie Maryjny. Widzimy Maryję, jako Tę, która sprowadziła na ziemię niebiańskie Światło i która tym Światłem nas broni oraz osłania od wszelkiego zła. Dlatego często bierzemy do rąk gromnice, zwłaszcza w niebezpieczeństwach wielkich klęsk i grożącej śmierci. Poświęcone 2 lutego świece, jakby widomy znak Bożej Jasności, zapala się w trudnych życiowych chwilach po to, aby "zadziałała" interwencja Bożej Opatrzności. W religijnej tradycji polskiej podczas burzy, nadal stawiamy świece – gromnicę w oknach. Gromnicami zażegnywano klęski gradowe, ich dymem kreślono znaki krzyża na drzwiach, piecu, oknach i belkach stropowych, jako "zapory przeciw nieczystym siłom i nieszczęściom". W każdym domu katolickim powinna być przynajmniej jedna gromnica. Zapala się ją także przy konającym, aby Maryja - Ta, która niosła do świątyni Jezusa - Światłość Prawdziwą, prowadziła dusze umierających wprost do wiekuistej światłości, do nieba.

"Przedłużony" okres Bożego Narodzenia

Z Uroczystością Matki Bożej Gromnicznej kończy się w Polsce okres śpiewania kolęd, trzymania żłóbków i choinek – kończy się "przedłużony" okres Bożego Narodzenia. Liturgicznie okres ten kończy się wcześniej – Świętem Chrztu Pana Jezusa. Jednak polski zwyczaj ma swoje uzasadnienie nie tylko w dawnej tradycji, ale przede wszystkim w tym, że w Matkę Bożą Gromniczną Pan Jezus jeszcze jako Dziecię jest ofiarowany w świątyni.

Często także razem z uroczystością Matki Bożej Gromnicznej kończy się również w Polsce okres kolędowania, czyli duszpasterskiej wizyty w rodzinach – po domach.

Od 1997 roku z woli Sługi Bożego Jana Pawła II, Kościół powszechny obchodzi również dnia 2 lutego, Dzień Życia Konsekrowanego, poświęcony modlitwie za osoby, które oddały swoje życie na służbę Bogu i ludziom w niezliczonych zakonach, zgromadzeniach i instytutach konsekrowanych.

W Zgromadzeniu Ducha Świętego, w dniu 2 lutego wspominamy rocznicę śmierci naszego odnowiciela i współzałożyciela zakonu, Sługi Bożego ojca Franciszka Liebermanna CSSp (1852 r.).

W polskiej literaturze o tym święcie, pięknie napisała Kazimiera Iłłakowiczówna:

O Panno prześliczna, gromniczna!
Pod ogień Twój święcony,
wiszący nad woskiem gromnic,
przez las kolący i wyjące wilki,
idę bez wszelkiej obrony:
Nie módl się, ani się przyczyniaj,
ale tylko wspomnij!
Ty, coś rodziła Dziecię bez ognia i dachu,
a przez ucieczkę uszła od zamachu
i potem całe życie wyczekała w lęku
na Syna mękę. (…)
I nie módl się, Najświętsza Panno,
Gwiazdo szczęśliwego, krótkiego konania,
nie módl się, Zorzo łask, nie osłaniaj,
tylko wspomnij.

(K. Iłłakowiczówna)

Pani Gromniczna

Szczególnie rzewny i chwytający za serce jest motyw podań ludowych o Matce Bożej Gromnicznej, która "pod płaszcz swej przemożnej opieki bierze wszystkie sieroty, a zwłaszcza te, których matki pomarły trzymając w stygnącej dłoni zapaloną gromnicę. Umiera człowiek, kończy się jego ziemska wędrówka, przy jego łożu gromadzi się rodzina. Umierający, wyrazem swych oczu, daje znać, że czegoś chce i każdy wie, o co prosi i w stygnącą już dłoń podają mu zapaloną gromnicę... W serce wstępuje ufność, że u jego łoża stoi Pani Gromniczna, by swego wiernego czciciela przeprowadzić przez bramę śmierci ze światłem gromnicy w ręku". Ludowy poeta Józef Strug, tak przed wielu laty pisał o Gromnicznej świecy:

Gdy życie nasze dobiegnie do końca,
Gdy Bóg ostatnie godziny policzy,
Niech nam zaświeci, jak promienie słońca,
Światło gromnicy.
Gdy nasze czoło pot śmiertelny zrosi,
Gdy nasze łoże obstąpią szatani,
Twojej obrony niech każdy uprosi -
Gromniczna Pani!
Kiedy nad nami zawisną czarne chmury,
Gdy na wsze strony lecą błyskawice,
Gdy ciemność straszna od dołu do góry:
Święćmy gromnicę!
Matko Najświętsza! My nędzni grzesznicy,
Pod Twoją obronę się uciekamy,
Przed Twym obrazem, przy świetle gromnicy,
Ciebie błagamy! (…)
Bądź nam Matką w życiu i przy zgonie,
Niech Twoja łaska zawsze nam przyświeca,
Niech nasza miłość ku Tobie zapłonie.
(Józef Strug)

Rozpalić domowy ogień

Ludowym zwyczajem – gromnicę po poświęceniu w kościele, zanoszono zapaloną do domu, aby od tego ognia rozpalić domowy ogień, co miało zwiastować zgodę i miłość w rodzinie. Z zapaloną gromnicą obchodził też gospodarz całe swoje obejście i dom, klękając na każdym progu, aby złe moce nie miały przystępu do zagrody.

Zachowajmy szacunek dla gromnicznej świecy, jaki mieli do niej nasi ojcowie i dziadowie.

Zachowały się także liczne ludowe przysłowia, związane z dniem Matki Bożej Gromnicznej, określające pogodę i urodzaje na najbliższe lato:

Gromnica, zimy połowica.
Gdy na Gromnicę z dachu ciecze, zima jeszcze się odwlecze.
Gdy na Gromniczną rozstaje – rzadkie będą, urodzaje.
Gdy słońce świeci na Gromnicę, to przyjdą większe mrozy i śnieżyce.
Gdy na Gromniczną mróz, chowaj chłopie sanie, szykuj wóz.

o. Dariusz W. Andrzejewski CSSp

 

   Wszystkim Drogim Parafianom i Gościom życzymy w Nowym Roku wszelkiej pomyślności: zdrowia, szczęścia, wielu sukcesów i spełnienia wszystkich szlachetnych zamierzeń. Niech Bóg Wam w tym – 2014 roku – błogosławi i udziela swej mocy. Szczęść Boże !

 

„Chwała na wysokości Bogu – a na ziemi pokój ludziom dobrej woli!”

Tymi słowami dobrze nam znanej kolędy życzymy z całego serca Drogim Parafianom i wszystkim Gościom Bożej radości, miłości i pokoju płynących z radosnego faktu narodzenia Syna Bożego. Niech Dzieciątko Jezus hojnie obdarza Was wszelkimi potrzebnymi darami i obfitym błogosławieństwem.

SZCZĘŚĆ BOŻE!

Zwyczaje Bożonarodzeniowe

 

Pasterka

 

Msza Święta o północy w noc Bożego Narodzenia stanowi centralny moment wszystkich zwyczajów związanych z obchodami przyjścia Chrystusa na świat.

 

     Od V wieku źródła liturgiczne przekazują nam pierwszy formularz mszalny na Boże Narodzenie. Od połowy VI wieku Rzym zna już tradycję trzech Mszy św. tzn: Pasterkę, Mszę o świcie i Mszę w dzień. Formularze mszalne trzech Mszy zostały zaczerpnięte ze zwyczajów liturgii papieskiej. O północy papież udawał się do bazyliki dedykowanej macierzyństwu NMP (Santa Maria Maggiore). Istniała tam kaplica - replika groty betlejemskiej, dobudowana do bazyliki.

 

- 25 grudnia przypadało w kalendarzu rzymskim rocznicowe wspomnienie świętej męczennicy Anastazji, zamordowanej w czasie prześladowania Dioklecjana. Św. Anastazji dedykowana była bazylika u stóp Palatynu. Z tego właśnie względu papież celebrował tam w dzień Bożego Narodzenia swoją drugą Mszę św. z osobnym formularzem i to o treści bożonarodzeniowej.

 

- Msza św. celebrowana dziś jako trzecia jest historycznie związana z najstarszym formularzem, którego używał papież już od IV wieku bazylice św. Piotra, w bazylice św. Piotra, o zwykłej wówczas porze dnia, czyli o 9.00.

 

W tych trzech Mszach św. widziano również echo hołdu złożonego Chrystusowi przez pasterzy, aniołów i trzech króli, stąd zwano te formularze mszalne pasterskim, anielskim i królewskim.

 

Opłatek

 

Dzielenie się białym opłatkiem, przaśnym (niekwaszonym) chlebem, znane było od początków Kościoła. Zwyczaj ten nie miał jednak żadnego związku z czasem Bożego Narodzenia. Odnosił się bezpośrednio do Eucharystii. Znano zwyczaj błogosławienia chleba (w czasie Mszy i poza nią) i spożywania go jako rodzaju komunii duchowej. Te pobłogosławione chleby zwano eulogiami. Dzielono się nimi wyrażając wzajemną życzliwość i przynależność do tego samego Kościoła lokalnego. Przesyłali go sobie biskupi, a kapłani wiernym. Ta starożytna praktyka osłabła na skutek dekretów z IX wieku (synody karolińskie), które obawiały się zamazania w świadomości wiernych granicy między opłatkami konsekrowanymi a chlebem pobłogosławionym.
Najstarsza wzmianka źródłowa o dzieleniu się opłatkiem w polskich rodzinach pochodzi z końca XVIII wieku.

 

Kolęda

 

Dzisiaj słowo kolęda kojarzy się przede wszystkim z pieśniami o tematyce bożonarodzeniowej lub z odwiedzinami duszpasterskimi odbywanymi w tym okresie w polskich parafiach.

 

Sama nazwa „kolęda” wywodzi się z tradycji rzymskiej. Pierwszy dzień każdego miesiąca nosił nazwę „calendae”. Szczególnym znaczeniem obdarzano „calendae” styczniowe. Wiąże się to z faktem, że od 153 roku przed Chrystusem, 1 stycznia, konsulowie prawnie obejmowali swój urząd w całym imperium rzymskim. Później potwierdzono 1 stycznia jako początek roku administracyjnego. W Rzymie obchodzono to niezwykle uroczyście. Odwiedzano się wzajemnie, obdarowywano się podarkami, śpiewano okolicznościowe piosenki.

 

Wraz z przyjęciem chrześcijaństwa zwyczaje te zostały powiązane z czasem Bożego narodzenia. Sam termin „kolęda” w znaczeniu pieśni bożonarodzeniowej ustalił się dopiero w XVII wieku.

 

Ks. Antoni Cebula SDS

 

Tajemnica Bożego Narodzenia

To, co odróżnia chrześcijaństwo od innych religii,to wstrząsający fakt Wcielenia. Prawdziwy Bóg staje się prawdziwym człowiekiem w łonie dziewicy Maryi: Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego,Maryi,z Józefem,wpierw nim zamieszkali razem,znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego (Mt 1:18).

Narodził się z Maryi Dziewicy

Pan Bóg stwarza każdą nową ludzką osobę podczas aktu zbliżenia kobiety i mężczyzny. Poczęcie Jezusa dokonało się inaczej, miało całkowicie inny charakter. Jezus Chrystus staje się człowiekiem bez udziału ludzkiego ojca, ponieważ Jego jedynym Ojcem jest Bóg Ojciec. Dziewicze poczęcie Jezusa w łonie Maryi dokonuje się mocą Ducha Świętego, który zstępuje na Maryję (Łk 1,35). Jezus nie jest osobą ludzką, którą Bóg adoptuje na swojego Syna. Bezbronne Niemowlę leżące na sianie w betlejemskim żłobie jest prawdziwą Boską Osobą Syna Bożego, "Emanuelem", "Bogiem z nami".

Jako Boska Osoba Słowa istniał odwiecznie. Natomiast w momencie Wcielenia przyjął prawdziwą, śmiertelną ludzką naturę. W Ewangelii św. Jana czytamy: Na początku było Słowo,a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo.(.) A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy (J 1,1,14).
Odwiecznie istniejący Syn Boży, który jest drugą Osobą Trójcy Świętej, staje się prawdziwym człowiekiem w łonie Maryi Dziewicy.

Dlaczego Słowo stało się ciałem?

Boska Osoba Słowa przychodzi na świat "dla nas i dla naszego zbawienia ". Staje się członkiem rodzaju ludzkiego, bierze na siebie grzechy wszystkich ludzi, aby je zgładzić i wszystkim dać szansę zbawienia. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne (J 3,16); W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy (1 J 4,10).

Boże Narodzenie jest objawieniem tajemnicy Bożego Miłosierdzia, niczym przez nas niezasłużonej Bożej Miłości, która zniża się do najzatwardzialszych grzeszników i podnosi z największych upadków. Do tego stopnia Bóg ukochał nas grzesznych ludzi, że "przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem. Ludzkimi rękami pracował, ludzkim myślał umysłem, ludzką działał wolą, ludzkim sercem kochał" (Gaudium et Spes, 22).Boże Narodzenie objawia nam prawdę o nieskończonej godności każdego człowieka. O godności osoby ludzkiej nie decyduje pochodzenie, narodowość, status społeczny, iloraz inteligencji ale tylko człowieczeństwo, z którym zjednoczony jest Chrystus. Taką samą godność i wartość ma dziecko poczęte w łonie matki i człowiek dorosły, laureat Nagrody Nobla i umysłowo upośledzony, milioner i żebrak. Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie (Ga 3, 28). Tak więc w noc Bożego Narodzenia rozbrzmiewa radosna prawda, że dzięki Chrystusowi każda ludzka istota posiada nienaruszalne prawo do życia i wolności sumienia, którego żadne ludzkie prawo nie może nigdy nikomu odebrać.

To, co odróżnia chrześcijaństwo od innych religii, to wstrząsający fakt Wcielenia. Prawdziwy Bóg staje się prawdziwym człowiekiem w łonie dziewicy Maryi: Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego (Mt 1:18).

Abyśmy się stali "uczestnikami Boskiej natury " (2 P 1, 4)

Bóg rodzi się w stajni betlejemskiej, staje się ubogim i bezdomnym, aby nas obdarzyć swoim Bóstwem daje nam moc, abyśmy się stali dziećmi Bożymi (J 1, 12). Boże Narodzenie mówi nam o radości Boga, który w wielkiej prostocie i pokorze daje nam całą swoją miłość i szczęście abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo (Gal 4, 5)i stali się uczestnikami Boskiej natury (2 P 1, 4). Boże Narodzenie jest więc objawieniem niewyobrażalnych perspektyw dla każdego człowieka: Syn Boży stał się człowiekiem, aby uczynić nas Bogiem (św. Atanazy). Pan Bóg staje się jednym z nas, bierze na siebie wszystkie konsekwencje naszych grzechów, aby poprzez cierpienie, śmierć i zmartwychwstanie dać każdemu człowiekowi szansę wiecznego życia i pełni szczęścia poprzez przebóstwienie naszej śmiertelnej ludzkiej natury.

Ojciec Święty Jan Paweł II przypomina nam, że człowiek, który chce zrozumieć siebie do końca -nie wedle jakichś tylko doraźnych, częściowych, czasem powierzchownych, a nawet pozornych kryteriów i miar swojej własnej istoty musi ze swoim niepokojem, niepewnością, a także słabością i grzesznością, ze swoim życiem i śmiercią, przybliżyć się do Chrystusa. Musi niejako w Niego wejść z sobą samym, musi sobie "przyswoić ", zasymilować całą rzeczywistość Wcielenia i Odkupienia, aby siebie odnaleźć. Jeśli dokona się w człowieku ów dogłębny proces, wówczas owocuje on nie tylko uwielbieniem Boga, ale także głębokim zdumieniem nad sobą samym.

Jakąż wartość musi mieć w oczach Stwórcy człowiek, skoro zasłużył na takiego i tak potężnego Odkupiciela (por. hymn Exsultet z Wigilii Wielkanocnej), skoro Bóg Syna swego Jednorodzonego dał, ażeby on, człowiek nie zginął, ale miał życie wieczne (por. J 3, 16). Właśnie owo głębokie zdumienie wobec wartości i godności człowieka nazywa się Ewangelią, czyli Dobrą Nowiną. Nazywa się też chrześcijaństwem (Encyklika Redemptor Hominis , 10). Boże Narodzenie objawia nam prawdę o Bogu, który ukochał nas do szaleństwa i pragnie abyśmy w pełni Mu zaufali, otwierając swoje serca na dar Jego przebóstwiającej miłości. Pan Jezus mówił św. siostrze Faustynie:
Pragnę zaufania od swoich stworzeń, zachęcaj dusze do wielkiej ufności w niezgłębione miłosierdzie moje. Niechaj się nie lęka do mnie zbliżyć dusza słaba, grzeszna, a choćby miała więcej grzechów niż piasku na ziemi, utonie wszystko w otchłani miłosierdzia mojego " (Dz 1059).

Pozostając prawdziwym Bogiem stał się prawdziwym człowiekiem

Prawda o Wcieleniu, że Jezus Chrystus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem, od samego początku była fałszowana przez różnego rodzaju herezje. Pierwsze herezje (doketyzm gnostycki)negowały, prawdziwe człowieczeństwo Jezusa. Dlatego św. Jan pisał:
Po tym poznajecie Ducha Bożego: każdy duch, który uznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, jest z Boga. Każdy zaś duch, który nie uznaje Jezusa, nie jest z Boga;i to jest duch Antychrysta, który - jak słyszeliście - nadchodzi i już teraz przebywa na świecie (1 J 4, 2-3).
Herezję Ariusza, który głosił, że "Syn nie może być Bogiem, skoro był czas, kiedy On nie istniał ", potępił pierwszy sobór powszechny w Nicei w 325 r. , formułując w wyznaniu wiary, że Syn Boży jest "zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu" (homousios ). Biskup Apolinary z Laodycei twierdził, że Chrystus nie miał prawdziwej ludzkiej duszy, ponieważ jej miejsce zajęła Osoba Słowa. W odpowiedzi na tę herezję sobór Konstantynopolitański I w 381 r. zdefiniował jako prawdę wiary, że Jezus jest w pełni człowiekiem i posiada prawdziwą, rozumną ludzką duszę.

Później pojawiła się herezja nestoriańska. Nestoriusz, patriarcha Konstantynopola, twierdził, że w chrystusie są dwie osoby, osoba ludzka jest połączona z Osobą Boską Syna Bożego. Nestorianizm został odrzucony na soborze w Efezie w 431 r. Stwierdzono tam, że w Chrystusie nie ma dwóch osób, jedynym podmiotem człowieczeństwa Jezusa jest Boska Osoba Słowa. Jezus Chrystus jest Boską Osobą, w której przez unię hipostatyczną (zjednoczenie natury ludzkiej i boskiej w Osobie Słowa), nastąpiło zjednoczenie natury ludzkiej z naturą boską, z zachowaniem ich różnic. Maryja poczęła w swoim dziewiczym łonie i urodziła Jezusa, który jest Boską Osobą Syna Bożego. W ten sposób rodząc człowieka, który jest Boską Osobą, Maryja stała się Matką Boga, "Theotokos ". Eutyches był twórcą monofizytyzmu. Monofizyci uważali, że natura ludzka Chrystusa przestała istnieć, gdyż została wchłonięta przez naturę Boską. Herezja ta została odrzucona na Soborze Chalcedońskim w 451 r. Sobór ten orzekł, że Jezus Chrystus jest jedną Boską Osobą, która działa w dwóch naturach, boskiej i ludzkiej, połączonych bez pomieszania. Każda z natur zachowuje swoje właściwości i swoje działanie. Jeden i ten sam Chrystus Pan, Syn Jednorodzony, ma być uznany w dwóch naturach bez pomieszania, bez zamiany, bez podziału i bez rozłączenia. Nigdy nie została usunięta różnica natur przez ich zjednoczenie, lecz właściwości każdej z nich są zachowane i zjednoczone w jednej osobie i w jednej hipostazie (Breviarium Fidei VI 8).

Prawda wiary, że w Jezusie Chrystusie jest tylko jeden podmiot osobowy, a mianowicie Boska Osoba Syna Bożego, została na nowo zdefiniowana na Soborze w Konstantynopolu w 553 r. Wszystko to, co odnosi się do człowieczeństwa Jezusa (cała ziemska działalność, cierpienie, śmierć) należy przypisać Jego Boskiej Osobie. Tak więc w Jezusie Chrystusie sam Bóg doświadczył cierpienia i ludzkiej śmierci. W VII w. pojawiła się herezja monoteletyzmu. Patriarcha Sergiusz twierdził, że Chrystus nie posiada ludzkiej woli. Na Soborze Konstantynopolitańskim III w 681 r. została zdefiniowana prawda wiary, że Chrystus posiada dwie wole:ludzką i Boską. Ludzka wola idzie za Jego wolą Bożą, nie sprzeciwiając się jej ani nie opierając, ale raczej podporządkowując się tej Boskiej i wszechmocnej woli (Breviarium Fidei VI 50).

Na Soborze Nicejskim II w 787 r. stwierdzono, że ponieważ Syn Boży stał się prawdziwym człowiekiem, wobec tego ludzkie oblicze Jezusa można malować i ukazywać na świętych obrazach. Indywidualne cechy ciała Chrystusa rzeczywiście wyrażają Boską Osobę Syna Bożego. Uczynił On swoimi rysy swojego ludzkiego ciała do tego stopnia, że namalowane na świętym obrazie mogą być otaczane kultem, ponieważ wierzący, który czci Jego obraz "czci osobę, którą obraz przedstawia (Sobór Nicejski;KKK 477). Widzimy więc, że od samego początku Kościół bronił i definiował objawioną prawdę o tajemnicy Wcielenia.

Czy Jezus miał rodzeństwo?

Jak należy rozumieć ewangeliczne teksty mówiące o tym, że Jezus miał braci i siostry, a Maryja urodziła Jezusa jako pierworodnego syna?(por. Mk 6, 3;Mt 13, 55; Łk 8, 19-21). Najwięksi specjaliści od języków semickich stwierdzają, że zarówno w języku aramejskim jak i w hebrajskim nie ma terminu na określenie dalszego pokrewieństwa w linii bocznej. Aramejski termin acha i jego hebrajski odpowiednik ach oznaczały zarówno rodzonego brata jak i braci ciotecznych i stryjecznych. I tak czytamy w Księdze Rodzaju 12, 5, że Lot jest "bratem "Abrahama, co należy rozumieć, że jest jego bratankiem, krewnym (Rdz 14, 14). Trzeba pamiętać, że w Nowym Testamencie nie ma nigdy mowy o "synach "Maryi, że Jezus jest Jej jedynym Synem. Wisząc na krzyżu Chrystus poleca Apostołowi Janowi swoją Matkę, dlatego, że nie miała innych synów i córek. Trzeba pamiętać, że Maryja od samego początku była czczona przez wyznawców Chrystusa jako Dziewica "przed narodzeniem Jezusa, w czasie porodu i po Jego narodzeniu ". Termin "pierworodny" używano także wtedy gdy syn był jedynym dzieckiem. Ten zwyczaj został udokumentowany na napisach znalezionych na nagrobkach z I wieku. Na jednym z nich czytamy: "Arsinoe umarła wydając na świat swojego pierworodnego syna".
W świetle tych faktów nikt nie powinien mieć wątpliwości, że kiedy w Piśmie św. jest mowa o "braciach i siostrach "Jezusa, chodzi o Jego kuzynostwo.

Chrystus i demokracja

Dzięki temu, że w Jezusie Chrystusie Bóg stał się prawdziwym człowiekiem i w swoim Kościele jest nieustannie obecny w rodzinie ludzkiej, mógł powstać wspaniały gmach kultury i demokracji europejskiej. Opiera się on i wyrasta tylko z wartości chrześcijańskich, które pochodzą od Jezusa Chrystusa.
Jeden z założycieli Europejskiej Wspólnoty, Robert Schuman powiedział: Demokracja albo będzie chrześcijańska, albo jej wcale nie będzie. Antychrześcijańska demokracja jest karykaturą, która prowadzi do tyranii lub anarchii. Jezus Chrystus jest jedynym, który poprzez swoje Mistyczne Ciało - Kościół, broni godności każdego człowieka, a więc jego prawa do życia i wolności sumienia. Wszędzie tam, gdzie jest najmniejszy okruch prawdy, dobra i miłości obecny jest Chrystus ponieważ wszystko w Nim ma istnienie (Kol 1, 17). Każde autentyczne dobro ma swe źródło w Chrystusie. Chrześcijański system wartości jest więc jedynym fundamentem prawdziwej demokracji. Cała kultura polska i europejska wyrasta z chrześcijaństwa i wszystko to, co jest w niej nieprzemijające, cenne, europejskie, należy do chrześcijaństwa.

W ten święty okres Bożego Narodzenia Dzieciątko Jezus zaprasza nas do pokornej modlitwy za Polskę i Polaków, aby zdecydowanie odrzucali cywilizację śmierci, czyli taki styl życia, w którym nie ma miejsca dla Chrystusa i jego Ewangelii. Cywilizacji grzechu i śmierci może skutecznie przeciwstawić się tylko Wcielona Miłość - Jezus Chrystus. Tylko On może zapobiec pogrążaniu się naszej Ojczyzny i Europy w przepaści samozniszczenia. Dziecię Jezus pokazuje, że jego miłość jest bezbronna, że możemy ją odrzucić, ale staje się wszechmocna, jeżeli ją przyjmiemy i podporządkujemy jej nasze życie. Tylko wtedy, gdy Chrystus będzie jedynym Panem naszego życia, zarówno w wymiarze indywidualnym, jak społecznym i politycznym, będziemy świadkami wypełnienia się słów Zbawiciela, które usłyszała s. Faustyna na krótko przed swoją śmiercią: Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli Mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. (Dz 1732).

Ks. M. Piotrowski TChr

 

ADWENT

 

     Adwent — czas radosnego i duchowego oczekiwania         

       W czasie adwentu powinna dominować radosna nadzieja. Kościół bowiem poprzez liturgię tego okresu budzi w nas uczucia nadziei, tęsknoty i radosnego oczekiwania. Od pierwszej niedzieli Adwentu do 16 grudnia akcentowany jest eschatologiczny charakter tego okresu. Nasze spojrzenie  jest skierowane na  drugie przyjście Chrystusa w chwale. Druga część zaczyna się 17 grudnia i kończy w Wigilię Narodzenia Pańskiego. Tutaj główny akcent liturgii jest położony na pierwsze przyjście Chrystusa w Jego narodzeniu w Betlejem.

Oczekiwanie na przyjście Jezusa jest źródłem radości. Jakkolwiek przygotowanie na przyjście Pana polega na oczekiwaniu i pokucie, stąd fioletowy kolor szat liturgicznych, to jednak pokuta jest przepełniona radością. Adwent przypomina nam, że całe nasze życie jest oczekiwaniem.

Pierwsze przyjście Chrystusa budzące tyle nadziei radości jest zapowiedzą drugiego przyjścia w chwale, na końcu czasów. Ono również winno budzić w nas nadzieję.

 

      Adwent czasem nawrócenia                                                           

Adwent nie ma charakteru pokutnego w takim samym sensie jak Wielki Post. Jest jednak również czasem nawrócenia i pokuty. Teksty biblijne czytane w tym okresie wzywają nas  do pokuty, nawrócenia i odnowy. „Nawróćcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie”(Mt 3, 2). "Głos się rozlega: Drogę dla Jahwe przygotujcie na pustyni. Wyrównajcie na pustkowiu gościniec naszemu Bogu! Niech się podniosą wszystkie doliny, a wszystkie góry i wzgórza obniżą; równiną niechaj się staną urwiska, a strome zbocza niziną gładką" (Iz 40,3-4).  "Bracia: rozumiejcie chwilę obecną: teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas, niż wtedy, gdyśmy uwierzyli. Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła. Żyjmy przyzwoicie, jak w jasny dzień... Przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa (...)(Rz 13,11-14)

Główne postacie adwentu: Najświętsza Maryja Panna, Patronka adwentowego czuwania; prorok Izajasz zapowiadający przyjście Zbawiciela i  św. Jan Chrzciciel, który bezpośrednio przygotowywał lud na spotkanie Mesjasza, wzywają nas do  do prostowania Chrystusowi ścieżek w naszym sercu. 

 

       Adwentowe zwyczaje religijne                                                    

Msza św. roratnia

Stąd też nasz Adwent, szczególnie polski, był bogaty w zwyczaje religijne. Od XII wieku znana jest w Polsce adwentowa Msza św. ku czci Matki Bożej, zwana roratami. Podczas tej Mszy zapala się dodatkową świecę, przybraną w białą wstążkę,  symbolizującą Matkę Bożą, która jako gwiazda zaranna, jutrzenka poprzedziła przyjście na świat prawdziwej Światłości -  Chrystusa.  

Świeca roratnia       Biała świeca ozdobiona białą lub niebieską wstążką, zapalana w czasie Mszy św. roratniej. Jest symbolem Maryi, która podobnie jak jutrzenka wyprzedza wschód słońca, tak Ona poprzedziła przyjście Jezusa. Wieniec adwentowy       Ten niemiecki zwyczaj znany jest w Polsce od ponad 160 lat. Na zielonym wieńcu umieszcza się 4 świece. Cala rodzina gromadząc się w kolejne niedziele adwentu przy wspólnej modlitwie zapala kolejne świece jako znak czuwania i gotowości na przyjście Jezusa.

Wspólna modlitwa adwentowa

Dawniej  cały Adwent starano się przeżywać we wspólnocie nie tylko rodzinnej, ale też i sąsiedzkiej. Gromadzono się by wspólnie odmawiać modlitwę różańcową, śpiewać pieśni adwentowe, a także pieśni o tematyce obyczajowej, które wzywały do życia zgodnego z Bożymi przykazaniami. Czytano  Pismo Święte, żywoty świętych i książki budujące wiarę.

Przygotowanie kolędników 

Wiele osób w  czasie adwentu przygotowuje szopki i gwiazdy do chodzenia po kolędzie. Podejmuje się  próby do inscenizacji  Jasełek. Warto podtrzymać te piękne zwyczaje. 

Dobre uczynki adwentowe

Pobożni katolicy wiedzieli, że trzeba przed Panem stanąć z dobrymi uczynkami, dlatego starano się podczas Adwentu wzajemnie sobie pomagać, szczególnie ludziom starszym i biednym. Pięknym zwyczajem była na wsi tzw. szara godzina. Pod wieczór, gdy już skończono codzienne zajęcia gospodarskie, gdy robiło się szaro, coraz ciemniej, wszyscy domownicy: dziadkowie, rodzice, dzieci, zbierali się w kuchni, najlepiej w pobliżu płyty. Nie palono jeszcze lampy. Rozważano w ciszy swoje życie, zastanawiano się nad nim, nie brakowało też cichej modlitwy. Starsi, szczególnie dziadkowie, opowiadali dzieciom, wnukom, jak to było dawniej, jakie były tradycje, zwyczaje; przypominali też dzieje naszej Ojczyzny.

Spowiedź adwentowa

Warto w naszej polskiej tradycji kultywować niektóre piękne zwyczaje, zwłaszcza udział w roratach; trzeba skorzystać z rekolekcji adwentowych i sakramentu pokuty,  przystępować do Komunii św. Możemy też we wspólnocie rodzinnej śpiewać pieśni adwentowe, razem modlić się i czytać Pismo Święte lub książki religijne i na ich temat rozmawiać. Warto też wyciszyć się, zrezygnować choć trochę ze słuchania muzyki czy oglądania telewizji  i w adwencie uczynić więcej dobrego niż to zwykle czynimy.

Św. Mikołaj

W pierwszej części adwentu, 6 grudnia przeżywany wspomnienie św. Mikołaja Biskupa, który zasłynął z wielkiej dobroci dla potrzebujących. Od wieków trwa tradycja obdarowania innych w tym prezentami.  

      Adwent to oczekiwanie a nie świętowanie                     

Następuje coraz większa komercjalizacja świąt Bożego Narodzenia. Już od początku adwentu krzyczące reklamy supermarketów i domów towarowych - wzywają nas do zakupów i troski tylko o ten jeden wymiar przygotowania do świąt. Rozlegające się kolędy ze stoisk z płytami i kasetami tworzą już atmosferę świąteczną. Przyzwyczajamy się coraz bardziej do tego. Tymczasem jest to poważny problem. Bowiem często z komercjalizacją łączy się desakralizacja.

- Ale św. Mikołaj już kojarzy się raczej z Laponią, a nie z biskupem chrześcijańskim działającym na przełomie III i IV wieku w Azji Mniejszej.- To prawda. Zastanawiam się jednak, na ile jest to nieuchronna konsekwencja tego, że PRL na kilkadziesiąt lat w ogóle zamieniła go na Dziadka Mroza. Powstało puste pole i dlatego łatwiej było wprowadzić coś nowego - takiego Dziadka Mroza z Laponii. Mikołaj chodzi przez cały odwent i to w róznych celach.

Duch Adwentu jest duchem nadziei i radosnego oczekiwania, ale nie świętowaniem z wyprzedzeniem. Nie jest łatwo utrzymać tego ducha w obliczu nacisków komercji, które przemieniły tygodnie przed Bożym Narodzeniem w istne szaleństwo zakupów i rozrywki. Powinniśmy przezwyciężać ten komercjalizm i lepiej rozumieć i przeżywać ten okres.

 

       Czekamy z tęsknotą na Pana                                                   

Wchodzimy w nowy okres Kościoła, okres Adwentu. Jest to czas wielkiego oczekiwania na Chrystusa, oczekiwania na Boże Narodzenie, na Jego wejście do naszego codziennego życia.        Tegoroczny Adwent, przeżywamy jako początek roku poświęconego w szczególny sposób poszukiwaniu Jezusa Chrystusa w naszym życiu. Niech ten adwent i cały rok będą czasem owocnego poszukiwania Chrystusa w liturgii, w modlitwie, w słowie Bożym, w sakramentach, w życiu codziennym i w drugim człowieku. Nie lękaj się Chrystusa, nie lękajmy się otworzyć mu drzwi naszych serc. Miejmy świadomość, że jest to czas naszego osobistego adwentu. Umiejmy się  wyciszyć, wejść w siebie i podejmować mądre, zgodne z wolą Bożą, decyzje.  Wołajmy z radością i ufnością : Przyjdź, Panie Jezu!

 

8 grudnia - Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny.

W niedzielę przeżywać będziemy uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Ofiary składane w tym dniu na tacę przeznaczone są na Fundusz Obrony Życia. 

 

ks. Tadeusz Miłek

Listopadowe zamyślenia

 

Przed nami dni szczególne: uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny. Przez wszystkie cmentarze przejdą znowu niezliczone rzesze ludzi. Na grobach zapłoną znicze i pojawią się bukiety kwiatów. Chyba nigdzie na świecie nie obchodzi się tego święta tak pięknie… 

 

Ten wzruszający świąteczny obraz jest jednak jakby daleki od codziennej pamięci o zmarłych. Najczęściej przez 364 dni w roku ludzie zajmują się swoimi sprawami, nie pamiętając o rocznicach czy imieninach zmarłych bliskich, natomiast 1 listopada jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszyscy przypominają sobie o zmarłych. Całymi rodzinami wychodzą na cmentarze, przynoszą ogromne ilości zniczy i kwiatów. To piękne. Tylko czy pod tymi zewnętrznymi formami pamięci – jak znicze, kwiaty, odwiedziny na cmentarzu – nie kryje się więcej rutyny niż pamięci?

 

Czy obecność na cmentarzu w tym ważnym dniu to wyraz potrzeby serca, znak wiary w życie wieczne, a może tylko zwyczaj: tego dnia trzeba iść na cmentarz, bo nie wypada nie iść. Czy piękny pomnik wystawiony zmarłym bliskim, mnóstwo kwiatów i zniczy zastąpią modlitwę?

 

Piknik na cmentarzu?

 

Czasami odnosi się wrażenie, że niektórzy uroczystość Wszystkich Świętych traktują tylko jako okazję do spotkań ze znajomymi, „zaprezentowania” modnej odzieży oraz wystawnego ozdobienia grobów.

 

To prawda, że ten szczególny dzień powinien być dniem radosnym: radości z chwały świętych, radości z nadziei naszego zmartwychwstania. Ale atmosfera panująca tego dnia na cmentarzu daleka jest od chrześcijańskiej radości, a coraz bardziej zaczyna przypominać atmosferę pikniku: stragany wokół cmentarza, nie tylko z kwiatami i zniczami, ale i pieczoną kiełbaską i różnego rodzaju napojami, nieraz i procentowymi, muzyka daleka od poważnej...

 

Brakuje tylko koszyka z jedzeniem przy grobie, a i tak są beztroskie rozmowy, dzieci biegają po cmentarzu z watą cukrową i kolorowymi balonikami, ktoś rozmawia wesoło przez telefon komórkowy, inny zapali papierosa – ot, takie towarzyskie spotkanie.

 

Pamięć niejedno ma imię

 

Pamięć o zmarłych odróżnia człowieka od zwierząt. To znak, że człowiek jest zdolny do wierności, do wdzięczności, do podjęcia obowiązku przekazania dziedzictwa wiary, obyczajów i zasad następnemu pokoleniu.

 

Jak owa pamięć o zmarłych wyraża się w naszych czasach? Jak długo trwa? Czy właśnie polega ona na tym, że raz w roku odwiedza się cmentarz, zapala kilka zniczy na grobach i nawet się nie pomodli?

 

Przecież żeby zapalić świeczkę na grobie, nie trzeba czekać do 1 listopada. Dlaczego nie zrobić tego np. co tydzień lub tak często, jak często spotykaliśmy się z tą osobą za jej życia?

 

 

Ileż to razy pogrzebowi towarzyszą łzy i rzewne zapewnienia: „Nigdy cię nie zapomnimy! Będziemy zawsze cię pamiętać!”. Zawsze będziemy pamiętać? Nigdy nie zapomnimy? Odważne i zobowiązujące to słowa! Mija rok od pogrzebu i często nie ma kto z licznej rodziny zamówić Mszy św. za zmarłą mamę czy babcię, a kwiaty z pogrzebu leżą na grobie nieraz do Wszystkich Świętych.

 

Wiele o tej pamięci mogliby powiedzieć duszpasterze, którzy niejednokrotnie przy załatwianiu pogrzebu wysłuchują próśb, by uroczystość nie trwała zbyt długo, bo rodzina się spieszy... Ktoś zamawia Mszę św. i dwukrotnie upewnia się, czy ksiądz dokładnie ogłosi, od kogo, a termin jest już nieistotny, bo i tak nie będzie miał kto przyjść...

 

Na pogrzebie babci nie ma często wnucząt, bo musiały iść do szkoły... Nierzadko zmarły całe lata żył w opuszczeniu i poniżeniu, zapomniany przez najbliższych, ale na pogrzebie pojawia się liczna rodzina i rzewnie opłakuje... W zakładach kamieniarskich najczęściej zamawiane są nagrobki z „pełną płytą”, żeby nie trzeba było podlewać kwiatów...

 

Kto dzisiaj pamięta o żałobie noszonej przez rodzinę po zmarłym? Czy na miano pamięci o zmarłych zasługuje fakt, że mówi się o nich wszystko, co najgorsze, wywleka na jaw różne niechwalebne wydarzenia z ich życia, tak jakby zmarli nie mieli prawa do ochrony czci?

 

Oczywiście, są chlubne wyjątki ludzi prawdziwie pamiętających, zwyczajnie, przez cały rok, bez okazji składających kwiaty i zapalających znicze, w zadumie klękających przy grobie. Takie osoby zasługują na szacunek i uznanie.

 

Nic nie zastąpi modlitwy

 

Może ktoś zaprotestuje: Czyż w ostatnich latach nie wypiękniały cmentarze? Czyż nie coraz częściej pojawiają się świeże kwiaty i znicze? To prawda. Tylko szkoda, że w parze z tym nie idzie pogłębienie modlitewnej pamięci.

 

Niewątpliwie troska o groby jest chlubna, ale pod warunkiem, że jej korzenie tkwią w naszej wierze w życie wieczne. Najpiękniejsze nawet wieńce, najbogatsze nagrobki i największe znicze na nic się nie zdadzą, jeśli u podstaw tej „zewnętrznej” dbałości nie będzie leżała nasza żywa wiara i wypływająca z niej modlitwa.

 

To właśnie modlitwa za zmarłych jest świadectwem wiary w życie wieczne, w obcowanie ze zmarłymi i najlepszą pomocą. Taka modlitwa, zwłaszcza na cmentarzu, wyrywa z szaleństwa współczesnego świata i przypomina o tym, co można przenieść poza granicę śmierci, jest wyrazem miłości i nadziei na przyszłe spotkanie.

 

To jakiś smutny paradoks: w uroczystość Wszystkich Świętych, kiedy pewnie najbardziej potrzeba zrozumienia znaczenia Mszy Świętej, najmniej wiernych w niej uczestniczy. Smutnie wygląda wtedy Eucharystia na cmentarzu. Cały czas przesuwają się tłumy cmentarnych wędrowców. Kto przejmuje się zmarłymi? Ilu pamięta wtedy o modlitwie za tych, którzy spoczywają na cmentarzu? Ilu zaduma się nad życiem ich i swoim?

 

Wychowanie do pamięci

 

Któż z nas nie chciałby, aby kiedyś przy jego grobie stanął ktoś w modlitewnej zadumie, postawił świeże kwiaty, przywoływał o nim ciepłe wspomnienia? Kiedy jednak patrzymy na otaczający nas świat, w którym zapanowała moda na nieustanną niepowagę, zabawność i śmieszność, kiedy osłabła nam wiara w życie wieczne i zdewaluowała się wartość nieba, a wymagań w stosunku do dzieci ma się coraz mniej – wielu już nawet o tym nie marzy. Nie dziwi postawa babci, która za życia chciała załatwić wszystkie formalności związane z kremacją zwłok, bo po śmierci pewnie nikt nie zadba o jej grób...

 

Powraca pogaństwo. Modlitwa za zmarłych jest wypierana przez mity o wampirach, zabawy w spirytyzm, opowieści o reinkarnacji, przez pogańskie obrzędy Halloween, które to – promowane przez media i bezmyślną propagandę, prowadzoną również w szkołach – zamazują chrześcijańską głębię uroczystości Wszystkich Świętych.

 

Co czynić?

 

Trzeba podejmować wysiłki zmierzające do kształtowania właściwych postaw wobec zmarłych, wiele do zrobienia mają tutaj duszpasterze odprawiający chociażby pogrzeb. By kiedyś i przy naszym grobie ktoś stanął, pomodlił się, warto i trzeba zacząć od kształtowania postaw dzieci, aby wchodziły w tę szczególną więź ze zmarłymi. Może właśnie ta wierność przy grobie w modlitwie będzie głównym sprawdzianem właściwego wychowania dzieci?

 

Warto z najmłodszymi przeglądać stare fotografie rodzinne, opowiadać o zmarłych, o ich prawdziwych losach. Dzisiaj dzieci często lepiej znają idolów zza oceanu, bohaterów kreskówek niż swoich przodków! Bliskie są im obrazy śmierci fikcyjnej, groteskowej, odczłowieczonej. Brakuje natomiast dzieciom obcowania z umarłymi, którzy za życia niewątpliwe je kochali, a teraz pewnie oczekują ich pamięci i modlitwy, odwzajemniając się tym samym. Warto z dziećmi odwiedzać cmentarz z okazji chociażby rocznicy śmierci czy imienin zmarłych bliskich. Wspólne nawiedzanie cmentarza nauczy dzieci większej powagi, skupienia i wierności zmarłym.

 

Już niedługo znowu pójdziemy na cmentarz, zapalimy znicze na znak pamięci i położymy kwiaty. Czy tylko tyle? Czy tego oczekują od nas zmarli? Dopóki żyjemy, ten dzień jest szczególną szansą ożywienia więzi z nimi i ożywienia swojej wiary. Oby tej szansy nie zmarnować i nie rozmienić na drobne: na kupno zniczy i kwiatów, towarzyskie spotkanie i cmentarny spacer...   ks. Tadeusz Miłek

 

 

Wpatrując się w Chrystusa Eucharystycznego

Październik to miesiąc modlitwy różańcowej. Gromadzimy się w naszych świątyniach, przy przydrożnych kapliczkach i w zaciszu rodzinnego domu, aby wspólnie odmówić Różaniec. Jest to modlitwa uświęcona wielowiekową tradycją Kościoła. Wiemy też, jak bardzo Matka Boża prosi nas o tę modlitwę podczas kolejnych objawień. Przychodzimy na nabożeństwo różańcowe. Zajmujemy najczęściej to samo miejsce w kościele. Rozpoczyna się wystawienie Najświętszego Sakramentu. Staramy się skupić, ale nasze myśli są jeszcze niespokojne: krążą wokół codziennych spraw: to trzeba było załatwić, tamto dokończyć, jeszcze coś komuś powiedzieć... Powoli jednak "melodia" odmawianych rytmicznie "zdrowasiek" jakoś dziwnie nas uspokaja i wycisza. Tak, jakbyśmy "nastrajali się na tę falę", na której przemawia do nas sam Bóg. Już nie tylko my mówimy do Pana Boga, ale On mówi do nas. Mówi poprzez tę rozważaną właśnie tajemnicę różańcową. Wpatrujemy się w Chrystusa Eucharystycznego, a On przemawia do każdego z nas osobiście: jak mam żyć, aby zbawić siebie, a także tych wszystkich, których Boża Opatrzność stawia na drogach mojego życia, począwszy od męża, żony, dzieci; tych, z którymi pracuję, uczę się, studiuję; tych wszystkich, których spotkam przypadkowo, ale przecież u Boga nie ma przypadków... I czuję, jak jestem blisko tego, co nadprzyrodzone, a to, co ziemskie nabiera właściwych proporcji i hierarchii; bo przecież, jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko inne jest na swoim miejscu (św. Augustyn).

Spokojna refleksja

W taki sposób Różaniec staje się modlitwą kontemplacyjną, a ta - jak nam przypomina Ojciec Święty Jan Paweł II w Liście apostolskim o Różańcu Świętym (RVM) - jest istotą tej modlitwy: "Różaniec bowiem z natury swej wymaga odmawiania w rytmie spokojnej i powolnej refleksji, by przez to modlący się łatwiej oddał się kontemplacji tajemnic życia Chrystusa, rozważanych jakby sercem Tej, która ze wszystkich była najbliższa Panu, i by otwarte zostały niezgłębione tych tajemnic bogactwa" (RVM 12). Możemy zatem razem z Maryją, a także z Jej pomocą kontemplować Oblicze Chrystusa i w postawie wiary i miłości "otwierać się na łaskę, jaką Chrystus uzyskał dla nas przez swe tajemnice życia, śmierci i zmartwychwstania" (RVM 13). Co więc odpowiemy temu, kto twierdzi, że Różańca nie rozumie? "O co tu chodzi? - mówi. - Tyle razy w kółko wypowiada się te same formułki modlitewne; czy nie wystarczy odmówić raz, a porządnie Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo i Chwała Ojcu, przecież Pan Bóg zrozumie". Z całą pewnością zrozumie - odpowiemy - jednak nie w tym wielokrotnym powtarzaniu jest istota modlitwy różańcowej. Powtarzanie jest tylko metodą, która pozwala nam osiągnąć cel, a celem jest kontemplacja. "Różaniec jest tylko metodą kontemplacji. Jako metodę należy go stosować mając na względzie cel, a nie może on stać się celem samym w sobie. Jednak również jako metody nie można go lekceważyć, skoro jest owocem wielowiekowego doświadczenia. Przemawia za nim doświadczenie niezliczonych świętych" (RVM 28).

 Powtarzanie z miłością

Bardzo trafnie istotę Różańca opisał ojciec Zdzisław J. Kijas OFM Conv.: "Cechą Różańca jest powtarzanie z miłością. Posiada on zatem coś z charakteru symfonii, często powracającej do tych samych motywów. Jednak powtarzanie nie nuży odmawiającego, ponieważ dokonuje się ono w rytmie miłości, która odnawia się, potężnieje przy każdym wezwaniu; ma ciągle coś nowego i głębszego do powiedzenia. Różaniec zatem wiedzie nas, poprzez spojrzenia i słowa, na spotkanie ukochanych osób, abyśmy mogli prowadzić z nimi dialog miłości. Pozwala nawiązać rozmowę z Ojcem, którego wzywamy słowami, jakich nauczył Jezus Chrystus. Otwiera nam drogę na spotkanie z Tym, którego tajemnice kontemplujemy i którego imię Jezus powtarza się przy każdym wezwaniu niepokalanej Matki. Ponadto modlitwa ta nawiązuje dialog miłości z Duchem Świętym, którego uwielbiamy wraz z Ojcem i Synem w modlitwie Chwała Ojcu, kończącej każdy dziesiątek ("Różaniec modlitwą zbawienia", Kraków 2004). Taka modlitwa jest pragnieniem coraz pełniejszego upodobnienia się do Chrystusa, na czym powinno nam najbardziej zależeć. Święty Paweł wyraził to pragnienie upodobnienia się w takich słowach: "Dla mnie żyć - to Chrystus, a umrzeć - to zysk" (Flp 1,21), i jeszcze: "Teraz już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus" (Ga 2,20). Różaniec pomaga nam wzrastać w tym upodabnianiu się aż do osiągnięcia celu, którym jest świętość (por. RVM 26).

Czas, który ucieka

Ojciec Pio, który bardzo kochał Różaniec, pisał do swojego kierownika duchowego: "W czasie modlitwy dusza zdaje się cała zatracać w Bogu... Kiedy indziej czuję, że spalam się dla Boga... Czuję, że moja dusza gorąco pragnie opuścić to życie... Czas zdaje mi się uciekać szybko i nigdy nie mam go dosyć na modlitwę". Prośmy Maryję, aby pomogła nam kontemplować Oblicze Chrystusa i coraz bardziej z Nim się jednoczyć. "Wśród istot stworzonych nikt lepiej od Niej nie zna Chrystusa; nikt nie może, tak jak Matka, wprowadzić nas w głęboką znajomość Jego misterium" (RVM 14).

ks. Jan Glapiak

Tajemnice różańca

† Wawrzyniec Wawro OP

Różaniec święty to modlitwa kontemplacyjna. Choć ma charakter maryjny, jest modlitwą o sercu chrystologicznym, jak napisał Jan Paweł II w Liście apostolskim Rosarium Virginis Mariae. Przypomina i poddaje naszemu rozważaniu najważniejsze wydarzenia z życia Pana Jezusa i Jego Matki. Wydarzenia te zostały nazwane tajemnicami i podzielone na cztery części:

Część pierwsza — tajemnice radosne

Część druga — tajemnice światła

Część trzecia — tajemnice bolesne

Część czwarta — tajemnice chwalebne

 

Michał Gryczyński

Moc Krzyża Świętego

 

To paradoks, że hańbiące narzędzie Męki Chrystusa stało się znakiem zbawienia ludzkości oraz zwycięstwa nad szatanem. Śmierć wywyższyła bowiem Syna Człowieczego i obecnie udziela On nam z krzyża swojej mocy. Dzięki temu krzyż wykonywany na osobie albo rzeczy staje się symbolem siły duchowej, której źródłem jest Odkupienie.

 

My głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan – pisał św. Paweł (1 Kor 1, 23). Hańbę kary przeznaczonej wyłącznie dla niewolników potęgowało wykonanie egzekucji w towarzystwie łotrów na Kalwarii, a więc poza murami miasta. Pierwsi chrześcijanie rzadko posługiwali się znakiem krzyża, bo obawiali się profanacji ze strony pogan, a wspomnienie Golgoty było nazbyt świeże. Po edykcie wolnościowym Konstantyna krzyż stał się jednak symbolem zwycięstwa i zajął ważne miejsce w życiu Kościoła. 

 

Z dziejów krzyża

 

Ten pradawny symbol słońca, ognia i życia jest znany od najdawniejszych czasów w wielu kulturach, m.in. jako motyw ornamentalny, amulet czy nawet przedmiot kultu. Odnaleziono go już na starożytnych malowidłach naskalnych, a jego pierwowzorem miały być pałeczki drewniane krzyżowane podczas rozniecania ognia. Złote krzyże odkryto w grobowcach Troi, ale zdobiły one również szaty Gallów, asyryjskich władców i arcykapłanów, a także aramejskich i greckich wojowników. Koreańskie bożki dźwigały krzyże na słoniach, a w okolicach Tybetu i Nepalu czczono krzyż utworzony z gałązek sosnowych. Berło greckiego Apollona miało kształt krzyża, w Babilonii był to symbol bożka Anu, a Egipcjanie czcili tzw. krzyż kabłąkowy (anch) jako symbol nieśmiertelności. Krzyż trzymała fenicka Astarte i staroegipska Sochmet oraz Izyda; rzymska Diana miała go na głowie, a Minerwa na szyi. Celtowie, Rzymianie i Fenicjanie, Persowie i Etruskowie, Babilończycy i Egipcjanie znali więc krzyż jeszcze przed nastaniem ery chrześcijańskiej. 
 

Dopiero jednak ukrzyżowanie Chrystusa odsłoniło najgłębszy sens tego niezwykłego znaku. Od tej chwili krzyż jednoznacznie kojarzy się z Osobą Syna Bożego, który dokonał odkupienia świata, człowieka oraz wszystkich rzeczywistości stworzonych. 

 

Pomiędzy triumfem a dramatem

 

Już w pismach Ojców Kościoła zawarte są świadectwa o powszechnym zwyczaju czynienia znaku krzyża w liturgii i życiu codziennym. Od XI wieku przed Mszą św. krzyż noszono w okazałej procesji, potem mały krzyżyk umieszczono na ołtarzu, a od połowy XIII w. znalazł się pomiędzy dwoma świecznikami. To na planie krzyża wznoszono świątynie, w których nad wejściem do prezbiterium, na tzw. belce tęczowej, mocowano "krzyże triumfalne". 
 

Na najstarszych krzyżach nie było jeszcze wizerunku Chrystusa, potem ukazywano Go jako Króla triumfującego z krzyża, aż wreszcie w epoce gotyku pojawiły się wstrząsające wyobrażenia Ukrzyżowanego, wyrażające całą grozę męczeństwa. A także wzruszające Piety - wizerunki Maryi ze zmarłym Synem na kolanach – oraz pierwsze drogi krzyżowe. W XV wieku znane były także "żywe krzyże", z których wyrastały cztery ramiona: górne otwierało kluczem niebo, dolne uderzało młotem w piekło, prawe koronowało Kościół, a lewe – uderzało mieczem w Synagogę.

 

Od kołyski aż po grób

 

Chrześcijaństwo jest religią krzyża, który otacza najgłębszą czcią w kulcie relikwii Krzyża św., geście czynienia znaku krzyża oraz poszanowaniu krucyfiksów. Dniem szczególnej czci krzyża jest każdego roku Wielki Piątek, ale znak krzyża towarzyszy nam na co dzień, od narodzin aż do śmierci. Wielu chrześcijan nosi na piersiach małe krzyżyki, znakiem krzyża błogosławimy kobietę oczekującą potomstwa, a podczas chrztu znaczymy nim narodzone dziecko, zaś u kresu życia kreślimy krzyż na ciele umierającego, a podczas pogrzebu ustawiamy go nad mogiłą. Któż policzyłby wszystkie krzyże i krzyżyki, które towarzyszą życiu człowieka, podczas Mszy św., nabożeństw, przyjmowania sakramentów, błogosławieństw, wspólnych modłów i prywatnie odmawianych pacierzy oraz przed każdą ważną czynnością?
 

Przed kościołami oraz przydrożnymi krzyżami i figurami żegnamy się, a krzyże zawieszamy w rozmaitych miejscach, bo chcemy uświęcić także przestrzeń, w której żyjemy: świątynie i kaplice, mieszkania i miejsca pracy oraz nauki, szpitale i cmentarze, czy rozstaje polnych dróg.

Powszedni gest wiary

 

Znak krzyża jest najczęściej wykonywanym gestem liturgicznym. Pierwotnie kreślono kciukiem na czole albo piersiach literę "T" lub "X". Od VI wieku wszedł zwyczaj żegnania się trzema palcami, dla symbolicznego wyrażenia prawdy o Trójcy Świętej, a od XII znak krzyża czyniono już całą dłonią: od czoła do piersi i od lewego ramienia do prawego. Praktyka ta była wprawdzie znana w pobożności prywatnej już w V w., ale dopiero od XVI wieku – a więc po soborze trydenckim – przeszła do liturgii Kościoła. Towarzyszyła jej inwokacja trynitarna, najstarsza formuła ewangeliczna: "W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego".
 

Znak ten znalazł szerokie zastosowanie w liturgii sakramentów, m.in. rozpoczyna i kończy Mszę Świętą, celebrans wykonuje go również nad darami, poprzedza także czytanie Ewangelii. 

 

Podwyższenie Krzyża

 

Drzewo Krzyża, na którym umarł Zbawiciel, odnalazła w 326 r. św. Helena, matka Konstantyna Wielkiego, a dziewięć lat później w Jerozolimie poświęcono Bazylikę Krzyża Świętego. W 614 r. ta bezcenna relikwia została zagarnięta przez króla perskiego Chosroesa; po kilkunastu latach odzyskał ją pogromca Persów cesarz Herakliusz, który w uroczystej procesji wniósł Krzyż Chrystusa do bazyliki. To właśnie dla upamiętnienia tego wydarzenia ustanowiono Święto Podwyższenia Krzyża, obchodzone w Kościele 14 września każdego roku. 
 

Podwyższenie Krzyża powinno jednak dokonać się nie tylko w świątyniach, ale również w naszych domach, a przede wszystkim – w naszych sercach. To znakomita okazja do refleksji nad fenomenem niezwykłego symbolu naszej religii i do ewentualnej zmiany postawy wobec krzyża. Skoro każdorazowy gest przeżegnania się jest świadectwem wiary, to należałoby zaprzestać bezmyślnego, automatycznego kreślenia znaku krzyża. A gdyby tak jeszcze udało się uchronić przed, powracającą co kilka sezonów, modą noszenia krzyżyków tylko i wyłącznie jako biżuterii. Krzyż jest, doprawdy, nazbyt cennym symbolem chrześcijańskim, aby sprowadzać go jedynie do roli kolczyka czy wisiorka. 

Michał Gryczyński

***

 

Krzyże nasze codzienne

 

Krzyż Jezusa ma bezpośrednie znaczenie egzystencjalne dla życia chrześcijanina. Naśladować Jezusa można tylko naśladując Go w przyjęciu krzyża.(...) Naszym krzyżem mogą być prześladowania i oszczerstwa, może nim być ubóstwo, posłuszeństwo, pełna wyrzeczenia siebie służba dla drugich, karność wewnętrzna i zewnętrzna, smutek i żałoba, samotność, choroba, cierpienie, umieranie w jego przeróżnych formach.
 

Poprzez krzyż przychodzi odpowiedź na najtrudniejsze z pytań, jakie rodzi życie – pytanie o sens cierpienia i o potęgę śmierci. (...) To, że Bóg współcierpiał na krzyżu z nami, zobowiązuje chrześcijanina, aby nosił ciężary drugich i angażował się czynnie wszędzie tam, gdzie tylko jest w mocy człowieka cierpienie umniejszyć, albo usunąć.(...)
 

Ukrzyżowany daje świadectwo, że Bóg umiłował właśnie poniżonych, znieważonych, uciemiężonych, głodnych, wygnanych, udręczonych, wszystkich, którzy w trwodze i lęku bliscy są zwątpienia w sens swojego życia.(...)

 

Katolicki katechizm dorosłych

 

Sens znaku krzyża

 

"Czyniąc znak krzyża świętego dotykamy ręką głowy, co oznacza Boga Ojca, który od nikogo nie pochodzi. Kiedy potem dotykamy ręką ciała (brzucha), oznacza to Syna Jego, Pana naszego, który pochodzi od Ojca i zstąpił do łona Przenajświętszej Dziewicy Maryi. Kiedy znów kładziemy rękę na jednym i na drugim ramieniu, oznacza to Ducha Świętego, który pochodzi od Ojca i od Syna. A kiedy nasze ręce składamy razem, oznacza to, że trzy Osoby są jedną istotą. Kiedy zaś znaczymy krzyżem nasze usta, oznacza to, że w Jezusie, Zbawicielu naszym i Odkupicielu, jest Ojciec i Syn i Duch Święty, jeden jedyny nasz Bóg, Stwórca i Pan, i że Bóstwo nigdy nie było oddzielone od ciała Chrystusa w (czasie) jego śmierci".

 

Z katechezy św. Ignacego Loyoli

Encyklika na cztery ręce

 

5 VII 2013.Pierwsza encyklika papieża Franciszka

Encyklika w dużej mierze została przygotowana przez Benedykta XVI, podpis pod nią złożył Papież Franciszek, który stwierdził, że jest to „encyklika na cztery ręce”. Już sam fakt, że otrzymujemy encyklikę napisaną przez dwóch żyjących papieży, jest czymś bez precedensu w historii Kościoła.

Encyklika „Lumen Fidei” Ojca Świętego Franciszka zamyka w tryptyk encyklik o trzech teologalnych cnotach: miłości, nadziei i wierze. Na ten tryptyk składają się dwie encykliki Benedykta XVI „Deus caritas est” – o miłości, „Spe salvi” – o nadziei i obecna encyklika o wierze. Zasadniczym motywem encykliki „Lumen Fidei” – jak stwierdza papież Franciszek – jest fakt, że „następca Piotra (...) zawsze wezwany jest do utwierdzania braci w tym niezmierzonym skarbie, jakim jest wiara, którą Bóg daje jako światło na drodze każdego człowieka”. 

Wydawnictwo WAM przygotowało elektroniczną wersję encykliki „Lumen fidei”. Zachęcamy wszystkich do jej pobierania.

Wersja pdf

Wersja EPUB

Wersja MOBI

Urlopowe zamieszanie

Dziesiątki albumów z wakacji

Wszystko ma swoją kolej, miejsce i czas – nasz urlop również…

To nie będzie opowiastka o wakacjach marzeń. Historia, którą chcę przywołać, dzieje się cyklicznie od dobrych kilku lat. Znajomi moich znajomych zapraszają się na "foto-party". Wygląda to dosyć zabawnie. Kilkanaście osób z prawdziwym nabożeństwem i entuzjazmem ogląda dziesiątki albumów ze starannie wykaligrafowanymi napisami: Kreta 1996, Korsyka 2002, Seszele 2007... Fotografie są do siebie niepokojąco podobne – niczym nie wyróżniające się landszafty, gospodarze opalający się na brzegu hotelowego basenu lub pijący wymyślne drinki z palemką. Przestrzeni morskich lub krajobrazów na zdjęciach raczej nie ma, bo gospodarze twierdzą, że kąpiele morskie czy wycieczki do "ruin" (czytaj: zabytków) są stratą czasu. Nic z tych rzeczy

Doskonale orientują się natomiast w wyszukiwaniu hoteli all-inclusive, gdzie bez ograniczeń serwowane są miejscowe alkohole. Nie opisuję tutaj bynajmniej wypoczynku jakichś kryptoalkoholików czy ludzi pozbawionych potrzeb kulturalnych. Nic z tych rzeczy. Poza sezonem wakacyjnym to wytrwali bywalcy teatru i goście wernisaży sztuk wszelkich. Bohaterowie tej historii właśnie w ten sposób – jak twierdzą – wypoczywają najlepiej. Są jednak bardzo rozczarowani, że nie wszyscy doceniają ich pomysł na wakacje. A nieśmiałe uwagi, że wino pite w Pcimiu czy na Costa Brava smakuje bardzo podobnie, uważają za zwykłą złośliwość, podszytą zazdrością.

Najdziwniejsze jednak jest to, że te bliźniaczo podobne do siebie kanikuły (bez wyściubiania nosa poza teren hotelu czy bardzo bliskiej okolicy) nie sprawiają, że ich uczestnicy czują się wakacyjnie spełnieni. Wręcz przeciwnie – po kolejnej, egzotycznej podróży planują następną, z góry przeczuwając, że nic ich tam ciekawego nie spotka! Niewolnicy wakacji

Po co więc to całe urlopowe zamieszanie? Tęskniąc za wypoczynkiem, niektórzy z nas wpadają w pułapkę traktowania wakacji jako kolejnego, niezwykłego gadżetu, który może zaimponować otoczeniu. Prawdziwy wypoczynek jest tutaj rzeczą wtórną wobec chęci błyszczenia wśród znajomych. W końcu – na pierwszy rzut ucha – urlop na Korsyce brzmi lepiej niż agroturystyka w Bieszczadach. Staliśmy się niewolnikami wakacji, bo bardzo pragniemy, by były "magiczne" i "wyjątkowe". Boimy się zwyczajności i bycia z sobą, gdy nie jesteśmy zajęci pracą i kieratem codzienności.

Nie możesz zatrzymać żadnego dnia, ale możesz go nie stracić. Czas wolny to przestrzeń, którą każdy z nas powinien nauczyć się mądrze zapełnić. Nie trzeba uciekać na antypody, by poczuć się dobrze z samym sobą. Wakacje mogą być – jeżeli tylko nad tym popracujemy – doskonałą okazją, by odbudować więzi rodzinne, małżeńskie czy przyjacielskie. Czas puszczony samopas

W pracowitym roku często narzekamy, że nie mamy czasu. W wakacje dysponować nim możemy do woli. Często jednak w tej sytuacji pojawia się problem. Znam małżeństwa, które urlop traktują jako dopust Boży, bo kiedy czas jest puszczony samopas, to łatwiej dostrzec różne niedoróbki wzajemnych relacji. Pisząc wprost, zaczynamy się kłócić i mieć do siebie pretensje. Wychodzą wtedy jak upiory dawne urazy, niedokończone i niewybaczone słowa…

Jeżeli więc coś takiego nas dopadnie, to spróbujmy – choć to trudne – wrócić do dobrej, rzeczowej rozmowy. Stwórzmy jej odpowiednie warunki. Korzystając z wolnego czasu, zmieńmy otoczenie, wyjedźmy na przykład na podmiejskie łąki, niekoniecznie od razu w dalekie, egzotyczne strony. Natura i cisza pozwoli nam usłyszeć, co naprawdę w duszy gra, nawet jeżeli będą to nuty pełne żalu i rozczarowania dotychczasowym życiem. Jutro też będzie dzień – jak mawiała Scarlett O'Hara w Przeminęło z wiatrem. Niech nas jednak nie zwiedzie do końca mądrość rezolutnej Scarlett, bo czas nie powtarza się. Tempus fugit nawet na wakacjach.

Czas kręci się nie wokół człowieka, lecz wokół Boga Wielu z nas, zaangażowanych na przykład w ruch oazowy czy duszpasterstwo akademickie, wspomina także dziś wykorzystywane hasło “Wakacje z Bogiem”. Były to najczęściej dwutygodniowe wyjazdy, podczas których osoby świeckie próbowały namiastki życia monastycznego. Pamiętny luksus wolnego czasu, który poświęcano na naukę kanonów czy specjalnych modlitw i medytacji. Wtedy także niezwykłym odkryciem był fakt istnienia medytacji chrześcijańskiej, kiedy modne było odwoływanie się do tradycji buddyjskiej. Do niezapomnianych przeżyć należało też czytanie Pisma Świętego, pełne ufności, że otwarte na chybił trafił słowa dotyczą nas samych i są wskazówką drogi, którą mamy iść. Niedawno moja oazowa znajoma pokazała mi “tamtą” Biblię z cytatami pozaznaczanymi czterolistnymi koniczynami, dziś wysuszonymi i pożółkłymi.

Warto przywołać tamten czas dla Boga. Nie wchodzi się nigdy do tej samej wody, zapewne nie można, bo my już jesteśmy inni. Ale Bóg jest wciąż ten sam. Czekający, wybaczający, miłosierny. Może gdzieś na naszej drodze życia zgubiliśmy Jego Słowo. Nasza wiara zmarniała jak pożółkła koniczyna. Ktoś kiedyś powiedział, że stracił wiarę… Czy można stracić coś, czego może tak naprawdę nie było? Wakacje to też dobry czas, by zadać sobie ważne pytania. Może nie znajdziemy na nie odpowiedzi, ale warto je stawiać. Spróbujmy poszukać Boga na leśnej ścieżce albo wyjeżdżając na wakacje z osobami niepełnosprawnymi, którym możemy oddać część naszego urlopu. Moja znajoma od wielu lat tak spędza część swoich wakacji – pracuje na rzecz potrzebujących. Pomaga w kuchni i bardzo sobie chwali taki wypoczynek. W roku akademickim zaszyta wśród rękopisów i starodruków, podczas wakacji przygotowuje kanapki dla kilkudziesięciu osób. Mawia, że wysiłek fizyczny daje jej energię na cały rok pracy umysłowej. Szkoda, że nie ma wielu naśladowców. Wolontariat jest coraz bardziej modny i pożądany wśród młodych ludzi. Po studiach zapominamy, że nic nie daje większej radości niż dawanie.

Jeśli kochasz życie, to nie marnuj czasu W lipcu przed pięciu laty papież Benedykt XVI w swych rozważaniach przed modlitwą Anioł Pański podkreślał wartość wakacji jako czasu na wyciszenie, refleksję, odprężający kontakt z przyrodą: Czas wakacji to także wyjątkowa okazja, by kontemplować sugestywne piękno przyrody, wspaniałą "księgę" dostępną dla wszystkich, dużych i małych. W kontakcie z przyrodą człowiek widzi siebie we właściwych proporcjach, odkrywa, że jest stworzeniem, małym a zarazem wyjątkowym, "zdolnym odkryć Boga", ponieważ jego duch otwarty jest na Nieskończoność. Przynaglany pytaniem o sens, które nurtuje ludzkie serce, dostrzega on w otaczającym go świecie ślad dobra, piękna i Bożej Opatrzności, i niemal spontanicznie otwiera się na uwielbienie i modlitwę.

Takich wakacji Wszystkim i sobie życzę!

Anna Łoś

Serce Jezusa dobroci i miłości pełne - nabożeństwa czerwcowe
 


Czerwiec - to miesiąc szczególnego kultu Serca Bożego i Tajemnicy Eucharystii. Przed nami nabożeństwa czerwcowe ku czci Serca Jezusowego.
W tradycji Kościoła za początek kultu Serca Bożego uważa się moment przebicia Bożego Serca na krzyżu. Pierwszymi, którzy uczcili to Serce byli apostołowie oraz setnik przebijający bok Chrystusa. Ojcowie Kościoła i wierni w późniejszych wiekach, przede wszystkim kontemplowali miłość Chrystusa, miłość, która zaprowadziła Go na krzyż. Wiek XVII wniósł nowe ożywienie kultu Serca Bożego kiedy to Pan Jezus objawił św. Małgorzacie Marii Alacoque, że ,,gorące pragnienie miłości ze strony ludzi skłoniło Go do objawienia nam swego Serca ze wszystkimi jego bogactwami miłości, miłosierdzia, łaski, świętości i zbawienia, aby tych wszystkich, którzy według swej możności oddawać Mu będą hołd i szerzyć Jego cześć, miłość i chwałę, obficie i hojnie obdarzy tymi skarbami". Ta ideowa uroczystość nie cieszyła się początkowo przychylnością Stolicy Apostolskiej, która po długiej zwłoce wprowadziła ją do liturgii w 1856 r. dla Kościoła powszechnego.
Dopiero papież Pius XII w setną rocznicę wprowadzenia kultu liturgicznego Najświętszego Serca Jezusowego, w 1956 r. napisał: "Jest naszym gorącym życzeniem, aby kult Najświętszego Serca Jezusowego stał się sztandarem jedności, zbawienia i pokoju dla wszystkich chrześcijan. Zadaniem tego kultu jest przypomnieć nam akt najwyższej miłości, w której Zbawiciel wydał wszystkie bogactwa swego Serca, by zostać z nami aż do końca wieków".
W Polsce nabożeństwa ku czci Najświętszego Serca Pana Jezusa były znane najpierw w klasztorach Wizytek w Warszawie, Krakowie i Lublinie. Potem zostały zaaprobowane przez biskupa Lublina i polecone do odprawiania w jego diecezji. Następnie rozprzestrzeniły się na terenie całego kraju.

Historia powstania Litanii do Najświetszego Serca Pana Jezusa

 

Nabożeństwo czerwcowe składa się z dwóch podstawowych elementów: adoracji Najświętszego Sakramentu oraz Litanii do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Historia powstania tej Litanii jest dosyć ciekawa. Gdy w XVIII wieku w Marsylii wybuchła zaraza, jedna z zakonnic ułożyła ją, aby wybłagać ratunek dla miasta. Po pewnym czasie zaraza ustąpiła. Początkowo modlitwa ta składała się z 26 wezwań, później dodano do niej jeszcze 7, dzięki czemu Litania licząca 33 prośby upamiętnia symboliczną liczbę lat życia Jezusa na ziemi.
Wielkim zwolennikiem i czcicielem Serca Jezusowego był Ojciec Święty Jan Paweł II, który wielokrotnie dawał wyraz swej radości z faktu, że w Polsce ta forma pobożności jest wciąż obecna. W Elblągu w 1999 r. powiedział: „Cieszę się, że ta pobożna praktyka, aby codziennie w miesiącu czerwcu odmawiać albo śpiewać Litanię do Najświętszego Serca Pana Jezusa, jest w Polsce taka żywa i ciągle podtrzymywana”. Jest to pochwała, ale i zadanie dla nas – katolików, rodaków Jana Pawła II. Zadanie, aby te nabożeństwa przetrwały i były kultywowane przez kolejne pokolenia.
Za: www.niedziela.pl


Litania do Serca Pana Jezusa

Kyrie eleison.
Chryste eleison. Kyrie eleison.
Chryste, usłysz nas.
Chryste, wysłuchaj nas.
Ojcze z nieba Boże, zmiłuj się nad nami.
Synu, Odkupicielu świata, Boże
Duchu Święty, Boże
Święta Trójco, jedyny Boże
Serce Jezusa, Syna Ojca Przedwiecznego
Serce Jezusa, w łonie Matki Dziewicy przez Ducha Świętego utworzone
Serce Jezusa, ze Słowem Bożym istotowo zjednoczone
Serce Jezusa, nieskończonego majestatu
Serce Jezusa, świątynio Boga
Serce Jezusa, przybytku Najwyższego
Serce Jezusa, domie Boży i bramo niebios
Serce Jezusa, gorejące ognisko miłości
Serce Jezusa, sprawiedliwości i miłości skarbnico
Serce Jezusa, dobroci i miłości pełne
Serce Jezusa, cnót wszelkich bezdenna głębino
Serce Jezusa, wszelkiej chwały najgodniejsze
Serce Jezusa, królu i zjednoczenie serc wszystkich
Serce Jezusa, w którym są wszystkie skarby mądrości i umiejętności
Serce Jezusa, w którym mieszka cała pełnia Bóstwa
Serce Jezusa, w którym sobie Ojciec bardzo upodobał
Serce Jezusa, z którego pełni wszyscyśmy otrzymali
Serce Jezusa, odwieczne upragnienie świata
Serce Jezusa, cierpliwe i wielkiego miłosierdzia
Serce Jezusa, hojne dla wszystkich, którzy Cię wzywają
Serce Jezusa, źródło życia i świętości
Serce Jezusa, przebłaganie za grzechy nasze
Serce Jezusa, zelżywością napełnione
Serce Jezusa, dla nieprawości naszych starte
Serce Jezusa, aż do śmierci posłuszne
Serce Jezusa, włócznią przebite
Serce Jezusa, źródło wszelkiej pociechy
Serce Jezusa, życie i zmartwychwstanie nasze
Serce Jezusa, pokoju i pojednanie nasze
Serce Jezusa, krwawa ofiaro grzeszników
Serce Jezusa, zbawienie ufających Tobie
Serce Jezusa, nadziejo w Tobie umierających
Serce Jezusa, rozkoszy wszystkich Świętych
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata
Jezu cichy i pokornego Serca.
Uczyń serca nasze według Serca Twego.
Módlmy się: Wszechmogący, wieczny Boże, wejrzyj na Serce najmilszego Syna swego i na chwałę, zadośćuczynienie, jakie w imieniu grzeszników Ci składa; daj się przebłagać tym, którzy żebrzą Twego miłosierdzia i racz udzielić przebaczenia w imię tegoż Syna swego, Jezusa Chrystusa, który z Tobą żyje i króluje na wieki wieków


Źródło: www.pawlowski.dk/modlitewnik/litanie/serce_jezusa.htm

   
 

 

Nabożeństwa majowe - "...i co czuje i co żyje razem chwali Maryję...

Rozpoczynające się  nabożeństwa majowe, odprawiane w kościołach, przy krzyżach i kapliczkach przydrożnych,  są przepiękną formą sławienia Królowej Polski. Badacze twierdzą, że nabożeństwo majowe powstało dopiero w XVIII w., chociaż wielu mariologów wskazuje na znacznie wcześniejszy rodowód, bo  gromadzenie się i śpiewanie pieśni u stóp ukwieconej i oświetlonej figury Matki Bożej było znane już w latach 430-450. Pierwsze nabożeństwo majowe w Polsce zostało odprawione w roku 1852 w kościele Ojców Misjonarzy pw. św. Krzyża w Warszawie, a arcybiskup Szczęsny-Potocki wydał 24 kwietnia 1863 r. przepis nakazujący regularne odprawianie nabożeństwa majowego w całej archidiecezji warszawskiej, do której wówczas należała Łódź. Wkrótce celebrowano je w diecezjach sandomierskiej, włocławskiej i płockiej, a następnie w pozostałych. Na całość nabożeństwa składa się śpiewanie Litanii loretańskiej do Matki Bożej, nauka kapłana, którą można zastąpić odpowiednim czytaniem oraz zakończenie - błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem i pieśni maryjne. Nabożeństwo majowe może być odprawiane zarówno rano po Mszy św. jak też po południu czy wieczorem. Litanię loretańską odmawianą w czasie "majówek" tworzą wezwania (inwokacje), odznaczające się poetycką formą i w sposób szczególny sławiące Maryję. Warto wiedzieć, że król Jan II Kazimierz po złożeniu ślubów (1656 r.) w katedrze lwowskiej przed cudownym obrazem Matki Bożej Łaskawej, z całą asystą udał się do kościoła jezuitów i tam w czasie nabożeństwa, które odprawił nuncjusz papieski - Vidoni, proklamował Maryję Królową Korony Polskiej. Tenże nuncjusz dodał do Litanii loretańskiej po raz pierwszy wezwanie: "Królowo Korony Polskiej módl się za nami", które biskup i senatorowie powtórzyli z entuzjazmem trzykrotnie. Ale dopiero papież Pius X dekretem z dnia 29 listopada 1908 r. zezwolił, aby to drogie Polakom wezwanie dołączono w Polsce do Litanii loretańskiej, a papież Benedykt XV włączył je oficjalnie w 1920 r. Niechaj najpiękniejszy miesiąc w roku, poświęcony Matce Bożej, będzie dla nas zachętą nie tylko do ukwiecania kapliczek i Jej wizerunków, ale przede wszystkim do śpiewania tej wyjątkowej modlitwy, jaką rozbrzmiewają kościoły podczas nabożeństw majowych. LITANIA LORETAŃSKA

 

Kyrie eleison.
Chryste eleison. Kyrie eleison.
Chryste, usłysz nas.
Chryste, wysłuchaj nas.
Ojcze z nieba Boże, zmiłuj się nad nami.
Synu, Odkupicielu świata, Boże
Duchu Święty, Boże
Święta Trójco, jedyny Boże

Święta Maryjo, módl się za nami.
Święta Boża Rodzicielko
Święta Panno nad pannami
Matko Chrystusowa
Matko Kościoła
Matko łaski Bożej
Matko nieskalana
Matko najczystsza
Matko dziewicza
Matko nienaruszona
Matko najmilsza
Matko przedziwna
Matko dobrej rady
Matko sprawiedliwości i miłości społecznej
Matko Stworzyciela
Matko Zbawiciela
Panno roztropna
Panno czcigodna
Panno wsławiona
Panno można
Panno łaskawa
Panno wierna
Zwierciadło sprawiedliwości
Stolico mądrości
Przyczyno naszej radości
Przybytku Ducha Świętego
Przybytku chwalebny
Przybytku sławny pobożności
Różo duchowna
Wieżo Dawidowa
Wieżo z kości słoniowej
Domie złoty
Arko przymierza
Bramo Niebieska
Gwiazdo zaranna
Uzdrowienie chorych
Ucieczko grzesznych
Pocieszycielko strapionych
Wspomożenie wiernych
Królowo Aniołów
Królowo Patriarchów
Królowo Proroków
Królowo Apostołów
Królowo Męczenników
Królowo Wyznawców
Królowo Dziewic
Królowo wszystkich Świętych
Królowo bez zmazy pierworodnej poczęta
Królowo wniebowzięta
Królowo różańca świętego
Królowo rodzin
Królowo pokoju
Królowo Polski

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

Módl się za nami, święta Boża Rodzicielko.
Abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych.

Módlmy się: Panie, nasz Boże, daj nam, sługom swoim, cieszyć się trwałym zdrowiem duszy i ciała, i za wstawiennictwem Najświętszej Maryi, zawsze Dziewicy, uwolnij nas od doczesnych utrapień i obdarz wieczną radością. Przez Pana Naszego, Jezusa Chrystusa, Króla miłosierdzia, który z Tobą i z Duchem Świętym okazuje nam miłosierdzie teraz i na wieki wieków.


 

 

KULT MIŁOSIERDZIA BOŻEGO


OBRAZ JEZUSA MIŁOSIERNEGOJego rysunek został ukazany w wizji, jaką s. Faustyna miała 22 lutego 1931 roku w celi płockiego klasztoru. Wieczorem, kiedy byłam w celi - pisze w Dzienniczku - ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie, jeden czerwony, a drugi blady. (...)Po chwili powiedział mi Jezus: Wymaluj obraz według rysunku, który widzisz, z podpisem: Jezu, ufam Tobie(Dz.47). Chcę, aby ten obraz(...) by uroczyście poświęcony w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, ta niedziela ma być świętem Miłosierdzia (Dz.49). Treść tego obrazu bardzo ściśle wiąże się więc z liturgią tej niedzieli. Kościół czyta w tym dniu Ewangelię według św. Jana o ukazaniu się zmartwychwstałego Chrystusa w Wieczerniku i ustanowieniu sakramentu pokuty (J 20,19-29). Obraz przedstawia więc zmartwychwstałego Zbawiciela, który przynosi ludziom pokój przez odpuszczenie grzechów, za cenę swej męki i śmierci krzyżowej. Promienie krwi i wody, płynące z przebitego włócznią Serca (niewidocznego na obrazie) oraz blizny po ranach ukrzyżowania przywołują wydarzenia z Wielkiego Piątku (J 19,17-18;33-37). Obraz Jezusa Miłosiernego łączy więc w sobie te dwa ewangeliczne wydarzenia, które najpełniej mówią o miłości Boga do człowieka. Charakterystyczne dla tego wizerunku Chrystusa są dwa promienie. Pan Jezus, zapytany o ich znaczenie, wyjaśnił: Blady promień oznacza wodę, która usprawiedliwia dusze; czerwony promień oznacza krew, która jest życiem dusz (...). Szczęśliwy, kto w ich cieniu żyć będzie (Dz. 299).Oczyszcza duszę sakrament chrztu i pokuty, a karmi ją najobficiej Eucharystia - więc te dwa promienie oznaczają sakramenty święte i wszystkie łaski Ducha Świętego, którego biblijnym symbolem jest woda, oraz nowe przymierze Boga z człowiekiem zawarte we krwi Chrystusa. Obraz Jezusa Miłosiernego często bywa nazywany obrazem Miłosierdzia Bożego, co jest słuszne, ponieważ właśnie w misterium paschalnym Chrystusa najwyraźniej objawiła się miłość Boga do człowieka. Obraz nie tylko przedstawia miłosierdzie Boże, ale pełni również rolę znaku, który ma przypominać o obowiązku chrześcijańskiej ufności względem Boga i czynnej miłości w stosunku do bliźnich. W podpisie obrazu - z woli Chrystusa - są umieszczone słowa: Jezu, ufam Tobie. Obraz ten - powiedział także Pan Jezus - ma przypominać żądania mojego miłosierdzia, bo nawet wiara najsilniejsza nic nie pomoże bez uczynków (Dz.742). Do tak rozumianego kultu obrazu, polegającego na postawie chrześcijańskiej ufności i miłosierdzia, przywiązał Pan Jezus specjalne obietnice: wiecznego zbawienia, dużych postępów na drodze chrześcijańskiej doskonałości, łaskę szczęśliwej śmierci i wszelkie inne łaski, o które z ufnością ludzie prosić Go będą. Przez obraz ten udzielać będę wiele łask dla dusz, a przeto niech ma przystęp wszelka dusza do niego (Dz. 570). Źródło: Święta s. M. Faustyna Kowalska. Dzienniczek. Miłosierdzie Boże w duszy mojej. Wydawnictwo Księży Marianów. Warszawa 2000. str. 11-12

 

KORONKA DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGOZapraszamy i zachęcamy wszystkich gorąco do odprawiania Godziny Miłosierdzia o godz: 15:00, oraz do odmawiania koronki do Miłosierdzia Bożego. Jest to jak przekazał Pan Jezus w Dzienniczku św. Faustynie (Dz. 59) godzina wielkiego Miłosierdzia dla świata i zapewnia nas, że żadna dusza nie zginie, a gdy chociaż jeden raz odmówi koronkę to nawet najcięższy grzesznik dostąpi wielkiego Miłosierdzia w godzinie śmierci. (Koronkę odmawiać można na zwykłym różańcu) Początek: Ojcze nasz..., Zdrowaś Maryjo..., Wierzę w Boga... Na dużych paciorkach (1 raz): przed każdą częścią - tak jak w różańcu: Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa, na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata. Na małych paciorkach (10 razy): po 5 części. -tak jak w różańcu: Dla Jego bolesnej męki miej miłosierdzie dla nas i całego świata. Na zakończenie (3 razy): Święty Boże, Święty Mocny, Święty Nieśmiertelny zmiłuj się nad nam

 

Radości i Nadziei

płynącej ze Zmartwychwstania Chrystusa wszystkim Gościom i Parafianom 

                                                              Życzą :

      Duszpasterze parafii Kraczewice .

Od czwartku rozpoczyna się Triduum Paschalne

KAI / slo
Od Wielkiego Czwartku, który w tym roku przypada 28 marca, Kościół rozpoczyna uroczyste obchody Triduum Paschalnego, w czasie którego będzie wspominać mękę, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. W Wielki Czwartek liturgia uobecnia Ostatnią Wieczerzę, ustanowienie przez Jezusa Eucharystii oraz kapłaństwa służebnego.

Wielki Czwartek jest szczególnym świętem kapłanów. Rankiem, jeszcze przed wieczornym rozpoczęciem Triduum Paschalnego, ma miejsce szczególna Msza św. We wszystkich kościołach katedralnych biskup diecezjalny wraz z kapłanami (nierzadko z całej diecezji)odprawia Mszę św. Krzyżma. Podczas niej biskup święci oleje (chorych i krzyżmo), które przez cały rok służą przy udzielaniu sakramentów chrztu, święceń kapłańskich, namaszczenia chorych. Kapłani koncelebrujący ze swoim biskupem odnawiają przyrzeczenia kapłańskie. Msza Krzyżma jest wyrazem jedności i wspólnoty duchowieństwa diecezji.

 

Wieczorem w kościołach parafialnych i zakonnych Mszą Wieczerzy Pańskiej rozpoczyna się Triduum Paschalne. Przed rozpoczęciem liturgii opróżnia się tabernakulum, w którym przez cały rok przechowywany jest Najświętszy Sakrament. Odtąd aż do Nocy Zmartwychwstania pozostaje ono puste.

 

Msza św. ma charakter bardzo uroczysty. Jest dziękczynieniem za ustanowienie Eucharystii i kapłaństwa służebnego. Ostania Wieczerza, którą Jezus spożywał z apostołami, była tradycyjną ucztą paschalną, przypominającą wyjście Izraelitów z niewoli egipskiej. Wszystkie gesty i słowa Jezusa, błogosławieństwo chleba i wina nawiązują do żydowskiej tradycji.

 

Jednak Chrystus nadał tej uczcie nowy sens. Mówiąc, że poświęcony chleb jest Jego Ciałem, a wino Krwią, ustanowił Eucharystię. Równocześnie nakazał apostołom: "To czyńcie na Moją pamiątkę". Tradycja upatruje w tych słowach ustanowienie służebnego kapłaństwa, szczególne włączenie apostołów i ich następców w jedyne kapłaństwo Chrystusa.

 

W liturgii podczas śpiewu hymnu "Chwała na wysokości Bogu", którego nie było przez cały Wielki Post, biją dzwony. Po homilii ma miejsce obrzęd umywania nóg. Główny celebrans (przeważnie jest to przełożony wspólnoty - biskup, proboszcz, przeor), umywa i całuje stopy dwunastu mężczyznom. Przypomina to gest Chrystusa i wyraża prawdę, że Kościół, tak jak Chrystus, jest nie po to, żeby mu służono, lecz aby służyć.

 

Po Mszy św. rusza procesja do tzw. ciemnicy. Tam rozpoczyna się adoracja Najświętszego Sakramentu. Wymownym znakiem odejścia Jezusa, który po Ostatniej Wieczerzy został pojmany, jest ogołocenie centralnego miejsca świątyni, czyli ołtarza. Aż do Wigilii Paschalnej ołtarz pozostaje bez obrusa, świec i wszelkich ozdób.

Wielki Piątek

 

Wielki Piątek to dzień Krzyża. Po południu odprawiana jest niepowtarzalna wielkopiątkowa Liturgia Męki Pańskiej. Celebrans i asysta wchodzą w ciszy. Przed ołtarzem przez chwilę leżą krzyżem, a po modlitwie wstępnej czytane jest proroctwo o Cierpiącym Słudze Jahwe i fragment Listu do Hebrajczyków. Następnie czyta się lub śpiewa, zwykle z podziałem na role, opis Męki Pańskiej według św. Jana.

 

Po homilii w bardzo uroczystej modlitwie wstawienniczej Kościół poleca Bogu siebie i cały świat, wyrażając w ten sposób pragnienie samego Chrystusa: aby wszyscy byli zbawieni. Szczególnie przejmujące są modlitwy o jedność chrześcijan, prośba za niewierzących i za Żydów.

 

Centralnym wydarzeniem liturgii wielkopiątkowej jest adoracja Krzyża. Zasłonięty fioletowym suknem Krzyż wnosi się przed ołtarz. Celebrans stopniowo odsłania ramiona Krzyża i śpiewa trzykrotnie: "Oto drzewo Krzyża, na którym zawisło zbawienie świata", na co wierni odpowiadają: "Pójdźmy z pokłonem". Po liturgii Krzyż zostaje w widocznym i dostępnym miejscu, tak by każdy wierny mógł go adorować. Jest on aż do Wigilii Paschalnej najważniejszym punktem w kościele. Przyklęka się przed nim, tak, jak normalnie przyklęka się przed Najświętszym Sakramentem. Po adoracji Krzyża z ciemnicy przynosi się Najświętszy Sakrament i wiernym udziela się Komunii.

 

Ostatnią częścią liturgii Wielkiego Piątku jest procesja do Grobu Pańskiego. Na ołtarzu umieszczonym przy Grobie lub na specjalnym tronie wystawia się Najświętszy Sakrament w monstrancji okrytej białym przejrzystym welonem - symbolem całunu, w który owinięto ciało zmarłego Chrystusa. Cały wystrój tej kaplicy ma kierować uwagę na Ciało Pańskie. W wielu kościołach przez całą noc trwa adoracja.

W Wielki Piątek odprawiane są także nabożeństwa Drogi Krzyżowej. W wielu kościołach rozpoczyna się ono o godzinie 15.00, gdyż właśnie około tej godziny wedle przekazu Ewangelii Jezus zmarł na Krzyżu.

Wielka Sobota

 

Wielka Sobota jest dniem ciszy i oczekiwania. Dla uczniów Jezusa był to dzień największej próby. Według Tradycji apostołowie rozpierzchli się po śmierci Jezusa, a jedyną osobą, która wytrwała w wierze, była Bogurodzica. Dlatego też każda sobota jest w Kościele dniem maryjnym.

 

Po śmierci krzyżowej i złożeniu do grobu wspomina się zstąpienie Jezusa do otchłani. Wiele starożytnych tekstów opisuje Chrystusa, który "budzi" ze snu śmierci do nowego życia Adama i Ewę, którzy wraz z całym rodzajem ludzkim przebywali w Szeolu.

 

Tradycją Wielkiej Soboty jest poświęcenie pokarmów wielkanocnych: chleba - na pamiątkę tego, którym Jezus nakarmił tłumy na pustyni; mięsa - na pamiątkę baranka paschalnego, którego spożywał Jezus podczas uczty paschalnej z uczniami w Wieczerniku oraz jajek, które symbolizują nowe życie. W zwyczaju jest też masowe odwiedzanie różnych kościołów i porównywanie wystroju Grobów.

 

Wielki Piątek i Wielka Sobota to jedyny czas w ciągu roku, kiedy Kościół nie sprawuje Mszy św.

Wielkanoc - Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego

 

Wielkanoc zaczyna się już w sobotę po zachodzie słońca. Rozpoczyna ją liturgia światła. Na zewnątrz kościoła kapłan święci ogień, od którego następnie zapala się Paschał - wielką woskową świecę, która symbolizuje zmartwychwstałego Chrystusa. Na paschale kapłan żłobi znak krzyża, wypowiadając słowa: "Chrystus wczoraj i dziś, początek i koniec, Alfa i Omega. Do Niego należy czas i wieczność, Jemu chwała i panowanie przez wszystkie wieki wieków. Amen". Umieszcza się tam również pięć ozdobnych czerwonych gwoździ, symbolizujących rany Chrystusa oraz aktualną datę. Następnie Paschał ten wnosi się do okrytej mrokiem świątyni, a wierni zapalają od niego swoje świece, przekazując sobie wzajemnie światło. Niezwykle wymowny jest widok rozszerzającej się jasności, która w końcu wypełnia cały kościół. Zwieńczeniem obrzędu światła jest uroczysta pieśń (Pochwała Paschału) - Exultet, która zaczyna się od słów: "Weselcie się już zastępy Aniołów w niebie! Weselcie się słudzy Boga! Niech zabrzmią dzwony głoszące zbawienie, gdy Król tak wielki odnosi zwycięstwo!".

 

Dalsza część liturgii paschalnej to czytania przeplatane psalmami. Przypominają one całą historię zbawienia, poczynając od stworzenia świata, przez wyjście Izraelitów z niewoli egipskiej, proroctwa zapowiadające Mesjasza aż do Ewangelii o Zmartwychwstaniu Jezusa. Tej nocy powraca po blisko pięćdziesięciu dniach uroczysty śpiew "Alleluja". Celebrans dokonuje poświęcenia wody, która przez cały rok będzie służyła przede wszystkim do chrztu. Czasami, na wzór pierwotnych wspólnot chrześcijańskich, w noc paschalną chrzci się katechumenów, udzielając im zarazem bierzmowania i pierwszej Komunii św. Wszyscy wierni odnawiają swoje przyrzeczenia chrzcielne wyrzekając się grzechu, Szatana i wszystkiego, co prowadzi do zła oraz wyznając wiarę w Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego.

 

Wigilia Paschalna kończy się Eucharystią i procesją rezurekcyjną. Procesja ta pierwotnie obchodziła cmentarz, który zwykle znajdował się w pobliżu kościoła, by oznajmić leżącym w grobach, że Chrystus zmartwychwstał i zwyciężył śmierć. Ze względów praktycznych w wielu miejscach w Polsce procesja rezurekcyjna nie odbywa się w Noc Zmartwychwstania, ale przenoszona jest na niedzielny poranek.

 

Oktawa Wielkiej Nocy

 

Ponieważ cud Zmartwychwstania jakby nie mieści się w jednym dniu, dlatego też Kościół obchodzi Oktawę Wielkiej Nocy - przez osiem dni bez przerwy wciąż powtarza się tę samą prawdę, że Chrystus Zmartwychwstał. Ostatnim dniem oktawy jest Biała Niedziela, nazywana obecnie także Niedzielą Miłosierdzia Bożego. W ten dzień w Rzymie ochrzczeni podczas Wigilii Paschalnej neofici, odziani w białe szaty podarowane im przez gminę chrześcijańską, szli w procesji do kościoła św. Pankracego, by tam uczestniczyć w Mszy św. Jan Paweł II ustanowił ten dzień świętem Miłosierdzia Bożego, którego wielką orędowniczką była św. Faustyna Kowalska.

Wielkanoc jest pierwszym i najważniejszym świętem chrześcijańskim. Apostołowie świętowali tylko Wielkanoc i każdą niedzielę, która jest właśnie pamiątką Nocy Paschalnej. Dopiero z upływem wieków zaczęły pojawiać się inne święta i okresy przygotowania aż ukształtował się obecny rok liturgiczny, który jednak przechodzi różne zmiany.

 

Obchody Triduum Paschalnego, choć trwają od Wielkiego Czwartku do Niedzieli Wielkanocnej, wbrew pozorom nie trwają cztery, lecz trzy dni. Jest to związane z żydowską rachubą czasu. Każde święto rozpoczyna się już poprzedniego dnia wieczorem po zachodzie słońca.

 

Tak więc pierwszy dzień świętego Triduum (Trzech Dni) Paschalnego rozpoczyna się od Mszy Wieczerzy Pańskiej w czwartek a kończy Liturgią Męki Pańskiej w piątek jeszcze przed wieczorem. Jest to zgodne z Ewangelią, która mówi, że Ciało Jezusa spoczęło w Grobie jeszcze przed nastaniem szabatu.

 

Drugi dzień to czas liturgicznej ciszy i smutku. Kościół nie sprawuje Mszy św., a Komunię św. mogą, w formie wiatyku, przyjmować jedynie umierający. Właściwie nie sprawuje się żadnych sakramentów, choć m.in. polskie doświadczenie uczy, że to czas wzmożonej posługi kapłanów sprawujących sakrament pojednania. Wieczorem kończy się "dzień żałoby".

 

Rozpoczyna się trzeci dzień, w którym Chrystus zmartwychwstał. Nastaje święta Noc Zmartwychwstania, podczas której powstaje z martwych Chrystus Pan - Słońce, które nie zna zachodu.

 

Noc Paschalna oraz cała Niedziela Wielkanocna to największe święto chrześcijańskie, pierwszy dzień tygodnia, uroczyście obchodzony w każdą niedzielę przez cały rok.

 

Habemus Papam!

 

fot. deon.pl

 

Mamy Papieża!

13 marca 2013 r., drugiego dnia konklawe, kardynałowie wybrali głowę Kościoła katolickiego. O godzinie 19.06 pojawił się biały dym nad Kaplicą Sykstyńską, obwieszczający wybór nowego papieża.

Tę radosną wieść ogłosił protodiakon kardynał Jean Louis-Tauran. 266 papieżem w historii Kościoła został Jorge Mario Bergoglio, przewodniczący argentyńskiego episkopatu i metropolita Buenos Aires. Ojciec Święty jako pierwszy przyjął imię Franciszek, jest też pierwszym jezuitą wybranym na głowę Kościoła katolickiego oraz pierwszym papieżem, pochodzącym z Ameryki Południowej.

Msza inaugurująca pontyfikat Papieża Franciszka odbędzie się 19 marca - ogłosił rzecznik Watykanu ks. Federico Lombardi SJ. 

Módlmy się za nowego Pasterza Kościoła, spełniając jego prośbę skierowaną do wiernych zgromadzonych na Placu Świętego Piotra.

Więcej: Radio Watykańskie

 

Wielki Post - Czas wyrzeczenia i odnowy

"Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje" (Łk 9, 23). Te słowa Chrystusa przychodzą nam na myśl, gdy rozpoczynamy w Kościele czas Wielkiego Postu. Słowa te bardzo dobrze określają, jaką wędrówkę duchową powinniśmy odnowić i podjąć w ciągu tych czterdziestu dni.

Zbyt często wyobrażamy sobie krzyż jako zbiór ofiar, do których mamy się zmusić, szczególnie czynów pokutnych, rozumianych jako zadawanie sobie cierpień, czyli rodzaj "doloryzmu". I słusznie buntujemy się, że nie chcemy takiej pokuty i nie widzimy jej sensu. Jednak także w przypadku pokuty Jezus wychodzi nam naprzeciw i dokonuje odnowienia jej rozumienia - zaprasza nas do dokonania przewrotu w myśleniu na ten temat. Pokazuje nam, jak przez odpowiednio rozumianą pokutę, wejść na drogę prowadzącą ze śmierci do życia, jak porzucić drogę śmierci, która nam stale towarzyszy, by znaleźć dobro i życie, będące przedmiotem naszych tęsknot.

Zwróćmy więc uwagę na pierwszy warunek pójścia za Chrystusem: "Niech się zaprze samego siebie". Co to znaczy "zaprzeć się siebie"? Czy nie oznacza to samozniszczenia? W świetle tego, co Jezus mówi o niebezpieczeństwach czyhających na człowieka, zwłaszcza związanych z bogactwem, pieniędzmi i ziemskimi przyjemnościami, zaparcie się siebie samego oznacza mówienie "nie" temu wszystkiemu, aby w to miejsce powiedzieć "tak" czemuś innemu. Gdy wybieramy siebie, mówimy wprawdzie "tak", ale mówimy "nie" Bogu, innym i samemu życiu.

"Zaparcie się siebie" w nauczaniu Jezusa oznacza więc mówienie "nie" naszemu egoizmowi, robieniu z siebie centrum życia, punktu odniesienia naszych zainteresowań, naszemu małemu światu. Mówić "nie", aby mówić "tak"! Musimy uświadomić sobie, że nasza wola jest słaba, a nawet buntownicza. Może zwracać się przeciw nam samym i innym; i całe nasze życie jest boleśnie naznaczone takimi wyborami. Trzeba zdać sobie z tego sprawę, a wtedy przestaniemy być z siebie zadowoleni. To jest zarazem najlepsza chwila, by powiedzieć "nie" naszemu "ja", które stara się ukryć nasze słabości. Jest to możliwe, ponieważ nasze głębokie pragnienie nie chce pogrążać się w śmierci i samotności. Tutaj otwiera się droga do mówienia "tak" Temu, który nas kocha, który jest naszym życiem, który jest naszym oddechem. Tutaj zaczyna się mówienie "tak" Jego zmartwychwstaniu.

Podjęcie takiej decyzji, która łączy się z mówieniem "tak", wymaga wysiłku z naszej strony i wywołuje cierpienia. Jest to jednak nasza życiowa konieczność. Z tego powodu Jezus mówi w tym wypadku o krzyżu - krzyżu każdego człowieka. Ten krzyż nie jest jednak czymś abstrakcyjnym - jest zawsze bardzo osobowy. Każdy ma swój krzyż, krzyż bardzo szczególny, krzyż na swoją miarę. I każdy ma wziąć "krzyż swój". Ale to nie wszystko, gdyż trzeba zauważyć to, co Jezus mówi na końcu: "Niech Mnie naśladuje!" W tym stwierdzeniu odsłania się moc przemieniająca krzyża, cierpienia, nędzy, która nas dotyka. Jezus idący krzyżową drogą niesie z nami nasz krzyż, nasze zaparcie się siebie, nasze słabości. Nasz krzyż jest Jego krzyżem. W krzyżu wyraża się głęboka więź Chrystusa z każdym człowiekiem.

Czas Wielkiego Postu ma być zatem czasem odnowienia naszego życia poprzez odnowione mówienie "nie" naszemu egoizmowi, aby móc mówić "tak" Bogu". A wszystko w perspektywie krzyża Chrystusowego. Praktyka chrześcijańska wskazuje nam jako zadanie na czas wielkopostnego wędrowania trzy uczynki pokutne: post, jałmużnę i modlitwę. Lepiej byłoby mówić w tym przypadku o "uczynkach duchowych", ponieważ są one wyrażeniem i kształtowaniem naszego ducha i jego relacji.

Post, czyli rezygnacja nie tylko z pewnych pokarmów, ale w ogóle z rzeczy materialnych, oznacza mówienie "nie" temu wszystkiemu, z czego korzystamy na co dzień, aby nas nie zniewoliło swoim uwodzicielskim wpływem, aby nas nie przywiązało do siebie i nie zdominowało. Chodzi o mówienie "tak" wyższym wartościom.

Jałmużna, czyli wszelakie dobro okazywane drugiemu człowiekowi, oznacza mówienie "nie" zamknięciu się w sobie i w kręgu własnych potrzeb. Chodzi w niej o wyrażenie wspólnoty z innymi i dzielenie się sobą i swoimi dobrami, chodzi więc o powiedzenie "tak" braciom w ich potrzebach materialnych i duchowych.
Modlitwa, czyli zwrócenie serca i umysłu do Boga, oznacza uznanie, że Bóg jest zasadą życia w tym świecie oraz źródłem przemieniającej i zwycięskiej łaski. Jest ona najbardziej radykalnym i skutecznym mówieniem "nie" światu, by mówić "tak" Bogu.

Nasze uczynki pokutno-duchowe zostają "uszlachetniane" łaską wysłużoną przez Chrystusa i przyjęte przez Boga na Jego wiecznym ołtarzu. Jezus Chrystus na końcu Wielkiego Postu objawia się jako najwyższy Kapłan - nasz Kapłan. W chwili, w której zwracamy się do Niego, biorąc nasz krzyż, łączy się z nami i wprowadza nas do Świętego świętych, gdzie spełnia się nasze zbawienie. Nasze "tak" wyrażane w niesieniu codziennego krzyża, krzyża codziennych trudów i doświadczeń, staje się więc rzeczywistym uczestniczeniem w chwale Chrystusa zmartwychwstałego.

Ks. Janusz Królikowski

Ofiarowanie Pańskie .

 

Ofiarowanie Pańskie, które obchodzimy czterdzieści dni po świętach Bożego Narodzenia, upamiętnia pierwsze przybycie Mesjasza do Świątyni Jerozolimskiej. Dla Matki Pana Jezusa był to dzień rytualnego oczyszczenia, czyli wyzwolenia z dziedzictwa grzechu pramatki Ewy. Stąd jeszcze do niedawna Ofiarowanie Pańskie nazywano Oczyszczeniem Maryi Panny. Natomiast tradycja polska nazywa ów dzień świętem Matki Bożej Gromnicznej. Obecnie akcent położony jest jednak bardziej na Osobie Chrystusa niż Maryi. Ofiarowanie Opis wydarzenia zawdzięczamy św. Łukaszowi Ewangeliście (por. Łk 2, 22-38). Wynika z niego, że Ofiarowanie Pańskie było zwiastunem wydarzeń paschalnych, bo złożenie Bogu w ofierze przez Maryję i Józefa pierworodnego Syna nawiązywało do wyjścia Żydów z Egiptu. Tamtej bowiem nocy w cudowny sposób zostali ocaleni pierworodni synowie Izraela. Prawo Mojżeszowe nakazywało więc ofiarowanie pierworodnych potomków płci męskiej Bogu na znak, że nie są oni własnością rodziców, lecz należą do Niego. Byli oni przeznaczeni do sprawowania czynności związanych z kultem, ale w ich zastępstwie służbę w świątyni pełnili potomkowie z pokolenia Lewiego. Obrzęd ofiarowania polegał więc na złożeniu dziecka w rękach kapłana i wykupieniu go za symboliczną sumę pięciu syklów, która była równowartością pięciu dniówek pracy. Oczyszczenie Dla matki dziecka był to - zgodnie z prawem żydowskim - dzień rytualnego oczyszczenia, ponieważ kobieta, czterdzieści dni po porodzie, uznawana była za nieczystą. Przeżywała więc czas swoistej kwarantanny i separacji, bo przez te dni nie mogła ani wchodzić do świątyni, ani nawet dotykać rzeczy poświęconych. Po upływie tego okresu przybywała do świątyni, aby w tzw. przedsionku niewiast - czyli przy bramie Nikanora - uczestniczyć w obrzędzie przebłagania. Składała wówczas ofiarę całopalną z jednorocznego baranka, a także ofiarę przebłagalną z gołąbka albo synogarlicy. Ubogie niewiasty, których nie było stać na baranka, składały w ofierze dwa gołąbki. O ubóstwie Świętej Rodziny świadczy fakt, że złożyła Ona w ofierze tylko synogarlicę. Na zakończenie ceremonii kapłan ogłaszał, że kobieta odzyskała już czystość rytualną. W tym samym miejscu gromadzili się także wszyscy inni ludzie, którzy potrzebowali rytualnego oczyszczenia, a zwłaszcza: trędowaci, cudzołożnice, a także ci, którzy skalali się, dotykając ciał zmarłych. Światło Chrystusa W tle tego wydarzenia pojawiają się postaci starca Symeona – oświeconego mocą Ducha Świętego - oraz prorokini Anny. Są oni reprezentantami tzw. reszty Izraela, oczekującej realizacji obietnic mesjańskich, a wypowiedziany wówczas kantyk Symeona stanowi obecnie cząstkę codziennej modlitwy brewiarzowej -  Komplety, czyli modlitwy kończącej dzień. W liturgii greckiej święto to nosiło przed wiekami nazwę Hypapante – to znaczy Spotkanie - Boga z ludem. W Jerozolimie obchodzono je już w IV w. W 542 r., po epidemii dżumy, cesarz Justynian rozciągnął obchody na całe państwo. Niebawem w procesjach, które odbywały się tego dnia, zaczęto nosić światło, symbol światłości prawdziwej oświecającej człowieka, gdy na świat przychodzi (por. J 1, 9), czyli Chrystusa.     W blasku gromnicy Światło płonącej gromnicy starano się zawsze donieść do domu. Gospodarz wędrował z nim po całym obejściu, przyklękając na każdym progu, aby uchronić swój dobytek przed działaniem złych mocy. Płomieniem znaczył okna, drzwi i belkę tragarzową domu, a potem szedł do zabudowań gospodarczych, aby pobłogosławić zwierzęta. Na co dzień gromnica była zawieszana nad łożem, przed obrazem Maryi. Zapalano ją we wszystkie święta maryjne, a podczas burzy stawiano w oknie, bo powiadano: Jak ciężki grzmot, czy błyskawice, postaw w oknie gromnicę. A ponieważ początek lutego to połowa kalendarzowej zimy – Gromnica, zimy połowica - i często okres najtęższych mrozów, więc pod chłopskie zagrody podchodziły wygłodniałe wilki. Wierzono, że światło gromnicy odpędza je,  powtarzając: Od gromnic wilcy stadem odchodzą. Nie brakowało, oczywiście, również porzekadeł pogodowych, np.: Gdy słońce jasno świeci na Gromnicę, to przyjdą większe mrozy i śnieżyce; Gdy na Gromnicę roztaje – rzadkie będą urodzaje; Gdy na Gromnicę z dachu ciecze, zima jeszcze się odwlecze; Gdy na Gromniczną mróz, chowaj chłopie sanie, szykuj wóz. Powiadano również: W dzień panny Gromnicznej bywaj zdrów, mój śliczny!, co było zachętą dla kawalerów, aby dłużej nie zwlekali z oświadczynami, bo wkrótce zacznie się Wielki Post, a wtedy trzeba będzie jeszcze długo poczekać. Kres kolędowania Święto Matki Bożej Gromnicznej to ostateczne zakończenie czasu wciąż związanego jeszcze w naszej świadomości z okresem Bożego Narodzenia, ponieważ z tym dniem ustaje czas kolędowania. Chociaż liturgicznie czas Bożego Narodzenia skończył się w święto Chrztu Pańskiego, to jednak święto Ofiarowania Pańskiego – upamiętniające przybycie Dzieciątka Jezus do Świątyni Jerozolimskiej – jest w naszej tradycji ostatecznym zwieńczeniem okresu śpiewania kolęd, adorowania Dzieciątka w żłóbku, a także odwiedzin duszpasterskich.

Michał Gryczyński

Nie dajmy się zwodzić

Jako chrześcijanie uznajemy realne i osobowe istnienie zła. Potwierdza je sam Jezus – w Ewangeliach czytamy o tym, jak uzdrawiał opętanych ludzi. W jaki sposób możemy się bronić przed działaniem złego ducha? Niektóre sposoby działania szatana Kiedy podejmujemy temat dotyczący zwyczajnego i nadzwyczajnego działania złego ducha, musimy uświadomić sobie fakt, że szatan jest bytem osobowym. Częściowo wspomnieliśmy już o tym w poprzednim artykule. Choć jest on (szatan) istotą duchową, jego działanie nacechowane jest szerokim wachlarzem możliwości. Przede wszystkim musimy sobie zdać sprawę z tego, że nieustannie każdy z nas jest narażony na ataki diabła, polegające na kuszeniu, na wywieraniu wpływu na inne stworzenia, a także – co jest celem najistotniejszym w zamyśle Złego – na zniszczeniu dobrej relacji stworzenia do Stwórcy[1]. Nasze poniższe rozważania będą miały tylko wtedy sens, kiedy przyjmie się z całą odpowiedzialnością i powagą, realne istnienie szatana. Współczesnym problemem wielu ludzi, zarówno świeckich, jak i duchownych, a także niektórych teologów, jest traktowanie zła osobowego – jakim jest diabeł – jako „jakiegoś” zła, czy też zła jako bezosobowej „zasady” występującej i działającej w świecie. Ujmowanie omawianego problemu w takiej optyce, nie rokuje dobrych nadziei na skuteczną walkę. Bo jak można skutecznie walczyć z „kimś”, kogo się neguje lub traktuje niepoważnie. W przypadku jednak Złego, podejście do „tematu” jest całkowicie inne. Diabeł bierze „na poważnie” każdą naszą nawet nieświadomą deklarację, kiedy to zgadzając się na grzech, czy „bylejakość” naszego życia duchowego, świadomie lub nieświadomie otwieramy dla niego furtki naszej duszy. Często każdy z nas czyni to dlatego, że jest kuszony do czynienia zła. Kuszenie do zła Kiedy odwołamy się do Pisma Świętego, z łatwością zauważymy, że nie poświęca ono zbyt wiele miejsca tematowi diabła. Szczególnie widać to na kartach Starego Testamentu. Wiele natomiast jest mowy na temat charakteru i funkcji kuszenia, które wywodzą się z buntu i z nieposłuszeństwa względem woli Boga[2]. Kuszenie staje się podstawowym i pierwszym sposobem, poprzez który diabeł oddziałuje na człowieka. Najbardziej spektakularnym kuszeniem jest kuszenie samego Jezusa, o czym wspominają Ewangelie. Bardzo często termin kuszenie zostaje zastąpiony terminem zwodzenie. Oddaje on jakby jeszcze dokładniej wartość semantyczną samego procesu kuszenia. Zwodzicielem jest przecież diabeł. Kuszenie jest zatem swego rodzaju „zwodzeniem” człowieka do złego, a więc proponowaniem czegoś, co szatan podaje w sposób atrakcyjny, kreując siebie jednocześnie jako tego, który ma władzę, od którego wiele zależy[3]. Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je odstąpić, komu chcę. Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko to będzie twoje (por. Łk 4,6). Każdy człowiek, a w szczególności chrześcijanin, jest nieustannie narażony na wpływ Złego. Dlatego Kościół w modlitwie Komplety zachęca wiernych słowami św. Piotra do czuwania i do trzeźwości. Apostoł przestrzega, że nieprzyjaciel, szatan, krąży jak lew ryczący, szukając, kogo by mógł pożreć (por.1P 5,8)[4]. Sobór watykański II przypomina nam wszystkim, że w naszym życiu nie tylko toczymy walkę przeciw ciału i krwi, a więc przeciw upodobaniom cielesnym, ale także walczymy przeciw mocom ciemności[5]. To zdanie uświadamia nam, że szatan może wykorzystywać skłonności naszego ciała do tego, by kusić człowieka do zła, zachęcać, do wyboru pozornego dobra i pozornej wolności. Rozważając ten problem, uwagę należy skoncentrować przede wszystkim na kuszeniu zwykłych ludzi, a więc na ukazaniu „standardowego” sposobu kuszenia. Inaczej bowiem wygląda mechanizm kuszenia „z dopustu” Bożego, którego doświadczali święci, ponieważ Bóg chciał poprzez takie doświadczenie, człowieka oczyścić, umocnić duchowo i poprowadzić jeszcze dalej w duchowym rozwoju[6]. Diabeł, jeśli nie może dojść wprost do inteligencji człowieka, do mojej woli, do władz całkowicie duchowych, które są dostępne tylko Bogu, swoją szatańską mocą stara się ugodzić w ludzkie zmysły zewnętrzne, jak na przykład: wzrok, dotyk, słuch, a także stara się wykorzystać wewnętrzne zmysły człowieka: pamięć, fantazję czy wyobraźnię[7]. Poprzez nasze zmysły zewnętrzne i wewnętrzne, szatan chce osiągnąć władzę nad człowiekiem. Dokonać tego może – jeśli chodzi o zmysły zewnętrzne – tylko w sposób pośredni. Bezpośrednio może natomiast oddziaływać na nas tylko w sferze zmysłów i wyobraźni. Stara się zatem, najlepiej jak potrafi, wykorzystać swe władze, by człowieka kusić, zwodzić, zniewalać, a nawet doprowadzić do całkowitego zapanowania nad nim poprzez opętanie. Bóg jednak nieustannie daje nam ogrom łaski. Gdyby nie łaska Boga, każdy z nas mógłby być zniewolony lub nawet opętany. Jako ludzie wierzący możemy przeciwstawić się pokusom dzięki pogłębionemu życiu duchowemu. Nie znaczy to, że nie będziemy odczuwali pokus, ale będziemy umieli je zwyciężać dzięki łasce i mocy Chrystusa. Nawiedzenie demoniczne Oprócz zwyczajnego działania diabła, o którym zostało powiedziane powyżej, występują także inne działania, mające na celu nakłonienie człowieka do wybrania „pozornego dobra” czyli grzechu. Szatan, aby zwieść i nakłonić stworzenie do nieposłuszeństwa Bogu, będzie stosował różnego rodzaju taktykę. Jednym z takich metod jest demoniczne nawiedzenie. Jest ono swego rodzaju silniejszym atakiem, niż samo kuszenie, ponieważ diabeł uzurpuje sobie (słuszne jego zdaniem) prawo do bycia Bogiem[8]. Należy także pamiętać, że wpływ diabła znacznie wzrósł do momentu, kiedy Adam i Ewa po raz pierwszy utracili łaskę, albowiem oddając mu upragnioną cześć, stali się poniekąd jego podwładnymi. Szatan w pewien sposób ich posiadł i uniemożliwił im odejście. Stąd może pozwolić sobie na bardziej otwarte działanie[9]. Zauważyć należy, że choć rzadko słyszy się o ludziach opętanych, to coraz częstszym staje się fakt dostrzegania ludzi nieszczęśliwych. Istnieje bardzo dużo takich ludzi (nieszczęśliwych), którzy nie zdradzają objawów opętania przez złego ducha, a korzystają z posługi egzorcysty, aby otrzymać uwolnienie od swych cierpień: dokuczliwych chorób, nieszczęść, różnego rodzaju niepowodzeń. Osoby opętane spotyka się dosyć rzadko, ale ludzi nieszczęśliwych jest bardzo dużo[10]. Należy oczywiście zdecydowanie odróżnić opętanych od zniewolonych, a także zniewolonych i nieszczęśliwych od tylko nieszczęśliwych. Nie każdy nieszczęśliwy musi być zaraz zniewolony, ale fakt, że liczba tak jednych jak i drugich stale wzrasta. Najczęstszą przyczyną nawiedzenia demonicznego, jest obecnie ciągle malejący poziom życia religijnego. Brak modlitwy, zaniedbywanie korzystania z łaski uświęcającej i życie w rozwiązłości moralnej, w grzechu, to najczęstsze przyczyny nawiedzeń demonicznych dotyczących ludzi i miejsca. Takie stany zaniedbania życia duchowego stwarzają dobre warunki dla zagnieżdżenia się zła. Dlatego nieraz w niektórych domach słychać dziwne hałasy, występują różne niewytłumaczalne naukowo zjawiska, osoby bliskie czy znajome nagle zapadają na różne choroby, z których jakoś ciężko jest im się wyleczyć. Przykładów można mnożyć wiele. Rada jest jednak prosta. Nie wolno dać sobie wmówić, że diabła nie ma, że to tylko bajka dla niegrzecznych dzieci… Diabeł istnieje. Potwierdza to sam Jezus. Przykładem są osoby ciągle doświadczane demonicznym działaniem. I znów, tylko od nas samych, od naszej wolności zależy, czy uwierzymy Chrystusowi, który zwyciężył szatana, czy damy się dalej zwodzić temu, który bardzo chce, byś uwierzył, że Zły nie istnieje…

 

ks. Tomasz Trębacz CSMA

Najświętsze Serce Pana Jezusa .

Kościół rzymskokatolicki widzi w tym nabożeństwie symbol miłości Boga ku ludziom. Chciałby także rozbudzić w sercach ludzkich wzajemną miłość ku Bogu poprzez to nabożeństwo. Nadto sam Chrystus nadał temu nabożeństwu wybitnie kierunek ekspiacyjny: ma nas ono uwrażliwiać na grzech, mobilizować w imię miłości Chrystusa do walki z nim oraz do wynagradzania za tych, którzy najwięcej ranią Boże Serce.

Jest więc to nabożeństwo znakiem czasu, ponieważ wzywa do odpowiedzialności zbiorowej za losy Królestwa Bożego na ziemi i wyzwala najszlachetniejsze wysiłki apostolstwa.

W jednej z grot na pograniczu Francji i Hiszpanii znaleziono wśród głośnych rysunków pierwotnego człowieka sprzed ok. 40 000 lat szkic serca przeszytego grotem kamiennym. A więc już człowiek z epoki kamienia wiedział, że serce jest najważniejszym organem ciała ludzkiego, że trafić w serce, to znaczy pozbawić istotę życia.

W literaturze starożytnej serce ma o wiele szerszy zakres symboliki: uchodzi bowiem za symbol całego człowieka i to także jego strony wewnętrznej, odnoszącej się do ducha i charakteru. Takie przekonanie pozostało do dnia dzisiejszego. Ileż to razy słyszymy: "Ten człowiek ma złote serce", "kamienne serce", itp.
Także i w Piśmie świętym znajdziemy sporo wyrażeń, w których serce jest brane jako uosobienie całego człowieka i to przede wszystkim jego strony moralnej. Potwierdza to sam Jezus Chrystus, kiedy mówi: "Przecież z obfitości serca usta mówią" (Mt 12,34).

"Do każdego, kto słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co zasiane w jego sercu" (Mi 13,19; Mk 4,15 i Łk 8,12). Kiedy indziej Pan Jezus mówi wprost o sercu szlachetnym i dobrym (Łk 8,15).

Poleca swoim uczniom, aby stawieni przed sędziów nie obmyślali w sercu obrony (Łk 21,14). Chrystus Pan idzie nawet tak daleko, że serce człowieka uważa za źródło zła i dobra: "Nie rozumiecie, że wszystko, co wchodzi do ust, do żołądka idzie i wydala się na zewnątrz. Lecz to, co z ust wychodzi, pochodzi z serca, i to czyni człowieka nieczystym. Z serca bowiem pochodzą złe myśli, zabójstwa, cudzołóstwa, nierząd, kradzieże, fałszywe świadectwo, przekleństwa. To właśnie czyni człowieka nieczystym" (Mi 15,17—19). Co więcej Pan Jezus własne Serce daje za wzór do naśladowania, kiedy do uczniów powiedział: "Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem" (Mi 11,29).

Poezja uważa serce człowieka jako wyraz jego miłości. Tak w wysublimowanej literaturze jak i wśród dzikich ludów, serce jest powszechnie uważane za symbol miłości. Zapewne dlatego, że każdy odruch żywszej miłości powoduje reakcję serca.

Kiedy więc Pan Jezus objawi swoje Serce jako symbol najwyższej miłości ku ludziom, nie ogłosi jakiejś prawdy zupełnie nowej i nieznanej. Posłuży się symboliką powszechnie stosowaną i przyjętą, dlatego tak powszechnie zrozumiałą i wymowną.

Dwie fazy kultu

W nabożeństwie do Serca Jezusowego odróżniamy dwie wyraźne fazy: kultu prywatnego, zastrzeżonego dla wybranych oraz masowego, który stał się udziałem całych społeczności i warstw. Kult pierwszy spotykamy w wiekach średnich, kult masowy od wieku XVII.

Mistyka średniowiecza łączyła kult Serca Jezusowego w bardzo żywym nabożeństwem do Najśw. Rany boku Jezusa. Do pierwszych, którzy w Ranie boku, otwartej włócznią żołnierza, odnaleźli Serce Boże należy nieznany autor poetyckiego utworu "Winny Szczep Mistyczny". Mówi w nim, że właśnie w tej Ranie odnalazł Serce Boże, że spocznie przy Nim, że się już z Nim nie rozstanie: "Przebili zatem i przeszyli nie tylko Jego ręce i nogi, ale również bok, aby nam włócznia mogła otworzyć Serce. Skoro przeto przyszliśmy do Najsłodszego Serca Jezusa, skoro tak dobrze nam tu być, nie oddalajmy się łatwo od Niego. (...)

Jak słodką, jak dobrą jest rzeczą zamieszkać w tym Sercu! Skarbem najdroższym, perłą najcenniejszą jest Twoje Serce, o dobry Jezu! I któż by tą perłą pogardzał? Owszem, w zamian za nią oddam wszystko inne, oddam wszystkie moje myśli, wszystkie uczucia duszy mojej i wrzucę je do Serca dobrego Jezusa. (...)
Pójdę modlić się w tej świątyni, w tym »świętym świętych«, obok tej arki Przymierza. Dawid powiedział: »0dnalazłem serce moje, bym modlił się do Pana mojego«. Ja również znalazłem Serce Zbawcy, Króla mojego, mego Brata i Przyjaciela".

Wierzyć się nie chce, że słowa te zostały napisane 800 lat temu!

Cały zakon św. Dominika bardzo wcześnie przyswoił sobie nabożeństwo do zranionego boku i Serca Pana Jezusa. W piątek po oktawie Bożego Ciała, a więc w dzień, który sobie Chrystus wybrał na święto Jego Serca, odmawiali dominikanie oficjum o Ranie boku Pana Jezusa.

 

Maj jest w Kościele miesiącem szczególnie poświęconym czci Matki Bożej. Słynne „majówki” - nabożeństwa, odprawiane wieczorami w kościołach, przy grotach, kapliczkach i przydrożnych figurach, na stałe wpisały się w krajobraz Polski. Jego centralną częścią jest Litania Loretańska.

Początków tego nabożeństwa należy szukać w pieśniach sławiących Maryję Pannę znanych na Wschodzie już w V w. Na Zachodzie poświęcenie majowego miesiąca Matce Bożej pojawiło się dopiero na przełomie XIII i XIV w., dzięki hiszpańskiemu królowi Alfonsowi X. Zachęcał on by wieczorami gromadzić się na wspólnej modlitwie przed figurami Bożej Rodzicielki.

 

Nabożeństwo majowe bardzo szybko stało się popularne w całej chrześcijańskiej Europie. Jeden z mistyków nadreńskich, dominikanin bł. Henryk Suzo, w swoich tekstach wspomina, że jeszcze jako dziecko w maju zbierał na łąkach kwiaty i zanosił je Maryi. W XVI w. upowszechnieniu nabożeństwa sprzyjał wynalazek druku. Po raz pierwszy maj został nazwany miesiącem Maryi w wydanej w 1549 r. w Niemczech książeczce „Maj duchowy”, która była odpowiedzią na Reformację.

 

W wielu żywotach świętych oraz kronikach zakonnych można wyczytać o majowym kulcie Maryi Panny. Dobrym przykładem jest św. Filip Nereusz, który gromadził dzieci przy figurze Matki Bożej, zachęcał do modlitwy i do składania u jej stóp kwiatów. Podobne zwyczaje opisują XVII wieczne kroniki włoskich dominikanów.

 

Inicjatorem nabożeństw majowych jest żyjący na przełomie XVII i XVIII wieku w Neapolu jezuita o. Ansolani. Organizował on w kaplicy królewskiej specjalne koncerty pieśni maryjnych, które kończył uroczystym błogosławieństwem Najświętszym Sakramentem. Wielkim propagatorem tej formy czci Matki Bożej był jezuita, o. Muzzarelli, który w 1787 r. wydał specjalną broszurkę, którą rozesłał do wszystkich włoskich biskupów. Po mimo kasaty jezuitów przez Klemensa XIV, o. Mazurelli wprowadził nabożeństwo majowe w kościele Al Gesu w Rzymie. Rozpowszechnił je również w Paryżu, towarzysząc papieżowi Piusowi VII podczas koronacji Napoleona Bonaparte. To właśnie Pius VII obdarzył nabożeństwo majowe pierwszymi odpustami. W 1859 r. kolejny następca św. Piotra – Pius IX, zatwierdził obowiązującą do naszych czasów formę nabożeństwa, składającego się z Litanii Loretańskiej, nauki kapłana oraz uroczystego błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem.

 

W Polsce pierwsze odnotowane nabożeństwa majowe zostały wprowadzone w 1838 r. przez jezuitów w Tarnopolu. W połowie XIX w. „majówki” odprawiane już były w wielu miastach, m.in. w Warszawie w kościele Św. Krzyża, w Krakowie, Płocku, Toruniu, Nowym Sączu Lwowie i Włocławku.

 

Litania Loretańska, która jest główną częścią nabożeństw majowych, powstała prawdopodobnie już w XII w. we Francji. Zebrane wezwania sławiące Maryję Pannę zatwierdził 11 czerwca 1587 r. papież Sykstus V. Swoją nazwę zawdzięcza włoskiej miejscowości Loretto, gdzie była niezwykle popularna. Ponieważ często modlący się dodawali do niej własne wezwania, w 1631 r. Święta Kongregacja Obrzędów zakazała dokonywania w tekście samowolnych zmian. Nowe wezwania posiadały aprobatę Kościoła i wynikały z rozwoju Mariologii. W Polsce jest o jedno wezwanie więcej. W okresie międzywojennym, po zatwierdzeniu przez Stolicę Apostolską uroczystości Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, za zgodą papieża Piusa XI, do Litanii dołączono wezwanie „Królowo Polski”.

 

(raport ekai.pl)

 

3 maja

Najświętsza Maryja Panna Królowa Polski
główna Patronka Polski

 

Tytuł Matki Bożej jako Królowej narodu polskiego sięga drugiej połowy XIV wieku: Grzegorz z Sambora nazywa Maryję Królową Polski i Polaków. Teologiczne uzasadnienie tytułu "Królowej" pojawi się w XVII wieku po zwycięstwie odniesionym nad Szwedami i cudownej obronie Jasnej Góry, które przypisywano wstawiennictwu Maryi. Wyrazicielem tego przekonania Polaków stał się król Jan Kazimierz, który 1 kwietnia 1656 roku w katedrze lwowskiej przed cudownym obrazem Matki Bożej Łaskawej obrał Maryję za Królową swoich państw, a Królestwo Polskie polecił jej szczególnej obronie. W czasie podniesienia król zszedł z tronu, złożył berło i koronę, i padł na kolana przed wielkim ołtarzem. Zaczynając od słów: "Wielka Boga-Człowieka Matko, Najświętsza Dziewico" ogłosił Matkę Bożą szczególną Patronką Królestwa Polskiego. Przyrzekł szerzyć Jej cześć, ślubował wystarać się u Stolicy Apostolskiej o pozwolenie na obchodzenie Jej święta jako Królowej Korony Polskiej, zająć się losem ciemiężonych pańszczyzną chłopów i zaprowadzić w kraju sprawiedliwość społeczną. Po Mszy świętej, w czasie której król przyjął również Komunię świętą z rąk nuncjusza papieskiego, przy wystawionym Najświętszym Sakramencie odśpiewano Litanię do Najświętszej Maryi Panny, a przedstawiciel papieża odśpiewał trzykroć, entuzjastycznie powtórzone przez wszystkich obecnych nowe wezwanie: "Królowo Korony Polskiej, módl się za nami".
Choć ślubowanie Jana Kazimierza odbyło się przed obrazem Matki Bożej Łaskawej we Lwowie, to jednak szybko przyjęło się przekonanie, że najlepszym typem obrazu Królowej Polski jest obraz Pani Częstochowskiej. Koronacja obrazu papieskimi koronami 8 września 1717 roku ugruntowała przekonanie o królewskości Maryi. Warto dodać, że Jan Kazimierz nie był pierwszym, który oddał swoje państwo w szczególną opiekę Bożej Matki. W roku 1512 gubernator hiszpański ogłosił Matkę Bożą szczególną Patronką Florydy. W roku 1638 król francuski, Ludwik XIII, osobiście i uroczyście ogłosił Matkę Bożą Niepokalanie Poczętą Patronką Francji.
Niestety śluby króla Jana Kazimierza nie zostały od razu spełnione. Dopiero po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 r. Episkopat Polski zwrócił się do Stolicy Apostolskiej o wprowadzenie święta dla Polski pod wezwaniem "Królowej Polski". Papież Benedykt XV chętnie do tej prośby się przychylił (1920). Biskupi umyślnie zaproponowali Ojcu świętemu dzień 3 maja, aby podkreślić łączność nierozerwalną tego święta z sejmem czteroletnim, a zwłaszcza z uchwaloną 3 maja 1791 roku pierwszą konstytucją polską.
Dnia 31 października 1943 roku papież papież Pius XII dokonał poświęcenia całej rodziny ludzkiej Niepokalanemu Sercu Maryi. Zachęcił równocześnie wielki papież, aby tegoż aktu oddania się dopełniły wszystkie chrześcijańskie narody. Episkopat Polski uchwalił, że dnia 7 lipca 1946 roku aktu poświęcenia dokonają wszystkie katolickie rodziny polskie; dnia 15 sierpnia - wszystkie diecezje, a dnia 8 września tegoż roku cały naród polski. Na Jasnej Górze zebrało się ok. miliona pątników z całej Polski. W imieniu całego narodu i Episkopatu Polski akt ślubów odczytał uroczyście kardynał August Hlond.
W roku 1945 Episkopat Polski, pod przewodnictwem kardynała Augusta Hlonda, na Jasnej Górze odnowił akt poświęcenia się i oddania Bożej Matce. Ponowił też złożone przez króla Jana Kazimierza śluby. W uroczystości tej brała udział milionowa rzesza wiernych. W przygotowaniu do tysięcznej rocznicy chrztu Polski (966-1966), w czasie uroczystej "Wielkiej Nowenny", na apel prymasa Polski, kardynała Stefana Wyszyńskiego, cała Polska ponownie oddała się pod opiekę Najświętszej Maryi, Dziewicy-Wspomożycielki. 26 sierpnia 1956 roku Episkopat Polski dokonał aktu odnowienia ślubów jasnogórskich, które przed trzystu laty złożył król Jan Kazimierz. Prymas Polski był wtedy w więzieniu. Symbolizował go pusty tron i wiązanka biało-czerwonych kwiatów. Po sumie pontyfikalnej odczytano przez prymasa ułożony akt odnowienia ślubów narodu. W odróżnieniu od ślubowań międzywojennych akt ślubowania dotykał bolączek narodu, które uznał za szczególnie niebezpieczne dla jego chrześcijańskiego życia. 5 maja 1957 r. wszystkie diecezje i parafie oddały się pod opiekę Maryi. Finałem Wielkiej Nowenny było oddanie się w święte niewolnictwo całego narodu polskiego, diecezji, parafii, rodzin i każdego z osobna (1965), tak aby Maryja mogła rozporządzać swoimi czcicielami dowolnie ku ich większemu uświęceniu, dla chwały Bożej i dla królestwa Chrystusowego na ziemi. Dnia 3 maja 1966 roku prymas Polski, kardynał Stefan Wyszyński, w obecności Episkopatu Polski i tysięcznych rzesz oddał w macierzyńską niewolę Maryi, za wolność Kościoła, rozpoczynające się nowe tysiąclecie Polski.
W 1962 r. Jan XXIII ogłosił Maryję Królowę Polski główną patronką kraju i niebieską Opiekunką naszego narodu.

Naród polski od wieków wyjątkowo czcził Maryję jako swoją Matkę i Królową. Bolesław Chrobry miał wystawić w Sandomierzu kościół pod wezwaniem Matki Bożej. Władysław Herman, uleczony cudownie, jak twierdził, przez Matkę Bożą, ku Jej czci wystawił okazałą świątynię w Krakowie "na Piasku". Król Zygmunt I Stary przy katedrze krakowskiej wystawił kaplicę (Zygmuntowską) ku czci Najśw. Maryi Panny, która jest zaliczana do pereł architektury renesansu. Bolesław Wstydliwy wprowadził zwyczaj odpra wiania Rorat w Adwencie. Jan Sobieski jako zawołanie do boju pod Wiedniem dał wojskom imię Maryi. Na tę pamiątkę papież bł. Innocenty XI ustanowił święto Imienia Maryi (obchodzone do dziś 12 września w rocznicę wiktorii wiedeńskiej). Maryja była także Patronką polskiego rycerstwa. Stefan Czarniecki przed każdą bitwą odmawiał Zdrowaś Maryja. Tadeusz Kościuszko szablę swoją poświęcił w kościele Matki Bożej Loretańskiej w Krakowie. Na palcu hetmana Stanisława Żółkiewskiego w czasie badania grobu znaleziono po wielu latach pierścień z napisem: Mancipium Mariae (własność Maryi).
Bardzo często także mieszczanie zdobili swoje kamienice wizerunkami Matki Bożej, by mieć w Niej obronę. Figury i obrazy ustawiano na murach obronnych, jak to jeszcze dzisiaj można oglądać w Barbakanie Krakowskim. Pod figurą Matki Bożej Niepokalanej, która stała we Lwowie nad Bramą Krakowską, był napis: Haec praeside tutus (pod Jej opieką bezpieczny). Bardzo wiele przydrożnych kapliczek poświęcano Maryi. Lud polski na Gromniczną święcił świece. Święto Zwiastowania nazywał Matką Bożą Wiosenną; w majowych nabożeństwach wypełniał kościoły; Matkę Bożą Wniebowziętą nazywał Zielną, bo niósł wtedy do poświęcenia dożynkowe wieńce ziela; siewy rozpoczynał z Matką Bożą Siewną (Narodzenie Matki Bożej). W wigilie, poprzedzające święta M. Bożej - pościł. Na piersiach noszono szkaplerz lub medalik Matki Bożej. Tyle pieśni religijnych ku czci Matki Bożej nie ma żaden naród w świecie, co naród polski.
Także polscy święci uznawali Maryję za swą szczególną Opiekunkę. Św. Wojciech uratowany jako dziecko z ciężkiej choroby za przyczyną Matki Bożej został ofiarowany na służbę Panu Bogu. Znana jest legenda o św. Jacku (+ 1257), jak wynosząc z Kijowa Najśw. Sakrament przed Tatarami usłyszał głos z figury: "Jacku, zabierasz Syna, a zostawiasz Matkę?". Figurę tę pokazują dzisiaj w kościele dominikanów w Krakowie. Ze śpiewem na ustach Salve Regina zginęli od Tatarów bł. Sadok i jego 48 towarzyszy (1260). Bł. Władysław z Gielniowa napisał Godzinki o Niepokalanym Poczęciu i kilka pieśni ku czci Matki Bożej. Bł. Szymon z Lipnicy miał według podania umieścić w swojej celi napis: "Mieszkańcze tej celi, pamiętaj, byś zawsze był czcicielem Maryi". W grobie św. Kazimierza znaleziono kartkę z własnoręcznie przez niego napisanym hymnem nieznanego autora Omni die dic Mariae (Każdego dnia sław Maryję). Św. Stanisław Kostka, zapytany z nagła, czy kocha Matkę Bożą, zawołał: "Wszak to Matka moja!". Chętnie o Niej mówił, Ona to zjawiła mu się w Wiedniu, dała mu na ręce Dziecię Boże i uzdrowiła go cudownie. Śmierć jego poznano po tym, że się nie uśmiechnął, kiedy wetknięto mu w ręce obrazek Matki Bożej. Uprosił sobie u Matki Bożej, że przeszedł do nieba z ziemi w samą Jej uroczystość, podobnie jak św. Jacek.
Na terenie Polski znajduje się kilkadziesiąt dużych i znanych sanktuariów maryjnych. Bardzo często Maryi poświęcano utwory literackie. Jako pierwszy utwór w języku polskim podaje się hymn Bogarodzica, napisany według większej części krytyków w wieku XIII, a według niektórych wywodzący się nawet z czasów św. Wojciecha. Od wieku XIV pojawiają się także w muzyce polskiej tłumaczenia sekwencji, hymnów i innych utworów gregoriańskich, liturgicznych. Powstają pierwsze pieśni w języku polskim. Od wieku XV pojawia się w Polsce muzyka wielogłosowa (polifonia). Od tego też wieku znamy kompozytorów, którzy pisali utwory ku czci Matki Bożej. Najdawniejsze polskie wizerunki Matki Bożej spotykamy już od wieku XI (Ewangeliarz Emmeriański, Ewangeliarz Pułtuski i Sakramentarium Tynieckie; figury i płaskorzeźby w kościołach romańskich). Największym i szczytowym arcydziełem rzeźby poświęconym Maryi jest ołtarz Wita Stwosza z lat 1477-1489, wykonany dla głównego ołtarza kościoła Mariackiego w Krakowie pt. Zaśnięcie Matki Bożej. Jest to arcydzieło na miarę światową, należące do unikalnych. W wielu polskich miastach istnieją kościoły zwane mariackimi - a więc poświęcone w sposób szczególny Maryi.

 

 

 

Radości i Nadziei

płynącej ze Zmartwychwstania Chrystusa wszystkim Gościom i Parafianom 

                                                              Życzą :

 

              Duszpasterze parafii Kraczewice .

 

 

Andrzej Macura

Przewodnik po Triduum Paschalnym

Triduum Paschalne Męki i Zmartwychwstania Pańskiego to szczyt całego roku liturgicznego. Rozpoczyna się Mszą Wieczerzy Pańskiej w

Wielki Czwartek.

Podczas tej Najświętszej Ofiary wspominamy wydarzenia z Wieczernika - ustanowienie Eucharystii i sakramentu kapłaństwa. Mówią o tym czytania: z Księgi Wyjścia (12,1-8.11-14), z Pierwszego Listu św. Pawła do Koryntian (11,23-26) i z Ewangelii św. Jana (13,1-15). Pierwsze traktuje o pierwszym święcie Paschy. Izraelici, gotowi do drogi (uciekali z Egiptu), mieli spożyć ucztę paschalną w pośpiechu, a krew baranka, którego jedli, posłużyła do oznaczenia domów. Powodowała ona, że nie było wśród nich plagi niszczycielskiej, gdy Bóg karał ziemię egipską śmiercią pierworodnych.

Przez wszystkie pokolenia Żydzi spożywali Paschę na pamiątkę wyjścia z ziemi egipskiej i zawarcia z Bogiem przymierza na Synaju. Podobnie było podczas Ostatniej Wieczerzy. Ale Jezus nadał tej uczcie nowy sens. Mówi o tym drugie czytanie. Święty Paweł przypomina słowa Jezusa: „To jest Ciało Moje za was wydane”. Jak baranek został zabity, by uratować od śmierci pierworodnych w Egipcie, tak Jezus nazajutrz zostanie zabity, by wszystkich ludzi uratować od śmierci wiecznej.

Święty Paweł przypomina także inne słowa Jezusa z Ostatniej Wieczerzy: „Kielich ten jest nowym przymierzem we krwi mojej”. Tak jak przymierze synajskie, zgodnie ze starożytnym zwyczajem, zostało zawarte przez pokropienie krwią ofiarnych zwierząt, tak krew zabitego Jezusa posłuży jako krew Nowego i Wiecznego Przymierza. Nowym Ludem Bożym - Kościołem - staną się ci, którzy przez chrzest zanurzeni zostaną w zbawczą mękę i śmierć Chrystusa. Chrześcijanie - zgodnie z poleceniem Jezusa: „Czyńcie to na moją pamiątkę” - sprawować mają pamiątkę Jego śmierci i zmartwychwstania przez spożywanie Ciała i Krwi Chrystusa. Przewodzić jej będą ci, którzy przez modlitwę i włożenie rąk w sposób szczególny uczestniczyć będą w jedynym kapłaństwie Jezusa Chrystusa.

Ewangelia przypomina o tym, jak Jezus przed wieczerzą umył uczniom nogi. Ten, którego nazywamy „Nauczycielem i Panem” zrobił coś, co zwykle czynił sługa. Na pamiątkę tego wydarzenia w wielu parafiach po homilii kapłan umywa wybranym parafianom nogi. Przypomina to prawdę, że wszelkie przewodzenie w Kościele powinno odbywać się w duchu służby bliźniemu...

Na zakończenie uroczystości Ciało Chrystusa zostaje przeniesione do specjalnie przygotowanej kaplicy, zwanej ciemnicą. Tam do późnych godzin wieczornych wierni uczniowie czuwać będą wraz z Jezusem, wspominając Jego samotną modlitwę w Ogrójcu, zdradzieckie pojmanie i pierwsze przesłuchania. Tabernakulum jest opróżnione i otwarte, gaśnie wieczna lampka, a ołtarz, przy którym jeszcze przed chwilą sprawowano Najświętszą Ofiarę, stoi obnażony i pusty. Wchodzimy w czas Bożej męki...

W Wielki Piątek

nie sprawuje się Eucharystii. W kościołach trwa spowiedź, adoruje się Pana Jezusa w ciemnicy, odbywają się nabożeństwa Drogi Krzyżowej... Późnym popołudniem rozpoczynają się najważniejsze obrzędy tego dnia - Liturgia Męki Pańskiej. Składa się ona z trzech części: Liturgii Słowa, adoracji Krzyża i obrzędów Komunii.

Wszystko zaczyna się nietypowo. Ministranci i kapłani wychodzą w ciszy do ołtarza. Nie poprzedza ich dzwonek, nie śpiewa się żadnej pieśni. Przed ołtarzem kapłan pada na twarz. Wszyscy obecni w Kościele klękają. Wobec zbawczej śmierci Jezusa wszelkie słowa są nieodpowiednie. W tej chwili cisza mówi znacznie więcej. W Jego ranach jest nasze zdrowie...

Pierwsze czytanie w Liturgii Słowa to tekst z Księgi proroka Izajasza, w którym prorok mówi o tym, że Mesjasz będzie cierpiał za grzechy ludzi. Autor Listu do Hebrajczyków przypomina, że Chrystusowi znany jest ludzki los, bo sam został okrutnie doświadczony. Przez Jego posłuszeństwo dokonało się zbawienie świata. Zbawcze wydarzenia przypomina Ewangelia.

Na zakończenie Liturgii Słowa odbywa się wyjątkowo uroczysta modlitwa powszechna. W dziesięciu wezwaniach prosimy Boga, aby miał w opiece cały świat.

Rozpoczyna się adoracja Krzyża. Od dwóch tygodni wszystkie krzyże w kościołach były zasłonięte. W Wielki Piątek ukazuje się je ponownie wiernym. Kapłan odsłania krzyż, śpiewając: „Oto drzewo krzyża, na którym zawisło zbawienie świata”, a wszyscy odpowiadając: „Pójdźmy z pokłonem”, padają na kolana, wielbiąc Zbawiciela.

Przychodzi czas, aby ucałować krzyż Jezusa. Robią to - w zależności od parafii - albo wszyscy wierni, albo tylko niektórzy. Śpiewa się przy tym zazwyczaj jedną z najbardziej przejmujących pieśni - „Ludu mój ludu”. Ukazuje ona, co Bóg zrobił dla Izraelitów, gdy wychodzili z ziemi egipskiej, i czym oni odpłacili Jego Jednorodzonemu Synowi. Każdy może dodać w myśli własną zwrotkę. Bo każdy doświadczył od Boga wielu dobrodziejstw, a często odpłaca Mu grzechem.

Po adoracji Krzyża następuje Komunia święta. Nie ma przeistoczenia. Rozdaje się Ciało Chrystusa, konsekrowane poprzedniego dnia. Karmimy się pokarmem, który daje życie wieczne...

Wielkopiątkową liturgię kończy przeniesienie Najświętszego Sakramentu do kaplicy, zwanej Bożym Grobem. Monstrancja jest przykryta białym welonem na pamiątkę całunu, którym spowito doczesne szczątki Jezusa. Tego wieczora i przez cały następny dzień trwa adoracja. Wielu przyjdzie także ucałować krzyż. Bo „na drzewie rajskim śmierć wzięła początek, na drzewie krzyża powstało nowe życie, a szatan, który na drzewie zwyciężył, na drzewie również został pokonany przez Jezusa Chrystusa, naszego Pana”.

Wielka Sobota - Wigilia Paschalna

Wydawało się, że wszystko się skończyło. Bo zazwyczaj śmierć kończy wszystko. Ale nie w tym przypadku. Trzeciego dnia Jezus powstaje z grobu. Pokazuje, że nadzieje w Nim pokładane nie były daremne. Chrystus, zwyciężywszy śmierć, też obiecuje zmartwychwstanie wierzącym w Niego. Te prawdy przeżywamy podczas Liturgii Wielkiej Soboty [a precyzyjnie mówiąc: liturgii Wigilii Paschalnej, przyp. MG].

To, co w tym dniu najważniejsze, rozpoczyna się wieczorem. Liturgia Wigilii Paschalnej nie jest typową Mszą, gdyż oprócz Liturgii Słowa i Liturgii Eucharystycznej składa się z Liturgii Światła i Liturgii Chrzcielnej. Rozpoczyna się przed kościołem. Do rozpalonego ogniska podchodzą kapłani i służba liturgiczna. Tu następuje poświęcenie ognia, a potem prowadzący kreśli na paschale znak krzyża, litery Alfa i Omega oraz na polach między ramionami krzyża cyfry bieżącego roku, umieszcza też pięć symbolicznych gwoździ w formie krzyża. Bo „Chrystus wczoraj i dziś, Początek i Koniec, Alfa i Omega. Do niego należy czas i wieczność. Jemu chwała i panowanie przez wszystkie wieki wieków”.

Z zapalonym paschałem procesja wchodzi do nieoświetlonego kościoła. Ci, którzy doświadczyli w swoim życiu lęku przed ciemnością, wiedzą, czym dla człowieka jest światło. Rozprasza nie tylko ciemności, ale także obawy. Chrystus jest tym, który swoim zmartwychwstaniem rozprasza ciemności grzechu i śmierci, który na powrót wlewa w serca radość życia. Bo przecież nie musimy się już bać największego wroga, śmierci, skoro On ją pokonał. „Światło Chrystusa” - śpiewa kapłan i wszyscy zapalają od Paschału świece. W kościele robi się jeszcze jaśniej. Mrok jest już przezwyciężony.

A gdy kapłan po dojściu do ołtarza trzeci raz pokazuje światło Chrystusa, zapalają się wszystkie światła. Symbolikę światła wyjaśnia śpiewane orędzie wielkanocne. „Weselcie się już zastępy aniołów w niebie (...) Raduj się Ziemio opromieniona tak niezmiernym blaskiem, a oświecona jasnością Króla Wieków poczuj, że wolna jesteś od mroku, co świat okrywał (...) Tej nocy Chrystus, skruszywszy więzy śmierci jako zwycięzca wyszedł z otchłani (...) O, jak niepojęta jest Twoja miłość: aby wykupić niewolnika, wydałeś Swego Syna (...)”.

Liturgia Słowa jest wyjątkowo rozbudowana. Może się składać na nią aż dziewięć czytań, które pokazują całą historię Zbawienia: od początku świata, poprzez wyprowadzenie narodu wybranego z Egiptu, aż do czasu, gdy Jednorodzony Boży Syn stał się Barankiem, by zbawić grzechy świata, a zabity za grzechy świata trzeciego dnia powstał z martwych. Święty Paweł pokazuje, że udział w owocach śmierci i zmartwychwstania Jezusa jest możliwy dzięki sakramentowi chrztu, który zanurza w Jego śmierć i pozwala razem z Nim zmartwychwstać do Nowego Życia. Do tych treści nawiązuje kolejna część celebracji - Liturgia Chrzcielna.

Dawniej większość chrześcijan w tej właśnie chwili przyjmowała chrzest. Dziś, po błogosławieństwie wody, najczęściej odnawiamy przyrzeczenia chrzcielne i modlimy się za tych, którzy przyjmują ten sakrament. Z zapalonymi świecami w ręku wierni wyrzekają się grzechu, wszystkiego, co prowadzi do zła, i szatana, głównego sprawcy grzechu, a następnie wyznają wiarę w Ojca, Syna i Ducha Świętego, Kościół, obcowanie świętych, odpuszczenie grzechów, zmartwychwstanie ciała i życie wieczne. Chciałoby się, aby już na zawsze w sercach była ta sama gorliwość, co w tej właśnie chwili.

Jako święci i umiłowani przez Boga przystępujemy do Liturgii Eucharystycznej. Ten, który z miłości do człowieka ofiarował się w zbawczej ofierze, który powstał z martwych i dał udział w swojej łasce przez chrzest, karmi swoim Ciałem i Krwią. Jego Ciało i Krew są pokarmem na życie wieczne.

W niektórych parafiach na zakończenie obrzędów odbywa się jeszcze procesja rezurekcyjna. Chrześcijanie całemu światu ogłaszają radosną wieść: możecie już otrzeć łzy, śmierć została pokonana. Ta procesja może mieć też miejsce następnego dnia rankiem, przed pierwszą Mszą świętą. Gdy wschodzi słońce, jakże wyraziście brzmią słowa wielkanocnego orędzia: „Niech ta świeca płonie, gdy wzejdzie słońce nie znające zachodu: Jezus Chrystus, Twój Syn Zmartwychwstały, który oświeca ludzkość swoim światłem i z Tobą żyje i króluje na wieki wieków”.

 

opr. mg/mg

 

    

Zwyczaje Bożonarodzeniowe

Pasterka

 

Msza Święta o północy w noc Bożego Narodzenia stanowi centralny moment wszystkich zwyczajów związanych z obchodami przyjścia Chrystusa na świat.

 

 - Od V wieku źródła liturgiczne przekazują nam pierwszy formularz mszalny na Boże Narodzenie. Od połowy VI wieku Rzym zna już tradycję trzech Mszy św. tzn: Pasterkę, Mszę o świcie i Mszę w dzień. Formularze mszalne trzech Mszy zostały zaczerpnięte ze zwyczajów liturgii papieskiej. O północy papież udawał się do bazyliki dedykowanej macierzyństwu NMP (Santa Maria Maggiore). Istniała tam kaplica - replika groty betlejemskiej, dobudowana do bazyliki.

 

- 25 grudnia przypadało w kalendarzu rzymskim rocznicowe wspomnienie świętej męczennicy Anastazji, zamordowanej w czasie prześladowania Dioklecjana. Św. Anastazji dedykowana była bazylika u stóp Palatynu. Z tego właśnie względu papież celebrował tam w dzień Bożego Narodzenia swoją drugą Mszę św. z osobnym formularzem i to o treści bożonarodzeniowej.

 

- Msza św. celebrowana dziś jako trzecia jest historycznie związana z najstarszym formularzem, którego używał papież już od IV wieku bazylice św. Piotra, w bazylice św. Piotra, o zwykłej wówczas porze dnia, czyli o 9.00.

 

W tych trzech Mszach św. widziano również echo hołdu złożonego Chrystusowi przez pasterzy, aniołów i trzech króli, stąd zwano te formularze mszalne pasterskim, anielskim i królewskim.

 

Opłatek

 

Dzielenie się białym opłatkiem, przaśnym (niekwaszonym) chlebem, znane było od początków Kościoła. Zwyczaj ten nie miał jednak żadnego związku z czasem Bożego Narodzenia. Odnosił się bezpośrednio do Eucharystii. Znano zwyczaj błogosławienia chleba (w czasie Mszy i poza nią) i spożywania go jako rodzaju komunii duchowej. Te pobłogosławione chleby zwano eulogiami. Dzielono się nimi wyrażając wzajemną życzliwość i przynależność do tego samego Kościoła lokalnego. Przesyłali go sobie biskupi, a kapłani wiernym. Ta starożytna praktyka osłabła na skutek dekretów z IX wieku (synody karolińskie), które obawiały się zamazania w świadomości wiernych granicy między opłatkami konsekrowanymi a chlebem pobłogosławionym.
Najstarsza wzmianka źródłowa o dzieleniu się opłatkiem w polskich rodzinach pochodzi z końca XVIII wieku.

 

Kolęda

 

Dzisiaj słowo kolęda kojarzy się przede wszystkim z pieśniami o tematyce bożonarodzeniowej lub z odwiedzinami duszpasterskimi odbywanymi w tym okresie w polskich parafiach.

 

Sama nazwa „kolęda” wywodzi się z tradycji rzymskiej. Pierwszy dzień każdego miesiąca nosił nazwę „calendae”. Szczególnym znaczeniem obdarzano „calendae” styczniowe. Wiąże się to z faktem, że od 153 roku przed Chrystusem, 1 stycznia, konsulowie prawnie obejmowali swój urząd w całym imperium rzymskim. Później potwierdzono 1 stycznia jako początek roku administracyjnego. W Rzymie obchodzono to niezwykle uroczyście. Odwiedzano się wzajemnie, obdarowywano się podarkami, śpiewano okolicznościowe piosenki.

 

Wraz z przyjęciem chrześcijaństwa zwyczaje te zostały powiązane z czasem Bożego narodzenia. Sam termin „kolęda” w znaczeniu pieśni bożonarodzeniowej ustalił się dopiero w XVII wieku.

 

Ks. Antoni Cebula SDS

 

Tajemnica Bożego Narodzenia

To, co odróżnia chrześcijaństwo od innych religii,to wstrząsający fakt Wcielenia. Prawdziwy Bóg staje się prawdziwym człowiekiem w łonie dziewicy Maryi: Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego,Maryi,z Józefem,wpierw nim zamieszkali razem,znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego (Mt 1:18).

Narodził się z Maryi Dziewicy

Pan Bóg stwarza każdą nową ludzką osobę podczas aktu zbliżenia kobiety i mężczyzny. Poczęcie Jezusa dokonało się inaczej, miało całkowicie inny charakter. Jezus Chrystus staje się człowiekiem bez udziału ludzkiego ojca, ponieważ Jego jedynym Ojcem jest Bóg Ojciec. Dziewicze poczęcie Jezusa w łonie Maryi dokonuje się mocą Ducha Świętego, który zstępuje na Maryję (Łk 1,35). Jezus nie jest osobą ludzką, którą Bóg adoptuje na swojego Syna. Bezbronne Niemowlę leżące na sianie w betlejemskim żłobie jest prawdziwą Boską Osobą Syna Bożego, "Emanuelem", "Bogiem z nami".

Jako Boska Osoba Słowa istniał odwiecznie. Natomiast w momencie Wcielenia przyjął prawdziwą, śmiertelną ludzką naturę. W Ewangelii św. Jana czytamy: Na początku było Słowo,a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo.(.) A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy (J 1,1,14).
Odwiecznie istniejący Syn Boży, który jest drugą Osobą Trójcy Świętej, staje się prawdziwym człowiekiem w łonie Maryi Dziewicy.

Dlaczego Słowo stało się ciałem?

Boska Osoba Słowa przychodzi na świat "dla nas i dla naszego zbawienia ". Staje się członkiem rodzaju ludzkiego, bierze na siebie grzechy wszystkich ludzi, aby je zgładzić i wszystkim dać szansę zbawienia. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne (J 3,16); W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy (1 J 4,10).

Boże Narodzenie jest objawieniem tajemnicy Bożego Miłosierdzia, niczym przez nas niezasłużonej Bożej Miłości, która zniża się do najzatwardzialszych grzeszników i podnosi z największych upadków. Do tego stopnia Bóg ukochał nas grzesznych ludzi, że "przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem. Ludzkimi rękami pracował, ludzkim myślał umysłem, ludzką działał wolą, ludzkim sercem kochał" (Gaudium et Spes, 22).Boże Narodzenie objawia nam prawdę o nieskończonej godności każdego człowieka. O godności osoby ludzkiej nie decyduje pochodzenie, narodowość, status społeczny, iloraz inteligencji ale tylko człowieczeństwo, z którym zjednoczony jest Chrystus. Taką samą godność i wartość ma dziecko poczęte w łonie matki i człowiek dorosły, laureat Nagrody Nobla i umysłowo upośledzony, milioner i żebrak. Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie (Ga 3, 28). Tak więc w noc Bożego Narodzenia rozbrzmiewa radosna prawda, że dzięki Chrystusowi każda ludzka istota posiada nienaruszalne prawo do życia i wolności sumienia, którego żadne ludzkie prawo nie może nigdy nikomu odebrać.

To, co odróżnia chrześcijaństwo od innych religii, to wstrząsający fakt Wcielenia. Prawdziwy Bóg staje się prawdziwym człowiekiem w łonie dziewicy Maryi: Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego (Mt 1:18).

Abyśmy się stali "uczestnikami Boskiej natury " (2 P 1, 4)

Bóg rodzi się w stajni betlejemskiej, staje się ubogim i bezdomnym, aby nas obdarzyć swoim Bóstwem daje nam moc, abyśmy się stali dziećmi Bożymi (J 1, 12). Boże Narodzenie mówi nam o radości Boga, który w wielkiej prostocie i pokorze daje nam całą swoją miłość i szczęście abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo (Gal 4, 5)i stali się uczestnikami Boskiej natury (2 P 1, 4). Boże Narodzenie jest więc objawieniem niewyobrażalnych perspektyw dla każdego człowieka: Syn Boży stał się człowiekiem, aby uczynić nas Bogiem (św. Atanazy). Pan Bóg staje się jednym z nas, bierze na siebie wszystkie konsekwencje naszych grzechów, aby poprzez cierpienie, śmierć i zmartwychwstanie dać każdemu człowiekowi szansę wiecznego życia i pełni szczęścia poprzez przebóstwienie naszej śmiertelnej ludzkiej natury.

Ojciec Święty Jan Paweł II przypomina nam, że człowiek, który chce zrozumieć siebie do końca -nie wedle jakichś tylko doraźnych, częściowych, czasem powierzchownych, a nawet pozornych kryteriów i miar swojej własnej istoty musi ze swoim niepokojem, niepewnością, a także słabością i grzesznością, ze swoim życiem i śmiercią, przybliżyć się do Chrystusa. Musi niejako w Niego wejść z sobą samym, musi sobie "przyswoić ", zasymilować całą rzeczywistość Wcielenia i Odkupienia, aby siebie odnaleźć. Jeśli dokona się w człowieku ów dogłębny proces, wówczas owocuje on nie tylko uwielbieniem Boga, ale także głębokim zdumieniem nad sobą samym.

Jakąż wartość musi mieć w oczach Stwórcy człowiek, skoro zasłużył na takiego i tak potężnego Odkupiciela (por. hymn Exsultet z Wigilii Wielkanocnej), skoro Bóg Syna swego Jednorodzonego dał, ażeby on, człowiek nie zginął, ale miał życie wieczne (por. J 3, 16). Właśnie owo głębokie zdumienie wobec wartości i godności człowieka nazywa się Ewangelią, czyli Dobrą Nowiną. Nazywa się też chrześcijaństwem (Encyklika Redemptor Hominis , 10). Boże Narodzenie objawia nam prawdę o Bogu, który ukochał nas do szaleństwa i pragnie abyśmy w pełni Mu zaufali, otwierając swoje serca na dar Jego przebóstwiającej miłości. Pan Jezus mówił św. siostrze Faustynie:
Pragnę zaufania od swoich stworzeń, zachęcaj dusze do wielkiej ufności w niezgłębione miłosierdzie moje. Niechaj się nie lęka do mnie zbliżyć dusza słaba, grzeszna, a choćby miała więcej grzechów niż piasku na ziemi, utonie wszystko w otchłani miłosierdzia mojego " (Dz 1059).

Pozostając prawdziwym Bogiem stał się prawdziwym człowiekiem

Prawda o Wcieleniu, że Jezus Chrystus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem, od samego początku była fałszowana przez różnego rodzaju herezje. Pierwsze herezje (doketyzm gnostycki)negowały, prawdziwe człowieczeństwo Jezusa. Dlatego św. Jan pisał:
Po tym poznajecie Ducha Bożego: każdy duch, który uznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, jest z Boga. Każdy zaś duch, który nie uznaje Jezusa, nie jest z Boga;i to jest duch Antychrysta, który - jak słyszeliście - nadchodzi i już teraz przebywa na świecie (1 J 4, 2-3).
Herezję Ariusza, który głosił, że "Syn nie może być Bogiem, skoro był czas, kiedy On nie istniał ", potępił pierwszy sobór powszechny w Nicei w 325 r. , formułując w wyznaniu wiary, że Syn Boży jest "zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu" (homousios ). Biskup Apolinary z Laodycei twierdził, że Chrystus nie miał prawdziwej ludzkiej duszy, ponieważ jej miejsce zajęła Osoba Słowa. W odpowiedzi na tę herezję sobór Konstantynopolitański I w 381 r. zdefiniował jako prawdę wiary, że Jezus jest w pełni człowiekiem i posiada prawdziwą, rozumną ludzką duszę.

Później pojawiła się herezja nestoriańska. Nestoriusz, patriarcha Konstantynopola, twierdził, że w chrystusie są dwie osoby, osoba ludzka jest połączona z Osobą Boską Syna Bożego. Nestorianizm został odrzucony na soborze w Efezie w 431 r. Stwierdzono tam, że w Chrystusie nie ma dwóch osób, jedynym podmiotem człowieczeństwa Jezusa jest Boska Osoba Słowa. Jezus Chrystus jest Boską Osobą, w której przez unię hipostatyczną (zjednoczenie natury ludzkiej i boskiej w Osobie Słowa), nastąpiło zjednoczenie natury ludzkiej z naturą boską, z zachowaniem ich różnic. Maryja poczęła w swoim dziewiczym łonie i urodziła Jezusa, który jest Boską Osobą Syna Bożego. W ten sposób rodząc człowieka, który jest Boską Osobą, Maryja stała się Matką Boga, "Theotokos ". Eutyches był twórcą monofizytyzmu. Monofizyci uważali, że natura ludzka Chrystusa przestała istnieć, gdyż została wchłonięta przez naturę Boską. Herezja ta została odrzucona na Soborze Chalcedońskim w 451 r. Sobór ten orzekł, że Jezus Chrystus jest jedną Boską Osobą, która działa w dwóch naturach, boskiej i ludzkiej, połączonych bez pomieszania. Każda z natur zachowuje swoje właściwości i swoje działanie. Jeden i ten sam Chrystus Pan, Syn Jednorodzony, ma być uznany w dwóch naturach bez pomieszania, bez zamiany, bez podziału i bez rozłączenia. Nigdy nie została usunięta różnica natur przez ich zjednoczenie, lecz właściwości każdej z nich są zachowane i zjednoczone w jednej osobie i w jednej hipostazie (Breviarium Fidei VI 8).

Prawda wiary, że w Jezusie Chrystusie jest tylko jeden podmiot osobowy, a mianowicie Boska Osoba Syna Bożego, została na nowo zdefiniowana na Soborze w Konstantynopolu w 553 r. Wszystko to, co odnosi się do człowieczeństwa Jezusa (cała ziemska działalność, cierpienie, śmierć) należy przypisać Jego Boskiej Osobie. Tak więc w Jezusie Chrystusie sam Bóg doświadczył cierpienia i ludzkiej śmierci. W VII w. pojawiła się herezja monoteletyzmu. Patriarcha Sergiusz twierdził, że Chrystus nie posiada ludzkiej woli. Na Soborze Konstantynopolitańskim III w 681 r. została zdefiniowana prawda wiary, że Chrystus posiada dwie wole:ludzką i Boską. Ludzka wola idzie za Jego wolą Bożą, nie sprzeciwiając się jej ani nie opierając, ale raczej podporządkowując się tej Boskiej i wszechmocnej woli (Breviarium Fidei VI 50).

Na Soborze Nicejskim II w 787 r. stwierdzono, że ponieważ Syn Boży stał się prawdziwym człowiekiem, wobec tego ludzkie oblicze Jezusa można malować i ukazywać na świętych obrazach. Indywidualne cechy ciała Chrystusa rzeczywiście wyrażają Boską Osobę Syna Bożego. Uczynił On swoimi rysy swojego ludzkiego ciała do tego stopnia, że namalowane na świętym obrazie mogą być otaczane kultem, ponieważ wierzący, który czci Jego obraz "czci osobę, którą obraz przedstawia (Sobór Nicejski;KKK 477). Widzimy więc, że od samego początku Kościół bronił i definiował objawioną prawdę o tajemnicy Wcielenia.

Czy Jezus miał rodzeństwo?

Jak należy rozumieć ewangeliczne teksty mówiące o tym, że Jezus miał braci i siostry, a Maryja urodziła Jezusa jako pierworodnego syna?(por. Mk 6, 3;Mt 13, 55; Łk 8, 19-21). Najwięksi specjaliści od języków semickich stwierdzają, że zarówno w języku aramejskim jak i w hebrajskim nie ma terminu na określenie dalszego pokrewieństwa w linii bocznej. Aramejski termin acha i jego hebrajski odpowiednik ach oznaczały zarówno rodzonego brata jak i braci ciotecznych i stryjecznych. I tak czytamy w Księdze Rodzaju 12, 5, że Lot jest "bratem "Abrahama, co należy rozumieć, że jest jego bratankiem, krewnym (Rdz 14, 14). Trzeba pamiętać, że w Nowym Testamencie nie ma nigdy mowy o "synach "Maryi, że Jezus jest Jej jedynym Synem. Wisząc na krzyżu Chrystus poleca Apostołowi Janowi swoją Matkę, dlatego, że nie miała innych synów i córek. Trzeba pamiętać, że Maryja od samego początku była czczona przez wyznawców Chrystusa jako Dziewica "przed narodzeniem Jezusa, w czasie porodu i po Jego narodzeniu ". Termin "pierworodny" używano także wtedy gdy syn był jedynym dzieckiem. Ten zwyczaj został udokumentowany na napisach znalezionych na nagrobkach z I wieku. Na jednym z nich czytamy: "Arsinoe umarła wydając na świat swojego pierworodnego syna".
W świetle tych faktów nikt nie powinien mieć wątpliwości, że kiedy w Piśmie św. jest mowa o "braciach i siostrach "Jezusa, chodzi o Jego kuzynostwo.

Chrystus i demokracja

Dzięki temu, że w Jezusie Chrystusie Bóg stał się prawdziwym człowiekiem i w swoim Kościele jest nieustannie obecny w rodzinie ludzkiej, mógł powstać wspaniały gmach kultury i demokracji europejskiej. Opiera się on i wyrasta tylko z wartości chrześcijańskich, które pochodzą od Jezusa Chrystusa.
Jeden z założycieli Europejskiej Wspólnoty, Robert Schuman powiedział: Demokracja albo będzie chrześcijańska, albo jej wcale nie będzie. Antychrześcijańska demokracja jest karykaturą, która prowadzi do tyranii lub anarchii. Jezus Chrystus jest jedynym, który poprzez swoje Mistyczne Ciało - Kościół, broni godności każdego człowieka, a więc jego prawa do życia i wolności sumienia. Wszędzie tam, gdzie jest najmniejszy okruch prawdy, dobra i miłości obecny jest Chrystus ponieważ wszystko w Nim ma istnienie (Kol 1, 17). Każde autentyczne dobro ma swe źródło w Chrystusie. Chrześcijański system wartości jest więc jedynym fundamentem prawdziwej demokracji. Cała kultura polska i europejska wyrasta z chrześcijaństwa i wszystko to, co jest w niej nieprzemijające, cenne, europejskie, należy do chrześcijaństwa.

W ten święty okres Bożego Narodzenia Dzieciątko Jezus zaprasza nas do pokornej modlitwy za Polskę i Polaków, aby zdecydowanie odrzucali cywilizację śmierci, czyli taki styl życia, w którym nie ma miejsca dla Chrystusa i jego Ewangelii. Cywilizacji grzechu i śmierci może skutecznie przeciwstawić się tylko Wcielona Miłość - Jezus Chrystus. Tylko On może zapobiec pogrążaniu się naszej Ojczyzny i Europy w przepaści samozniszczenia. Dziecię Jezus pokazuje, że jego miłość jest bezbronna, że możemy ją odrzucić, ale staje się wszechmocna, jeżeli ją przyjmiemy i podporządkujemy jej nasze życie. Tylko wtedy, gdy Chrystus będzie jedynym Panem naszego życia, zarówno w wymiarze indywidualnym, jak społecznym i politycznym, będziemy świadkami wypełnienia się słów Zbawiciela, które usłyszała s. Faustyna na krótko przed swoją śmiercią: Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli Mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. (Dz 1732).

Ks. M. Piotrowski TChr

 

Adwent .

     Adwent — czas radosnego i duchowego oczekiwania         

       W czasie adwentu powinna dominować radosna nadzieja. Kościół bowiem poprzez liturgię tego okresu budzi w nas uczucia nadziei, tęsknoty i radosnego oczekiwania. Od pierwszej niedzieli Adwentu do 16 grudnia akcentowany jest eschatologiczny charakter tego okresu. Nasze spojrzenie  jest skierowane na  drugie przyjście Chrystusa w chwale. Druga część zaczyna się 17 grudnia i kończy w Wigilię Narodzenia Pańskiego. Tutaj główny akcent liturgii jest położony na pierwsze przyjście Chrystusa w Jego narodzeniu w Betlejem.

Oczekiwanie na przyjście Jezusa jest źródłem radości. Jakkolwiek przygotowanie na przyjście Pana polega na oczekiwaniu i pokucie, stąd fioletowy kolor szat liturgicznych, to jednak pokuta jest przepełniona radością. Adwent przypomina nam, że całe nasze życie jest oczekiwaniem.

Pierwsze przyjście Chrystusa budzące tyle nadziei radości jest zapowiedzą drugiego przyjścia w chwale, na końcu czasów. Ono również winno budzić w nas nadzieję.

 

      Adwent czasem nawrócenia                                                           

Adwent nie ma charakteru pokutnego w takim samym sensie jak Wielki Post. Jest jednak również czasem nawrócenia i pokuty. Teksty biblijne czytane w tym okresie wzywają nas  do pokuty, nawrócenia i odnowy. „Nawróćcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie”(Mt 3, 2). "Głos się rozlega: Drogę dla Jahwe przygotujcie na pustyni. Wyrównajcie na pustkowiu gościniec naszemu Bogu! Niech się podniosą wszystkie doliny, a wszystkie góry i wzgórza obniżą; równiną niechaj się staną urwiska, a strome zbocza niziną gładką" (Iz 40,3-4).  "Bracia: rozumiejcie chwilę obecną: teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas, niż wtedy, gdyśmy uwierzyli. Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła. Żyjmy przyzwoicie, jak w jasny dzień... Przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa (...)(Rz 13,11-14)

Główne postacie adwentu: Najświętsza Maryja Panna, Patronka adwentowego czuwania; prorok Izajasz zapowiadający przyjście Zbawiciela i  św. Jan Chrzciciel, który bezpośrednio przygotowywał lud na spotkanie Mesjasza, wzywają nas do  do prostowania Chrystusowi ścieżek w naszym sercu. 

 

       Adwentowe zwyczaje religijne                                                    

Msza św. roratnia

Stąd też nasz Adwent, szczególnie polski, był bogaty w zwyczaje religijne. Od XII wieku znana jest w Polsce adwentowa Msza św. ku czci Matki Bożej, zwana roratami. Podczas tej Mszy zapala się dodatkową świecę, przybraną w białą wstążkę,  symbolizującą Matkę Bożą, która jako gwiazda zaranna, jutrzenka poprzedziła przyjście na świat prawdziwej Światłości -  Chrystusa.  

Świeca roratnia
      Biała świeca ozdobiona białą lub niebieską wstążką, zapalana w czasie Mszy św. roratniej. Jest symbolem Maryi, która podobnie jak jutrzenka wyprzedza wschód słońca, tak Ona poprzedziła przyjście Jezusa.

Wieniec adwentowy
      Ten niemiecki zwyczaj znany jest w Polsce od ponad 160 lat.
Na zielonym wieńcu umieszcza się 4 świece. Cala rodzina gromadząc się w kolejne niedziele adwentu przy wspólnej modlitwie zapala kolejne świece jako znak czuwania i gotowości na przyjście Jezusa.

Wspólna modlitwa adwentowa

Dawniej  cały Adwent starano się przeżywać we wspólnocie nie tylko rodzinnej, ale też i sąsiedzkiej. Gromadzono się by wspólnie odmawiać modlitwę różańcową, śpiewać pieśni adwentowe, a także pieśni o tematyce obyczajowej, które wzywały do życia zgodnego z Bożymi przykazaniami. Czytano  Pismo Święte, żywoty świętych i książki budujące wiarę.

Przygotowanie kolędników 

Wiele osób w  czasie adwentu przygotowuje szopki i gwiazdy do chodzenia po kolędzie. Podejmuje się  próby do inscenizacji  Jasełek. Warto podtrzymać te piękne zwyczaje. 

Dobre uczynki adwentowe

Pobożni katolicy wiedzieli, że trzeba przed Panem stanąć z dobrymi uczynkami, dlatego starano się podczas Adwentu wzajemnie sobie pomagać, szczególnie ludziom starszym i biednym. Pięknym zwyczajem była na wsi tzw. szara godzina. Pod wieczór, gdy już skończono codzienne zajęcia gospodarskie, gdy robiło się szaro, coraz ciemniej, wszyscy domownicy: dziadkowie, rodzice, dzieci, zbierali się w kuchni, najlepiej w pobliżu płyty. Nie palono jeszcze lampy. Rozważano w ciszy swoje życie, zastanawiano się nad nim, nie brakowało też cichej modlitwy. Starsi, szczególnie dziadkowie, opowiadali dzieciom, wnukom, jak to było dawniej, jakie były tradycje, zwyczaje; przypominali też dzieje naszej Ojczyzny.

Spowiedź adwentowa

Warto w naszej polskiej tradycji kultywować niektóre piękne zwyczaje, zwłaszcza udział w roratach; trzeba skorzystać z rekolekcji adwentowych i sakramentu pokuty,  przystępować do Komunii św. Możemy też we wspólnocie rodzinnej śpiewać pieśni adwentowe, razem modlić się i czytać Pismo Święte lub książki religijne i na ich temat rozmawiać. Warto też wyciszyć się, zrezygnować choć trochę ze słuchania muzyki czy oglądania telewizji  i w adwencie uczynić więcej dobrego niż to zwykle czynimy.

Św. Mikołaj

W pierwszej części adwentu, 6 grudnia przeżywany wspomnienie św. Mikołaja Biskupa, który zasłynął z wielkiej dobroci dla potrzebujących. Od wieków trwa tradycja obdarowania innych w tym prezentami.  

      Adwent to oczekiwanie a nie świętowanie                     

Następuje coraz większa komercjalizacja świąt Bożego Narodzenia. Już od początku adwentu krzyczące reklamy supermarketów i domów towarowych - wzywają nas do zakupów i troski tylko o ten jeden wymiar przygotowania do świąt. Rozlegające się kolędy ze stoisk z płytami i kasetami tworzą już atmosferę świąteczną. Przyzwyczajamy się coraz bardziej do tego. Tymczasem jest to poważny problem. Bowiem często z komercjalizacją łączy się desakralizacja.

- Ale św. Mikołaj już kojarzy się raczej z Laponią, a nie z biskupem chrześcijańskim działającym na przełomie III i IV wieku w Azji Mniejszej.- To prawda. Zastanawiam się jednak, na ile jest to nieuchronna konsekwencja tego, że PRL na kilkadziesiąt lat w ogóle zamieniła go na Dziadka Mroza. Powstało puste pole i dlatego łatwiej było wprowadzić coś nowego - takiego Dziadka Mroza z Laponii. Mikołaj chodzi przez cały odwent i to w róznych celach.

Duch Adwentu jest duchem nadziei i radosnego oczekiwania, ale nie świętowaniem z wyprzedzeniem. Nie jest łatwo utrzymać tego ducha w obliczu nacisków komercji, które przemieniły tygodnie przed Bożym Narodzeniem w istne szaleństwo zakupów i rozrywki. Powinniśmy przezwyciężać ten komercjalizm i lepiej rozumieć i przeżywać ten okres.

 

       Czekamy z tęsknotą na Pana                                                   



Wchodzimy w nowy okres Kościoła, okres Adwentu. Jest to czas wielkiego oczekiwania na Chrystusa, oczekiwania na Boże Narodzenie, na Jego wejście do naszego codziennego życia. 

      Tegoroczny Adwent, przeżywamy jako początek roku poświęconego w szczególny sposób poszukiwaniu Jezusa Chrystusa w naszym życiu. Niech ten adwent i cały rok będą czasem owocnego poszukiwania Chrystusa w liturgii, w modlitwie, w słowie Bożym, w sakramentach, w życiu codziennym i w drugim człowieku. Nie lękaj się Chrystusa, nie lękajmy się otworzyć mu drzwi naszych serc. Miejmy świadomość, że jest to czas naszego osobistego adwentu. Umiejmy się  wyciszyć, wejść w siebie i podejmować mądre, zgodne z wolą Bożą, decyzje. 
Wołajmy z radością i ufnością :

Przyjdź, Panie Jezu!

 

Chrystus Król

Królestwo Boże jest nazwane Królestwem Chrystusa. Bo właśnie On to królestwo zrealizował. Kiedy? Św. Cyprian pytał retorycznie: Czyż był taki czas, kiedy Bóg nie królował? Owszem, zawsze królował.
Królestwo Chrystusowe jest odwieczne. Z racji swego Bóstwa Chrystus jest współistotny Ojcu. Bóg zaś jest Panem historii. Jego królestwo jest i będzie królestwem wiekuistym.
Z racji na swe Człowieczeństwo Jezus objawił siebie jako Tego, który ustanawia królestwo Boże w dziejach ludzkich. Rozpoczynając swe mesjańskie posłannictwo, zapowiedział: Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże (Mk 1,15). On to królestwo zrealizował całym swoim życiem. Wtedy, gdy akceptował i spełniał całą wolę Ojca. Nic nie zostało tu nie wypełnione. Owszem, wszystko zostało spalone w całopalnej ofierze posłuszeństwa. Znakiem tego jest krzyż. Właśnie krzyż jest tronem królewskim Chrystusa. Jest on znakiem tryumfu jedynego Zbawiciela świata. Dla nas zaś krzyż jest drogą, którą dążymy do współkrólowania z naszym Panem.
Wszystkie tajemnice Jezusa: Epifania, Zmartwychwstanie i Wniebowstąpienie to święta Chrystusa Króla. Uroczystość Chrystusa Króla jeszcze raz ukazuje nam Jezusa jako Tego, który przez swą drogocenną Krew wysłużył nam królestwo Boże.
Jakie jest to królestwo?
Ono nie jest z tego świata. Ono jest na tej ziemi, ale nie z tej ziemi. Ma ono bowiem charakter duchowy. Rozwija się w świecie, ale swój ostateczny cel znajduje dopiero w niebiosach.
Jezusowe królestwo jest królestwem prawdy i życia, królestwem łaski i świętości, królestwem miłości, sprawiedliwości i pokoju. Ta cała Pełnia - jak mówi św. Paweł - zamieszkała w Nim, czyli w Jezusie (por. Kol,19). Chrystus w pełni i definitywnie zrealizował królestwo Boże. On jest więc naszym Królem i naszym Królestwem (Basilea).
To królestwo jest bliskie, jest pośród nas. A przecież ono musi do nas ciągle przychodzić, wśród nas się objawiać. Bo my jesteśmy jeszcze dalecy od prowadzenia życia zgodnego z wolą naszego Króla. Dlatego Chrystus uczy nas codziennie wołać: Przyjdź królestwo Twoje! (Mt 6,10). Nakazuje nam też szukać tego królestwa: Starajcie się najpierw o królestwo Boże (Mt 6,33). Te polecenia Chrystusa ludzkość będzie wypełniać tak długo, aż to królestwo osiągnie swą pełnię. Stanie się to w eschatycznej wieczności. Tam Chrystus uroczyście ofiaruje Ojcu swoje królestwo. Nastanie wiekuiste królestwo Trójjedynego. Tam jest też miejsce przygotowane dla nas.

Zasięg królestwa
A tu na ziemi gdzie jest Chrystusowe królestwo? Największym jego polem jest świat. Przez swe Wcielenie i Odkupienie Jezus jest Zbawicielem wszechświata i człowieka. On jest prawdziwym Królem wszelkiego stworzenia.
Św. Augustyn przypominał chrześcijanom: Jezus Chrystus zawsze królował na ziemi. Czynił to od samego założenia świata. Przecież świat został przez Niego stworzony i odkupiony.
Do tego świata, który jest w złym położony (por. 1J 5,19), ma przyjść królestwo Jezusowe, bo świat nie poznał jeszcze i nie uznał Chrystusa. On woła: Nie chcemy, ażeby Ten królował nad nami (Łk 19,14). Wielkie rzesze ludzkie wciąż wołają: Nie chcemy Ewangelii, nie chcemy przykazań, nie chcemy krzyża, nie chcemy Kościoła. Litania owych "nie chcemy" jest długa. I to wskazuje, że świat potrzebuje przede wszystkim wyzwolenia z grzechu. Wiedział o tym św. Paweł i dlatego wbrew światu wołał: Oportet illum regnare - trzeba, aby On królował (1Kor 15,25). Trzeba gorącej modlitwy za świat, aby otworzył drzwi Chrystusowi do wielu narodów, do kultur, do polityki, do ekonomii, a zwłaszcza do ludzkich serc.
Dziś konieczna jest pozytywna praca nad rozwojem królestwa Bożego na ziemi. Trzeba wszystko odnowić w Chrystusie (por. Ef 1,10). Cały wszechświat ma być skierowany ku Chrystusowi. Trzeba niejako "uchrystusowić świat" tak, aby nikt nie był i nic nie było wyjęte spod królewskiej władzy naszego Pana.
Drugim polem królestwa Bożego jest Kościół. To jest pole uprzywilejowane. Chrystus już króluje w Kościele. Czyni to przez swoje słowo (Objawienie), przez sakramenty święte, a zwłaszcza przez działanie Ducha Świętego. A jednak również Kościół musi nadal szukać królestwa. Potrzebna jest mu bowiem wielka świętość moralna. Cały lud Boży ma stać się tym, kim być powinien: królewskim kapłaństwem, ludem świętym, światłem na świeczniku, zaczynem odnowy świata, miastem na górze położonym. Autentyczni chrześcijanie chcą więc świadomie rozszerzać królestwo Jezusowe w swych wspólnotach. Oni proszą: Chryste, bądź Panem całej wspólnoty Kościoła!

Królestwo w nas
Przebogata jest rzeczywistość królestwa Chrystusowego. Najgłębiej realizuje się ona w człowieku. Jezus powiedział: Królestwo Boże jest w was (Łk 17,21). Polem poszukiwania tego królestwa jest nasze życie. Cóż to oznacza? To, że szukanie tego królestwa trzeba zacząć od siebie. Ono ma być w nas, w naszym sercu. A czy tam jest? Na ile jest? Odpowiedzi udziela nam św. Paweł: Niechże grzech nie króluje w waszym śmiertelnym ciele (Rz 6,12). Tam, gdzie panuje grzech – misterium iniquitatis – tam nie ma królestwa Bożego. Królestwo grzechu wyklucza królestwo Jezusowe. Każdy grzesznik podlega władcy tego świata (Orygenes). W nim rządzi grzech.
Królestwo Boże rozpoczyna się więc tam, gdzie w nas kończy się królestwo grzechu. Bóg zagarnia nas wtedy dla Siebie. On przebywa w człowieku Sobie oddanym. W nim zamieszkuje i obdarza go bogactwem swej łaski. I wtedy Chrystus rzeczywiście jest Królem ludzkiego serca.

Nasz Pan tego właśnie pragnie, aby mógł stać się Królem naszych serc. Trzeba więc, aby On – we współpracy z nami – opanował wszystkie nasze władze. Nasz umysł ma być olśniony Bożą prawdą. Nasza wola ma coraz pełniej zjednoczyć się z wolą Najwyższego, nasze serce ma zawsze sycić się Bożą miłością. Nasze ciało ma być rzeczywiście świątynią Ducha Świętego. Całe nasze jestestwo ma stać się przestrzenią królestwa Chrystusowego.
Każdy z nas może w ten sposób stać się alter Christus - drugim Chrystusem, a poniekąd ipse Christus, czyli samym Chrystusem. Całe życie chrześcijanina jest wówczas realizowaniem Jezusowego królestwa. Tak w nas, jak i wokół nas. Trzeba przy tym pamiętać, że istotą i streszczeniem tego królestwa jest miłość. Miłość jest też pierwszym i najważniejszym prawem królestwa Bożego.

Posłańcy Króla
Chrystus Król posyła swych uczniów na cały świat, aby tam stawali się narzędziami realizacji królestwa Bożego. Każdy chrześcijanin, godny tego imienia, jest apostołem, czyli posłanym. Nasz Król jest bowiem obecny w nas. On promieniuje w nas i przez nas. Promieniuje swą prawdą, miłością i łaską.
Człowiek oddany swemu Panu może powiedzieć: moje modlitwy, wysiłki, cierpienia nie są wyłącznie moimi. One w znacznym stopniu są też zakomunikowane innym. Tak więc jesteśmy przedłużeniem życia i dzieła Chrystusowego. Nasze bycie z Chrystusem jest nie tylko moją sprawą prywatną. Chrystus jest obecny w nas, aby przez nas był obecny w Kościele i w świecie. Nasza osobista komunikacja z Chrystusem przyjmuje wymiar społeczny, misyjny, uniwersalny.
Przeróżne są formy współpracy z Jezusem w rozszerzaniu Jego królestwa. Najważniejsze jest świadectwo życia chrześcijańskiego. Chrześcijanin jest "królem" przez to, że panuje nad swymi namiętnościami. Jego królewskość okazuje się przez panowanie nad sobą zgodnie z zasadami prawa Bożego.

Człowiek, który całym sercem kocha swego Pana, woła w swej duszy nieustannie: Przyjdź królestwo Twoje! Ta prośba jest przedmiotem jego gorących pragnień. Kto zaś szczerze woła: Przyjdź królestwo Twoje!, ten od razu dodaje: Bądź wola Twoja. Pragnienie królestwa Bożego łączy się bowiem zawsze z oddaniem się do dyspozycji swego Pana. Taka szczera i głęboka modlitwa jest potęgą bez granic, jest dźwignią, która podnosi cały świat (św. Teresa od Dzieciątka Jezus).
Apostołami Chrystusa w szczególny sposób są ludzie cierpiący, o ile swoje udręki i cierpienia przyjmują oraz ofiarowują Bogu z miłością. Wielu z nich składa całe swoje życie za sprawę szerzenia królestwa Bożego.
Królować – to służyć! Jeśli Jezus Chrystus króluje w naszych sercach, to nie będziemy nikomu szkodzić, ale będziemy innym służyć. Nasza codzienna praca i służba jest wówczas dawaniem świadectwa o naszym Królu. Obok świadectwa osobistego potrzebne jest też świadectwo wspólnotowe. W dobie nowej ewangelizacji każda wspólnota chrześcijańska: rodzina, ruch, parafia, diecezja, powinna rozszerzać granice miłości aż po krańce ziem.

ks. Józef Bakałarz TChr

Biskup Stanisław Budzik metropolitą lubelskim

Bp Stanisław Budzik, sekretarz generalny Konferencji Episkopatu Polski 27 września został mianowany przez papieża Benedykta XVI arcybiskupem metropolitą lubelskim. Ingres abpa Stanisława Budzika do archidiecezji odbędzie się 22 października.

„To wyzwanie wielkie i trudne – powiedział bp Budzik dziennikarzom tuż po ogłoszeniu nominacji. – Wyzwanie, które można podjąć tylko wtedy, jeżeli jest się wewnętrznie przekonanym, że gdy Pan Bóg stawia przed nami trudne zadanie, to równocześnie daje nam siłę, abyśmy to zadanie mogli zrealizować” – dodał hierarcha, który będzie następcą zmarłego w lutym br. abp. Józefa Życińskiego.

59-letni bp Stanisław Budzik, nowy arcybiskup lubelski i Wielki Kanclerz KUL jest doktorem habilitowanym teologii, był profesorem nadzwyczajnym Papieskiej Akademii Teologii w Krakowie.

Jest członkiem Rady Stałej KEP, Komisji Wspólnej Przedstawicieli Rządu RP i KEP, przewodniczącym Kościelnej Komisji Konkordatowej, przewodniczącym Rady Programowej KAI oraz członkiem Zespołu do rozmów z Rosyjskim Kościołem Prawosławnym.

Urodził się 25 kwietnia 1952 w Łękawicy k. Tarnowa. Wyświęcony na kapłana został 29 maja 1977 r. przez bp. Jerzego Ablewicza. Po święceniach kapłańskich uzyskał doktorat z teologii w Innsbrucku w Austrii. Habilitował się na Wydziale Teologicznym Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie.

Był dyrektorem diecezjalnej Caritas, sekretarzem Komisji Episkopatu ds. Wydawnictw Katolickich, konsultorem Rady Episkopatu ds. Apostolstwa Świeckich, delegatem ds. Ruchu Światło-Życie, członkiem Rady Programowej tarnowskiego Radia Dobra Nowina, dyrektorem diecezjalnego wydawnictwa „Biblos”.

W latach 1998-2004 był rektorem Wyższego Seminarium Duchownego w Tarnowie i wykładowcą teologii dogmatycznej w miejscowym Instytucie Teologicznym. Papież Jan Paweł II mianował go biskupem pomocniczym diecezji tarnowskiej i biskupem tytularnym Hólar (Islandia). Sakrę biskupią przyjął 3 kwietnia 2004 roku. Hasło jego biskupiego zawołania brzmi: „In virtuti crucis” („W mocy krzyża”).

Podczas 340. zebrania plenarnego KEP, obradującego w Kamieniu Śląskim w dniach 15-17 czerwca 2007 r., biskupi powierzyli mu funkcję sekretarza generalnego na pięcioletnią kadencję.

Podczas pełnienia tej funkcji spotykał się z różnymi środowiskami Kościoła i przedstawicielami władzy, koordynował prace Episkopatu Polski, poznawał także problemy Kościoła w innych krajach.

Już w chwili objęcia stanowiska podkreślał jednak, że najważniejsze są dla niego dobre relacje z ludźmi oraz to, że rozpoczyna pracę w dobrze już działającej instytucji. Według niego „powołaniem każdego chrześcijanina, a zwłaszcza pracowników Sekretariatu jest oddana służba Kościołowi, a przez to Bogu i służba człowiekowi”.

Przejmując urząd sekretarza generalnego (po bp. Piotrze Liberze) podkreślał, że choć Sekretariat funkcjonuje dobrze i dynamicznie, to należy dołożyć wszelkich starań, by lepiej odpowiadać na aktualne wyzwania. Bp Budziak miał znaczący wkład w opracowanie nowego statutu KEP, który – po zatwierdzeniu przez Stolicę Apostolską – wszedł w życie w październiku 2009 r.

Za jego kadencji podpisano nowe porozumienie z TVP i Polskim Radiem. Przy udziale bp. Budzika doszło do zawarcia ugody między Polskim Autokefalicznym Kościołem Prawosławnym w Polsce i Kościołem greckokatolickim w Polsce co do powrotu niektórych dóbr spornych.

Jako sekretarz generalny KEP reprezentował Episkopat w kontaktach z władzami państwowymi w sprawach dotyczących stosunków między Kościołem a państwem, podejmując na forum Komisji Wspólnej Przedstawicieli Rządu RP i KEP takie kwestie jak konieczność wprowadzenia polityki prorodzinnej, problem ustawodawstwa dotyczącego zapłodnienia in vitro czy miejsce nauki religii w systemie edukacji.

Jako sekretarz Episkopatu z satysfakcją przyjął fakt zakończenia na początku br. prac Komisji Majątkowej. Podkreślał wówczas, że strona kościelna od dawna strona kościelna zabiegała o to, by jej prace postępowały szybciej, ponieważ były zaplanowane na znacznie krótszy czas, a trwały niezmiernie długo. „Podmioty kościelne nie mogły doczekać się tej sprawiedliwości, którą zagwarantowała im ustawa o stosunku Państwa do Kościoła z 1989 r. Stanowiła ona, że Kościół może odzyskać te nieruchomości, które zostały mu zagrabione z pominięciem komunistycznego prawa” – mówił w marcu br.

Zdaniem bp. Budzika Komisja Majątkowa spełniła ważną rolę dziejową, to, co Kościołowi zostało zabrane wbrew prawu komunistycznemu, w znacznej mierze zostało odzyskane. Ostrzegł też wówczas przed zbyt łatwym rzucaniem oskarżeń na prace Komisji, gdyż spośród ponad 3 tys. rozstrzygniętych przez nią spraw, zaledwie 11 jest podważanych i to jeszcze beż żadnego wyroku.

Bp Budzik jest także członkiem Zespołu KEP do rozmów z Rosyjskim Kościołem Prawosławnym. Zorganizowano już kilka spotkań, których efektem ma być dokument o wkładzie obydwu Kościołów w dzieło pojednania polsko-rosyjskiego. „W obliczu tego, co dzieje się w świecie i w Europie, Kościoły potrzebują wspólnego namysłu nad wartościami, których nie wolno nam zatracić. Sytuacja, w jakiej znajduje się Europa, wymaga wspólnego głosu chrześcijan. Jest to kolejny motyw dialogu. Warto przywołać apel Jana Pawła II, który marzył o tym, aby Europa oddychała oboma swymi płucami: wschodnim i zachodnim” – mówił w wywiadzie dla KAI.

Po opublikowaniu na łamach „Gazety Wyborczej” słynnym już liście o. Ludwika Wiśniewskiego stanowczo zaprzeczał twierdzeniu o podziałach w Episkopacie, tym bardziej, o „podziałach gorszących”. „Jest owszem różnica zdań, dyskusja, nawet polemika. Ale to jest rzeczą normalną, naturalną, a nawet konieczną. Jest to zwyczajna droga dochodzenia do słuszności i prawdy” – wyjaśniał.

Nie podziela też wypowiadanej niekiedy opinii, iż Kościół w Polsce musi mieć „przywódcę” dodając, że ktoś taki był potrzebny w czasach konfrontacji Kościoła z komunizmem i wyrósł w osobie kard. Wyszyńskiego. „W czasach normalnych – jakie teraz mamy – koncepcja działania Kościoła jest inna” – ocenia.

Bp Budzik nie zgadza się z tezą, że odmienne wypowiedzi biskupów na tematy społeczne czy polityczne powoduję zagubienie wśród wiernych. „Nie rozumiem tego typu zarzutów. Tym bardziej, że często słychać je ze strony środowisk, które cenią sobie pluralizm, różnicę stanowisk i głoszą tolerancję. Natomiast od Kościoła zamiast 'symfonii' oczekuje się 'monotonii', domaga się, aby wszyscy na każdy temat mówili jednym głosem. Przecież nawet w wymiarze religijnym istnieją różne drogi prowadzące do wiary w Boga. A co dopiero w kwestiach społecznych czy politycznych” – mówił sekretarz episkopatu w wywiadzie dla KAI w grudniu ub. roku.

Działał też aktywnie na forum międzynarodowym, nawiązując liczne kontakty z innymi Episkopatami. Szczególnie intensywnie wyglądała współpraca Episkopatów Polski i Niemiec. Już niedługo po wyborze na stanowisko sekretarza generalnego, uczestniczył w zebraniu plenarnym biskupów niemieckich, aby skorzystać z doświadczeń funkcjonowania tamtejszego Episkopatu.

W Sekretariacie Episkopatu Polski przyjmował wielokrotnie biskupów z różnych części Europy i świata, gościł też przedstawicieli świata nauki i kultury z kraju i zagranicy.

Ponadto jako gospodarz Sekretariatu Episkopatu Polski wielokrotnie uczestniczył w organizowanych tu konferencjach prasowych zapowiadających np. Dzień modlitw i pomocy Kościołowi na Wschodzie czy Wigilijne Dzieło Pomocy Dzieciom oraz w wielu innych spotkaniach, w tym o charakterze ekumenicznym.

Tuż po ogłoszeniu papieskiej nominacji bp. Budzika na arcybiskupa metropolitę lubelskiego, przypomniał on, że na początku nowego tysiąclecia Jan Paweł II skierował do Kościoła wezwanie, by czynić Kościół domem i szkołą komunii oraz, że stały się one inspiracją dla programu duszpasterskiego Kościoła w Polsce w ostatnich latach. „Te słowa chciałbym uczynić swoim własnym programem i programem dla Kościoła, któremu mam służyć: czynić archidiecezję lubelską domem i szkołą komunii, to znaczy takiej jedności i wspólnoty, która bazuje na miłości, która jest wspólnotą serc otwartych na Boga i człowieka” – zadeklarował bp Stanisław Budzik.

„Wyrażamy wielką radość i satysfakcję, że diecezja nie jest już osamotniona” – powiedział bp Mieczysław Cisło, który w obecności zebranych biskupów pomocniczych odczytał komunikat nuncjusza apostolskiego w Polsce i poinformował o dalszych działaniach. Administrator archidiecezji lubelskiej przedstawiając nowego metropolitę powiedział, że jest to „człowiek z charakterem, z dużym doświadczeniem ogólnokościelnym”.

Ingres nowego arcybiskupa lubelskiego do archikatedry odbędzie się 22 października o godz. 11.00, we wspomnienie bł. Jana Pawła II.

Gratulacje arcybiskupowi-nominatowi przekazał m.in. Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II. Jako metropolita lubelski abp Stanisław Budzik będzie jednocześnie Wielkim Kanclerzem tej uczelni. Do jego kompetencji należeć będzie sprawowanie bezpośredniego nadzoru nad KUL. W statucie uczelni zapisano, że Wielki Kanclerz reprezentuje on Stolicę Apostolską i inne władze kościelne wobec uniwersytetu oraz uniwersytet wobec Stolicy Apostolskiej i innych władz kościelnych, a w sprawach szczególnej wagi także wobec władz państwowych.

Poinformował, że wyboru jego następcy na stanowisku sekretarza generalnego KEP dokonają biskupi podczas zebrania plenarnego, które odbędzie się za trzy tygodnie w Przemyślu.

Arcybiskup-nominat jest wybitnym znawcą współczesnej teologii dogmatycznej, autorem ponad stu artykułów oraz autorem, współautorem lub redaktorem kilkunastu książek. Przełożył też na język polski trzy dzieła słynnego teologa Hansa Urs von Balthasara.

Jest też miłośnikiem poezji – Staffa, Herberta i ks. Jana Twardowskiego; słucha muzyki poważnej (zwłaszcza Mozarta) jeździ na nartach, pływa, wędruje pieszo i na rowerze.

Publikujemy komunikat Nuncjatury Apostolskiej w Polsce

Ojciec Święty Benedykt XVI


mianował arcybiskupem metropolitą lubelskim, biskupa tytularnego Hólar i sekretarza generalnego Konferencji Episkopatu Polski, Stanisława Budzika.

Warszawa, 26 września 2011 roku.

Abp Celestino Migliore

Nuncjusz Apostolski

Jan Paweł II – błogosławionym

 

Papież Jan Paweł II zostanie ogłoszony błogosławionym już 1 maja tego roku, w pierwszą niedzielę po Wielkanocy – niedzielę Miłosierdzia Bożego. - Cieszył się ogromną opinią świętości za życia, kiedy umierał i po śmierci – ogłosił Watykan.

Cokolwiek robił, zaczynał od modlitwy

W dniach, które nastąpiły po uznaniu cudu i ogłoszeniu daty beatyfikacji, miałam okazję rozmawiać z wieloma osobami, które doskonale znały Jana Pawła II. Wszyscy jak refren powtarzali jedno: Cokolwiek robił, zaczynał od modlitwy.

Przypomniałem sobie pierwszą prywatną Mszę Świętą, w której dane mi było uczestniczyć w papieskiej kaplicy w Watykanie. Kiedy w gronie kilku osób weszliśmy do środka, Jan Paweł II, zatopiony w modlitwie, klęczał przed tabernakulum. Dopiero po liturgii rozmawiał z przybyłymi gośćmi. Na kolejnej Mszy dostrzegłem na papieskim klęczniku plik karteczek z różnymi intencjami nadsyłanymi z najodleglejszych zakątków świata. Zapytał mnie: czy to już wszystko? Ja zrobiłem rachunek sumienia i stwierdziłem, że jak najdokładniej przedstawiłem przebieg planowanego spotkania. Papież popatrzył na mnie i spytał: a kiedy czas na modlitwę? No fakt, zapomniałem.

To relacja kard. Jozefa Tomko, emerytowanego prefekta Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów, który kardynała Karola Wojtyłę poznał w 1969 roku.

Słowacki kardynał wspomina, że Papież zawsze modlił się za ludzi, z którymi miał się spotkać, niezależnie od tego, czy były to koronowane głowy, prezydenci i politycy czy prości ludzie przychodzący chociażby na papieską liturgię czy spotykani w czasie środowej audiencji.

Jan Paweł II, kiedy chciał się pomodlić, potrafił dosłownie zniknąć z oczu swojej ochronie. Zresztą tak bywało zanim został papieżem. Ojciec Andrzej Koprowski SJ wspomina czasy, kiedy w latach 70. był duszpasterzem akademickim w Lublinie:

Na inaugurację roku akademickiego na KUL przyjechał kardynał krakowski. Msza św. w kościele akademickim, potem oficjalne uroczystości, obiad i kardynał odjeżdża. Ówczesny rektor o. Krąpiec OP odprowadzał gościa do samochodu, ale gdzieś się na moment zagadał. Po chwili był już przy samochodzie, ale okazało się, że nie ma kardynała. Dziesiątki sekund wydają się wiekiem, poszukiwania bez rezultatu. Rektor, który lubił mieć sytuację pod kontrolą, podenerwowany zwraca się do mnie: Gdzie jest Wojtyła? Kardynał zginął! Z miną niewiniątka napomknąłem, że pewnie jest w kościele. Podbiegliśmy. Kardynał klęczał, odprawiając drogę krzyżową.

Na początku pontyfikatu powiedział "Nie lękajcie się" i sam nigdy niczego się nie bał. Niezależnie od sytuacji był świadkiem Boga. Siłą jego posługi była modlitwa. "Nieraz leżał krzyżem na podłodze kaplicy i rozmawiał z Chrystusem" – wspomina Arturo Mari, który jako osobisty fotograf przez cały pontyfikat nie odstępował Papieża na krok. "Szczególnie, kiedy miał do rozwiązania trudne sprawy, mówił do Boga na głos. Modlił się po polsku. Z tych paru słów, których się nauczyłem, mogłem zrozumieć, jak błagał: pomóż mi Boże, przymnóż mi sił, wzmocnij moją wiarę. On prosił o pomoc – opowiada Mari. – Wszystko, co robił, najpierw dokonywało się w jego kaplicy. W czasie pielgrzymek potrafił na modlitwę wstawać o piątej rano czy trwać na niej do późna w nocy".

Postulator w procesie beatyfikacyjnym ks. Sławomir Oder mówi, że modlitwa Jana Pawła II była często mistyczna.

"Kapłaństwo Jana Pawła II jest tak pięknym, w pełni zrealizowanym, ponieważ jest to człowiek Boży, który jest sługą ludzi, aby i oni mogli spotkać Boga – podkreśla ks. Oder. – A więc kapłaństwo głęboko przeżywane, często mistyczne, a z drugiej strony tak bliskie drugiego człowieka, że dotknęło nie tylko tych, którzy wierzą w Chrystusa, ale również i tych, którzy nigdy nie mieli okazji Go poznać".

I to jest właśnie ta wyrzeźbiona w czasie modlitwy tajemnica świętości Jana Pawła II. Przez wszystkie lata pontyfikatu nie przywiązywał do siebie, ale do Chrystusa i Kościoła. W najtrudniejszych dla siebie chwilach nigdy nie prosił o zdrowie dla siebie. Jan Paweł II modlił się, by do końca wypełnić wolę Bożą.

Byłam chora i nagle wyzdrowiałam

"Wciąż zadaję sobie pytanie, dlaczego to ja zostałam wybrana?" – mówi siostra Marie Simon Pierre, której niewytłumaczalne z medycznego punktu widzenia uzdrowienie z choroby Parkinsona uznano za cud potrzebny do beatyfikacji Jana Pawła II. Francuska zakonnica zauważa, że odpowiedź na pytanie "dlaczego?" pozostanie tajemnicą. "Bez wątpienia są inne osoby, inne dzieci bardziej chore wokół mnie" – mówi, podkreślając, że jej najbliżsi od początku byli przekonani, iż została cudownie uzdrowiona.

Należąca do Zgromadzenia Małych Sióstr Macierzyństwa Katolickiego zakonnica chorowała na Parkinsona, chorobę, która ostatecznie doprowadziła do śmierci Jana Pawła II. Pracując od lat w klinice położniczej, była zaangażowana w ochronę życia, problem tak drogi Ojcu Świętemu.

- Czuję się tak, jakbym narodziła się na nowo – wyznaje siostra Marie Simon Pierre. Metalowe okulary, a za nimi roześmiane oczy. Aż trudno uwierzyć, że kilka lat temu jej twarz wykrzywiał grymas, który wielu ludzi brało za nienaturalny uśmiech. Swą chorobę dzieliła z Janem Pawłem II. Od niego czerpała siłę i nadzieję. Jednocześnie patrzenie na cierpiącego Papieża sprawiało jej ból.

- Ukazywało mi, jaka będę za kilka lat. Nie było mi łatwo, bo jestem przecież młoda – wyznaje. Śmierć Jana Pawła II przyjęła jako stratę przyjaciela, który ją rozumiał i dawał jej siły. 

- Zawalił mi się świat. Czułam coraz większą pustkę, ale jednocześnie miałam pewność, iż był On nieustannie obecny – mówi. Po śmierci Papieża stan zakonnicy zaczął się gwałtownie pogarszać. Kiedy nie była już w stanie utrzymać się na nogach, poprosiła przełożoną, by zwolniła ją z pełnionych obowiązków. Ona nalegała, by jeszcze się nie poddawała. Dodała: "Jan Paweł II jeszcze nie powiedział ostatniego słowa".

13 maja Benedykt XVI otworzył proces beatyfikacyjny Jana Pawła II. Dzień później jej siostry ze wszystkich wspólnot we Francji i w Afryce modliły się za jego wstawiennictwem o uzdrowienie.

- Modlitwy trwały bez przerwy aż do chwili, kiedy stwierdzono, że jestem zdrowa – opowiada s. Marie Simon Pierre. Niewytłumaczalne z naukowego punktu widzenia natychmiastowe ustąpienie wszystkich objawów choroby Parkinsona nastąpiło dokładnie dwa miesiące po śmierci Papieża. Neurolog leczący od 4 lat siostrę Marie Simon Pierre nie mógł ukryć swego zdziwienia. Zdeklarowany agnostyk stwierdził, że znalazł się w obliczu "czegoś", czego posiadana przez niego wiedza nie jest w stanie wytłumaczyć. Ustąpienie choroby było natychmiastowe i trwałe. Obecnie po latach badań i szczegółowych konsultacji medycznych Kościół swym autorytetem potwierdził, że francuska zakonnica została cudownie uzdrowiona za wstawiennictwem Jana Pawła II. To zakończyło jego proces beatyfikacyjny.

Grób w kaplicy św. Sebastiana

Grób Jana Pawła II zostanie przeniesiony z Grot Watykańskich do bazyliki. Trumna nie zostanie otwarta. Oznacza to, że nie będą teraz pobierane relikwie, a zabalsamowane ciało bł. Jana Pawła II nie zostanie wystawione na widok publiczny.

Przenosiny ciała podyktowane są tradycją oraz względami praktycznymi, należy się bowiem spodziewać, że miejsce spoczynku bł. Jana Pawła II stanie się celem pielgrzymek na ogromną skalę. Trumna zostanie umieszczona pod ołtarzem w kaplicy św. Sebastiana.
Znajdujące się tam obecnie szczątki bł. papieża Innocentego XI zostaną przeniesione do leżącej w głębi bazyliki kaplicy Przemienia Pańskiego. O tej zamianie przesądził fakt, że kaplica św. Sebastiana znajduje się tuż przy wejściu do bazyliki, co ułatwi dostęp pielgrzymów. Jednocześnie leży w prestiżowym miejscu między słynną Pietą Michała Anioła a kaplicą Najświętszego Sakramentu. Trumna zostanie umieszczona za prostą marmurową płytą z łacińskim napisem: Beatus Ioannes Paulus II.

Beata Zajączkowska
(Rzym, Radio Watykańskie)

Cudowny Medalik


Niema modlitwa

Coraz rzadziej wśród młodzieży widzimy zawieszoną na szyi małą blaszkę z wizerunkiem Maryi czy świętych. Mowa oczywiście o medaliku. Sami nie zdajemy sobie nieraz sprawy, że stanowi on osobiste wyznanie wiary, a jednocześnie prośbę o wstawiennictwo przed Bogiem, o dar bycia świętym. Medalik to jakby niema modlitwa noszona w sercu i kierowana do nieba bezustannie: podczas pracy, odpoczynku i snu.

Najbardziej rozpowszechnionymi medalikami na świecie są Medalik Niepokalanego Poczęcia, zwany powszechnie Cudownym Medalikiem oraz Medalik św. Benedykta. Dziś zapoznamy się z Cudownym Medalikiem.

Objawienie

Historia Cudownego Medalika rozpoczyna się 27 listopada 1830 roku, kiedy to nieznanej nikomu nowicjuszce Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo, Katarzynie Labouré, objawia się Matka Boża. Podczas tego objawienia usłyszała ona słowa: "Postaraj się o wybicie i rozpowszechnienie medalika według tego wzoru. Wszyscy, którzy będą go nosić z ufnością i wiarą, otrzymają wiele łask".

Św. Katarzyna zobaczyła dwie strony medalika. Na awersie postać Maryi, wyciągającej ku ziemi ręce, z których emanują promienie oznaczające łaski zlewane na ludzi. Maryję otacza napis: "O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy". Rewers obejmuje znak krzyża, z umieszczoną pod nim literą "I" oraz "M" (Immaculata Maria - Niepokalana Maryja). Poniżej dwa serca - jedno z koroną cierniową, drugie z koroną z róż, przebite mieczem. Symbolizują one miłość Jezusa i Maryi wobec ludzi oczekujących na łaski.

Katarzyna nie uczyniła ze swego objawienia sprawy publicznej - zwierzyła się jedynie swojemu spowiednikowi, księdzu Aladel. Ona sama pracowała w przytułku w Paryżu jako kucharka i praczka, zajmowała się hodowlą krów, wreszcie była furtianką. Dopiero po jej śmierci odczytano - spisaną na polecenie spowiednika - relację o objawieniach i od tej pory Medalik, wkrótce nazwany Cudownym, zaczął być powszechnie noszony jako źródło łaski. Ksiądz Aladel zwlekał początkowo z wybiciem medalika. W końcu zdecydował się przedstawić całą sprawę arcybiskupowi Paryża - de Quelen, a gdy ten okazał się przychylny, medalik wybito w 1832 roku w ilości 1500 egzemplarzy.

Cuda i łaski

Na cuda i łaski nie trzeba było długo czekać. Już w tym samym roku ośmioletnia Karolina Nenain z parafii Saint-Germain-l'Auxerrois, zarażona cholerą, odzyskuje zdrowie dzień po tym, jak siostry dają jej Medalik. Rok później, 13 czerwca, wojskowy z Alençon, znany "ateista i bluźnierca", któremu siostry wręczyły Medalik, zaczyna się modlić.

W styczniu 1842 r. dochodzi do jednego z bardziej spektakularnych cudów w historii Kościoła. Młody, francuski Żyd, Alfons Ratizbone, któremu wcześniej przyjaciel zakłada Medalik na szyi, wstępuje na chwilę do świątyni S. Andrea della Fratte w Rzymie. Widząc w bocznej kaplicy wizerunek pięknej Pani z Cudownego Wizerunku, klęka. W tym momencie doznaje olśnienia i z kościoła wychodzi nawrócony. 31 maja 1842 r. w klasztorze Jezuitów przyjmuje chrzest i przystępuje do Komunii św. Cztery dni później jego nawrócenie zostaje uznane dekretem papieskim za prawdziwe działanie Boże za wstawiennictwem Najświętszej Maryi Panny. Alfons zostaje księdzem i zakłada zgromadzenie Matki Bożej Syjońskiej, którego charyzmatem jest nawracanie Żydów na wiarę katolicką.

22 sierpnia 1845 r. John Henry Newman, anglikański teolog, interesujący się nauką Kościoła rzymskiego, zawiesza sobie Medalik na szyi. Dwa miesiące później przechodzi na katolicyzm.

Miliony czcicieli

10 lat po pierwszym wybiciu medalika nosiło go już około 100 milionów wiernych, choć nadal nic nie wiedziano o objawieniach.
W tym też czasie - w odpowiedzi na prośbę Maryi, by młode dziewczęta bardziej się Jej poświęcały, powstaje tzw. "Młodzież maryjna". 20 czerwca 1847 r. papież Pius IX oficjalnie uznaje ją za stowarzyszenie (ponad sto lat później, w 1961 r., działa ono już w 93 krajach). Za sprawą Cudownego Medalika powstają wciąż nowe wspólnoty. Stowarzyszenie Medalika na cześć Niepokalanie Poczętej (potocznie: Stowarzyszenie Cudownego Medalika), zainicjowane przez polskich biskupów, w 1908 r. zostaje rozszerzone przez papieża Piusa X na całe chrześcijaństwo. W 1919 r. Ojciec Maksymilian Maria Kolbe obiera medalik jako znak członków Milicji Niepokalanej. Wkrótce to bractwo staje się znane na całym świecie (obecnie ma 4 miliony członków w 46 krajach na wszystkich kontynentach).

W 1939 r. w samej Polsce liczy 750 tys. członków. Pod wpływem duchowości Rycerstwa, ks. Franciszek Blachnicki zakłada Krucjatę Wstrzemięźliwości (1957 r.), która ma być zbiorowym narzędziem Niepokalanej w walce z alkoholizmem. Milicja Niepokalanej staje się także inspiracją do powstania Ruchu Światło-Życie oraz instytutów życia konsekrowanego, takich jak: Siostry Franciszkanki Rycerstwa Niepokalanej (założone w Japonii), Siostry Mniejsze Maryi Niepokalanej (Rzym), Siostry Franciszkanki Niepokalanej (Filipiny), Zgromadzenie Braci Franciszkanów Niepokalanej (Włochy), Misjonarki Rycerki Niepokalanej Ojca Kolbe (Włochy), Instytut Niepokalanej Matki Kościoła (Polska).

Dwudziesty wiek to także stulecie licznych cudów, związanych z Cudownym Medalikiem. Świadectwa o cudach za przyczyną Wizerunku od 1922 r. pojawiają się na łamach "Rycerza Niepokalanej", gazety Milicji Niepokalanej.

Katarzyna Labouré została kanonizowana przez papieża Piusa XII 27 lipca 1947 roku.

Grzegorz Rąpała

Zegar

Odpust - Dożynki 15.08.2013 r.

Dzisiaj jest

środa,
16 kwietnia 2014

(106. dzień roku)

Sonda

Czy pamiętasz o Drodze Krzyżowej i Gorzkich Żalach ?

Często.

Rzadko.

Wcale.


Święta

św. Benedykta

Dziś także:
Dzień modlitw w intencji Ojca Świętego

Imieniny:
Bernadetty, Julii, Kseni

Wyszukiwanie